Synowa umyła naczynia, ale talerza męża nie ruszyła: „Niech sam po sobie myje”
– Patrzę, a przy zlewie stoją dwa brudne talerze w stosiku i kubek! – opowiada 60-letnia pani Walentyna. – Już miałam włączyć wodę i je umyć, ale Agnieszka rzuciła się na mnie jak orlica: „Nie trzeba, proszę ich nie dotykać, to Michała!”.
Mówię, co za różnica, czyje to naczynia? A ona na to: „Wielka różnica!”. Powiedziała, że teraz nie będzie za nim myć naczyń ani prać jego rzeczy. „Nie jestem jego służącą” – stwierdziła. Myślałam, że z wrażenia upadnę! Zapytałam: „To wy w ogóle jesteście rodziną, czy jak? Jak można umyć po sobie talerz, a za mężem już nie?”.
—
### **Codzienność z synową**
Pani Walentyna odwiedza swojego syna Michała i jego rodzinę nieczęsto, bo boi się narzucać. Raz w miesiącu wpada, żeby zobaczyć się z małą wnuczką, która niedługo skończy dwa lata.
Synowa Agnieszka jest na urlopie macierzyńskim. Pani Walentyna wielokrotnie oferowała pomoc – czy to przy dziecku, czy w domu – ale synowa zawsze stanowczo odmawia.
– Prawdę mówiąc, radzi sobie świetnie – przyznaje pani Walentyna. – W domu czysto, wszystko wysprzątane, naczynia zawsze umyte od razu po jedzeniu. Dlatego byłam w szoku, gdy zobaczyłam te brudne talerze… Okazało się, że Agnieszka postanowiła „wychować” Michała!
—
### **Rola Michała w domu**
Michał pracuje jako menedżer w jednej z warszawskich firm, zarabia około 7 tysięcy złotych i prawie całą pensję przekazuje żonie. Dla siebie zostawia tylko trochę na obiad i dojazdy.
W domu jednak Michał nie robi nic. Wraca z pracy o 20:00, je kolację, którą Agnieszka przygotowała, słucha opowieści o dniu dziecka i żony, a potem kładzie się na kanapie z laptopem.
Najczęściej zasypia właśnie tam, z laptopem i słuchawkami na uszach. Jeśli Agnieszka go nie obudzi i nie zmusi, by poszedł spać do łóżka, prześpi całą noc na kanapie.
Agnieszka nie kryje swojego rozdrażnienia.
– Czy on naprawdę nie może nic zrobić w domu? – pyta teściową. – Ja też jestem zmęczona! Cały dzień kręcę się przy dziecku, gotuję, sprzątam. Podłogi myję codziennie, łazienkę czyszczę, zmieniam pościel, prasuję jego koszule. Na jego powrót zawsze czeka ciepły obiad. A on nawet po sobie talerza nie umyje! Poje, wstanie i tyle. Przecież pracowałam przed urodzeniem dziecka, a mimo to wieczorami gotowałam i dbałam o porządek, choć byłam zmęczona.
W domu jest mnóstwo niedokończonej „męskiej” roboty – trzeba przymocować haczyki w kuchni, naprawić listwy, uporządkować balkon, a w łazience zafugować płytki. Agnieszka regularnie o tym przypomina, czasem spokojnie, czasem ostrzej. Michał kiwa głową i obiecuje, ale nic z tego nie wynika.
—
### **Decyzja synowej**
– Postanowiłam, że wystarczy! – mówi Agnieszka. – Michał już się za bardzo przyzwyczaił do wygody. Powiedziałam mu, że więcej nie będę za niego sprzątać ani prać jego rzeczy. Niech sam sobie podgrzewa jedzenie, nakłada na talerz i myje po sobie.
I od kilku dni Michał faktycznie myje swoje naczynia sam. Dziś rano jednak nie zdążył, bo się spieszył. Ale Agnieszka postanowiła być konsekwentna – talerze Michała zostaną przy zlewie do jego powrotu, bo „to nie jej sprawa”.
—
### **Teściowa kontra synowa**
Pani Walentyna próbowała wytłumaczyć synowej, że skoro jest na urlopie macierzyńskim, mogłaby jednak umyć te naczynia czy wrzucić kilka koszul do prania razem z innymi rzeczami. W końcu to nierozsądne włączać pralkę dla kilku koszul.
– Urlop macierzyński jest na opiekę nad dzieckiem, nie nad mężem! – odpowiedziała synowa. – Niech sam się sobą zajmie!
Czy Agnieszka ma rację? Czy żona rzeczywiście nie jest zobowiązana, by troszczyć się o męża, skoro zajmuje się dzieckiem? A może jednak za pracującego męża można umyć talerz i wyprać skarpetki?
Co sądzicie?
