Syn z żoną przyzwyczaili się jeść u mamy, a ona nie potrafi im tego odmówić

Nas jest dwoje u mamy, ja i mój młodszy brat. Jesteśmy już dorośli i samodzielni. Mam 39 lat, a brat 32. Każdy z nas ma własną rodzinę. Moja rodzina mieszka w innym mieście. Brat osiadł niedaleko naszej matki. Mama jest na emeryturze, ale dorabia.

Cztery lata temu brat się ożenił, a po roku urodziło im się dziecko. Żona poszła na urlop macierzyński i rodzina żyła tylko z dochodów męża. Nie wystarczało na wszystko. Mama nie mogła pozostać obojętna, było jej bardzo szkoda wnuka i syna.

Wszyscy z niecierpliwością czekali, aż synowa wyjdzie z urlopu macierzyńskiego. Spodziewano się, że będzie łatwiej. Ale nie. Chłopiec źle chodził do przedszkola, ciągle chorował. Synowa regularnie była na zwolnieniu lekarskim. Dlatego w rodzinie nie przybyło dużo pieniędzy. Poza tym rodzina nie potrafi oszczędzać. Jak tylko dostają wypłatę, idą do sklepu i kupują różne delikatesy. Lodówka pęka od różnorodności produktów. Tydzień jedzą wykwintnie, a potem kombinują. Wymyślili przychodzić do mamy, niby w odwiedziny, a tak naprawdę pożywić się.

Syn wchodził do domu i od razu do lodówki, sprawdzać, co tam jest. Mama pytała, czy jej goście nie są głodni. A oni byli bardzo głodni. Trzeba było nakrywać na trzech dorosłych i dziecko. I tak raz, drugi, a potem stało się to zwyczajem. Jeszcze ciągną za sobą dziecko, które zazwyczaj jest chore. Z gorączką go nie biorą, ale z katarem ciągną. Biedna kobieta na swoje grosze musi kupować jedzenie na trzech dorosłych. Dla jej budżetu to znaczący wstrząs.

Mama próbowała im wytłumaczyć, że trzeba rozsądnie wydawać pieniądze. A oni upierają się, że trzeba się rozpieszczać. Oto co robią raz w miesiącu, a potem niech się dzieje co chce. Oczywiście mama jest oburzona takim zachowaniem. Nie wpuściłaby ich na próg, ale nie może. Jak pozwolić, by syn i wnuk głodowali. Ona by ich karmiła, ale nie synową. Bez niej nikt by nie przyszedł. Boi się zakazać, żeby nie przestali w ogóle przychodzić.

Z bratem też rozmawiałam, ale bez skutku. Stwierdził, że mama mu nic takiego nie mówiła. Więc wtrącam się nie w swoje sprawy. A ja rozumiem, że mama nigdy bezpośrednio nie powie. Boi się, że syn się obrazi i w rezultacie ucierpi wnuk. Rozumem rozumie, że czas skończyć z takim pasożytnictwem, ale serce matczyne na to nie pozwala.