Synowa uznała za poniżające pomóc mi w sprzątaniu
W naszej rodzinie panuje rozdźwięk. Z synem, Janem, od czasu do czasu się odzywamy, ale z synową, Ewą, w ogóle nie utrzymujemy kontaktu. W rezultacie nie widuję też wnuka, Filipa. Początkiem tej sytuacji, jak dziwnie by to nie brzmiało, był złamany ręka, którą niefortunnie złamałam, upadając na oblodzonej drodze.
Złamanie samo w sobie było drobnostką, ale gips na ręce pojawił się właśnie przed moimi urodzinami, na które wcześniej wysłałam zaproszenia do wszystkich krewnych, zarówno tych dalszych, jak i bliższych. Chciałam zebrać wszystkich razem, na wypadek, kto wie, czy jeszcze kiedyś się uda?
Mieszkam w swoim domu, zdecydowałam świętować u siebie, miejsca, chwała Bogu, wystarcza, pozostało tylko rozwiązać kwestię gotowania i przygotowań domu na tę okoliczność. Na pomocniczki wybrałam siostrę, Marię, i synową, Ewę.
Z Marią – wszystko poszło gładko, ale kiedy poprosiłam Ewę o pomoc, wydawało mi się, że na jej twarzy pojawił się niezadowolony grymas. Choć od razu zgodziła się, więc pomyślałam, że to tylko moje wrażenie.
Aby było jasne tło konfliktu. Z Ewą mieliśmy normalne relacje, choć nie byłam zachwycona wyborem syna. Ale to on ma z nią żyć, więc nigdy, nawet przez sugestię, nie dałam tego po sobie poznać. Tym bardziej, gdy pojawił się wnuk, Filip. Zaczęliśmy się dogadywać znacznie cieplej, poza tym Jan znalazł dobrze płatną pracę, ale wymagającą wyjazdów, więc opiekę nad Ewą i Filipem przejęłam ja, i to regularnie. Nie opierałam się, przecież jestem babcią! Nawet gdy Ewa chciała się po prostu spotkać z przyjaciółkami, wyjść na miasto, jak to mówią, zabierałam Filipa do siebie – swoboda gwarantowana, zazwyczaj matka odbierała syna dopiero następnego dnia. Nigdy nie dopytywałam, gdzie i jak synowa spędziła wieczór (czy noc?), krótko mówiąc, wszystko układało się bardzo dobrze. Myślałam, że i z jej strony nastąpiło zbliżenie, ale się myliłam.
Gdy zaczęliśmy przygotowania do moich urodzin, dzień przed przyjazdem gości, obejrzałam dom i zdałam sobie sprawę, że oprócz przygotowań do uczty potrzebne jest także dokładne sprzątanie, by nie zrobić wstydu. Wzięłam ściereczkę, by przetrzeć kurz, a Ewę poprosiłam o odkurzenie podłóg i umycie okien.
Reakcja Ewy była zdumiewająca! Jej oczy się zaokrągliły, a niespodziewanie usłyszałam:
– Czy ja wyglądam na sprzątaczkę? Pokroję sałatki, i to wystarczy!
Zaskoczyło mnie to. Milczałam przez chwilę, a potem odpowiedziałam:
– Dziękuję, droga Ewo, do widzenia, poradzimy sobie z sałatkami same. Przepraszam, że zawracałam głowę!
Ewa prychnęła, odwróciła się i wyszła. Maria, która była
świadkiem naszej kłótni, od razu zadzwoniła do swojej synowej, i w ciągu godziny miałam w domu absolutnie niezawodną pomocnicę.
Urodziny minęły wspaniale, choć pozostał pewien niesmak z powodu nieobecności rodziny Jana w pełnym składzie. On – na wyjeździe, a Ewa, jak rozumiecie – w roli urażonej.
Jana nie wtajemniczałam w nasz konflikt, by mógł spokojnie pracować, wrócił tuż przed zdjęciem gipsu. Przyjechał, pogratulował mi z opóźnieniem, współczuł, trochę porozmawialiśmy. Ewa, jak się wydaje, również milczała, nie wiem, jak wytłumaczyła swoją nieobecność na urodzinach.
I tak, dzień po zdjęciu gipsu, telefon od Jana. Zapytał o moją rękę, ucieszył się, że jest w miarę sprawna, i:
– Mamo, chcemy z Ewą w weekend wyjechać za miasto z przyjaciółmi, pojeździć na nartach i odpocząć na łonie natury, Filipa przyprowadzimy do ciebie, nie masz nic przeciwko?
Zachichotałam i, dość zjadliwie, zareagowałam:
– Przekaż Ewie, że nie jestem opiekunką, sama się domyśli, o co chodzi, a z Filipem radźcie sobie sami.
Dosłownie po dziesięciu minutach telefon od Ewy:
– A więc tak postanowiłaś, tak? Nie umyłam okien – zapomniałaś o wnuku? Może, abyś zgodziła się, mam przyjść i zrobić u ciebie generalne sprzątanie?
Nie chciałam kontynuować, a nawet zaczynać polemiki, wyłączyłam telefon i wypiłam coś uspokajającego.
