Synowa wprowadziła opłatę za wejście na wesele, aby “od razu pozbyć się darmozjadów”
Ostatnie lata mojego życia układają się wyjątkowo pomyślnie. Dzieci – moja radość i oparcie. Wychowaliśmy je na wspaniałych, samodzielnych dorosłych ludzi. My z mężem mogliśmy wreszcie odetchnąć swobodnie i zacząć żyć dla siebie.
I syn, i córka mają dobrą pracę i godne zarobki. Córka zaczęła spotykać się z chłopakiem i dosłownie promieniała szczęściem. Na tle tego wszystkiego, bolało mnie patrzeć, jak syn pozostaje samotny.
U Andrzeja życie osobiste jakoś się nie układało. Jest świetnym chłopakiem. Od młodości uprawia sport. Dziewczyny zawsze się wokół niego kręciły, ale nie udawało mu się nawiązać stałych relacji.
Oczywiście, miał jakieś dziewczyny. Ale za każdym razem, gdy pytałam, kiedy mnie z kimś przedstawi, Andrzej machał ręką i mówił, że „to wszystko jest niepoważne”.
I wreszcie pojawiła się Wiktoria. Miła dziewczyna, młodsza od naszego Andrzeja o sześć lat. Dobre wykształcenie i praca.
Wszystkie „szczególne cechy” Wiktorii zaczęły wychodzić na jaw, gdy doszło do wesela. Szybko okazało się, że Wiktoria jest bardzo pragmatyczną osobą.
Gdy syn z narzeczoną przyjechali do nas, aby oznajmić, że złożyli wniosek i wkrótce wezmą ślub, pierwsze, o co zapytała Wiktoria, to: „Ile pieniędzy możecie nam podarować na wesele?”.
Wtedy ta postawa wzbudziła moje podejrzenia. Ale byłam tak szczęśliwa, że syn wreszcie będzie miał rodzinę, że zrzuciłam to na jej bezpośredniość. Przecież i tak musimy coś podarować młodej parze? Co w tym złego, że dowiedzą się wcześniej, jaki to będzie prezent?
Jednak szybko okazało się, że podobne pytanie skierowane było również do babci i mojej siostry, ciotki syna.
Było trochę niezręcznie usłyszeć od teściowej, że wnuk przyjechał ją odwiedzić i przy okazji zapytał, na jaką kwotę mogą liczyć jako prezent weselny.
Na trzy tygodnie przed ślubem przyszli młodzi wysłali wszystkim gościom zaproszenia. Wtedy wszyscy byli oburzeni!
Bezpośrednio na oficjalnych zaproszeniach w pięknej, złoconej ramce było napisane czas i miejsce planowanego święta, a także dopisek: „wejście na imprezę płatne – 1000 złotych”.
Szczerze mówiąc, nie od razu zrozumiałam, jak to traktować, więc postanowiłam bezpośrednio zapytać syna. Ale w rozmowę od razu wtrąciła się Wiktoria:
– Wydajemy dużo pieniędzy na stół, wodzireja i fotografa. Czy nie słyszeliście, że zdarzają się przypadki, kiedy goście dają jakieś grosze? Albo w ogóle podkładają puste koperty? A tak nikt się nie wykręci!
W ten sposób Wiktoria postanowiła odzyskać wszystkie wydatki na wesele. Na pierwszy rzut oka to całkiem niezły pomysł, ale już następnego dnia zadzwoniła do mnie siostra męża, kuzynka i teściowa.
Wszyscy byli oburzeni tym, że Wiktoria i Andrzej nie chcą widzieć ich na swoim weselu za darmo. Szczególnie oburzała się teściowa.
Tak bardzo czekałam na dzień, w którym mój syn weźmie ślub, ale nie mogłam sobie wyobrazić, że wszystko będzie wyglądać właśnie tak!
Kilku gości już oznajmiło, że nie przyjedzie na ślub, tylko dlatego, że to dla nich za drogo. Na przykład matka chrzestna Andrzeja, moja stara przyjaciółka, szczerze przyznała mi, że jej rodziny nie stać na taką sumę. Przecież zaproszenie oznaczało, że za każdą osobę trzeba zapłacić po tysiąc złotych, a do tego trzeba jeszcze coś podarować młodej parze, co również kosztuje.
Początkowo chrzestna chciała przyjechać z mężem, ale potem zmienili zdanie i postanowili, że mogą przeznaczyć taką znaczną sumę na inne cele.
Jest mi wstyd, a Wiktoria tylko wzruszyła ramionami i powiedziała:
– Przynajmniej od razu pozbędziemy się wszystkich darmozjadów. Nie trzeba będzie nikogo karmić za darmo.
Wesele syna już w ten weekend, a ja nadal mam wątpliwości: czy powinnam tam iść?
