Syn jest żonaty, ale chce, żebym to ja dbała o porządek w jego domu. Nawet proponuje pieniądze!

Mój syn jest już żonatym mężczyzną. Zdecydował się na ślub kilka miesięcy temu. Nie będę kłamać – synowa mi się nie podoba. Jak tylko na nią patrzę, od razu robi mi się niedobrze. Ale skoro Andrzej ją kocha, musiałam zaakceptować jego wybór.

Synowa jest młodsza od mojego syna o 10 lat. Wciąż ma głowę w chmurach. Interesuje ją tylko zabawa i rozrywka, i nie przeszkadza jej fakt, że jest już żoną. Być może mój syn nie spieszyłby się z oświadczynami, gdyby nie rodzice jego wybranki, którzy byli przeciwni wspólnemu zamieszkaniu przed ślubem. Dlatego zdecydował się na ten krok.

Mówiłam Andrzejowi, że nie stworzą normalnej rodziny, bo mają zbyt różne wartości. Ona jest przyzwyczajona do życia pod skrzydłami rodziców, którzy zawsze rozwiązywali jej problemy, więc nie jest w ogóle gotowa do samodzielnego życia. I miałam rację, syn zrozumiał to niestety zbyt późno. Synowa nie umie prowadzić domu, bo matka jej nie nauczyła ani gotować, ani sprzątać. Nawet ugotowanie zupy czy kaszy jest dla niej nierealnym zadaniem. Syn przyznał mi się, że jego żona nie ma pojęcia, jak włączyć kuchenkę. O reszcie prac domowych nie ma nawet co wspominać.

Synowa ciągle jest na diecie. Pokroi warzywa i jest najedzona, a mój syn chodzi głodny. Mężczyzna, który ciężko pracuje fizycznie, nie może się najeść sałatą. On chce normalnie jeść. Do tego ma już dość samodzielnego prania, sprzątania i dbania o dom. Kupił żonie nowoczesny sprzęt, ale to nie rozwiązało problemu.

Próbowałam nauczyć synową przynajmniej podstawowych rzeczy. Ale ona jest przeciwna. Twierdzi, że nie zatrudniała się jako służąca. Mówi też, że gotuję niezdrowe jedzenie i nie chce truć swojego męża. Synowa uważa, że lepiej poświęcać czas na karierę i rozwój osobisty niż na prace domowe.

Kiedy syn zrozumiał, że rozmowy z żoną są bezsensowne, zaproponował mi pieniądze za sprzątanie i gotowanie w jego domu. Nie mam nic przeciwko, ale wydaje mi się to głupim pomysłem. Jakoś to nieludzkie…

Czy naprawdę współczesne kobiety nie chcą sprawiać radości swoim mężom i tworzyć przytulnego domowego gniazdka? Dlaczego priorytety tak się zmieniły? Wśród moich rówieśników tak nie było. A teraz, mimo mnóstwa sprzętów i możliwości, dziewczyny są leniwe do granic możliwości. Po prostu nie mają ochoty robić czegokolwiek w domu. Ale po co wtedy chcą wychodzić za mąż?