Tamtego wieczoru Anna późno wróciła z pracy z ciężkimi torbami z zakupami. – Musimy poważnie porozmawiać, chcę się rozwieść – powiedziała mężowi od progu. – Jaki jeszcze rozwód? Najpierw przygotuj kolację, a potem porozmawiamy – przywitał żonę Stanisław. Anna zostawiła zakupy w progu, sama wyszła na ulicę i poszła do kawiarni, a gdy wróciła, w domu czekała już na nią teściowa
– Już wróciłaś z pracy? Co, już jest szósta wieczorem? – zapytał Stanisław swoją żonę, nie odrywając oczu od swojego laptopa.
– Już siódma godzina – odpowiedziała Anna i zaniosła do kuchni dwa ciężkie pakunki z zakupami.
Gdy weszła do kuchni, Anna zrozumiała, że była u nich jej teściowa. Ponieważ w zlewie były trzy brudne filiżanki, oznaczało to, że razem z matką jej męża była też jej krewna – ciotka Maria.
– Już siódma godzina? A gdzie tak długo byłaś? Jestem tu już dawno głodny, a jeszcze nic nie jest gotowe – powiedział Stanisław, nie odwracając się do żony.
– Wstąpiłam po pracy do supermarketu po zakupy, żeby cię nakarmić, bo wiedziałam, że nie ma nic na kolację – odpowiedziała Anna. – A w ogóle, muszę z tobą porozmawiać.
Anna weszła do pokoju i stanęła za plecami własnego męża.
– Słyszysz mnie? – zapytała Stanisława. – Już skończyłeś swoją pracę i powinieneś być wolny. Znowu grasz na swoim laptopie w te swoje gry?
Anna była poważnie nastawiona.
– Od dawna chcę omówić z tobą bardzo ważną sprawę: musimy się rozwieść – powiedziała poważnie.
– Anno, najpierw przygotuj kolację, a potem porozmawiamy. Jestem bardzo głodny, dawaj szybciej kolację – Stanisław jakby nie słyszał słów własnej żony.
– Nie, najpierw porozmawiamy, to dla mnie ważne. Czy w ogóle zrozumiałeś, o czym mówię? Bo wydaje się, że nic a nic nie zrozumiałeś.
– Tak. Chcesz się ze mną rozwieść z jakiegoś powodu. Tylko nie zrozumiałem dlaczego.
– Zazwyczaj pary się rozwodzą, gdy coś komuś nie odpowiada. Uważasz, że wszystko w tobie powinno mnie zadowalać? Powiedz tylko szczerze – zapytała żona.
– Tak. A jakie możesz mieć do mnie pretensje? Nie mam złych nawyków. Nie chodzę po kawiarniach i restauracjach, nie zasiedzam się z przyjaciółmi, bo ciągle jestem w domu, na twoich oczach. Zresztą nie mam z kim wychodzić – nie mam bliskich przyjaciół. Jeśli gdzieś wychodzę z domu, to tylko z tobą albo z mamą. Pracuję też z domu, powinnaś się z tego cieszyć. I jeszcze normalnie zarabiam, do tego.
– Naprawdę, po prostu idealny mąż. Po prostu marzenie wszystkich kobiet! Tak się pochwaliłeś, że nie wiem, co ci na to powiedzieć. Czy ty normalnie zarabiasz, mężczyzno?
– Tak, w pełni mi wystarcza na życie.
– Na co ci wystarcza, mówisz? – zdziwiła się żona.
– Na wszystkie moje podstawowe potrzeby życiowe. Nigdy nie proszę cię o żadne pieniądze – przekonywał Stanisław żonę.
– Dobrze. Mieszkasz po prostu w moim mieszkaniu, więc za mieszkanie nie musisz wcale płacić. Tak?
– No, tak.
– Wszystkie opłaty komunalne za wszystko też płacę sama – kontynuowała Anna.
– No jasne, to przecież twoje mieszkanie – mówił coraz głośniej mąż.
– Pracujesz z domu, a ja prawie codziennie chodzę do pracy. Wracając do domu, kilka razy w tygodniu wstępuję do sklepu i kupuję wszystkie produkty oraz wszystko inne, co nam obojgu potrzebne. Płacę za to też zawsze sama. Tak?
– To normalne, uważam. Mamy przecież wspólny budżet domowy – zgadzał się ze wszystkim mąż.
– Dobrze, a teraz powiedz, na co ci wystarczają twoje pieniądze, jeśli nie płacisz za mieszkanie, za opłaty i prawie nie kupujesz produktów do domu? – zapytała ze złością Anna.
– Ostatnio mama kupiła mi nową kurtkę, a ja jej za to oddałem pieniądze. Potem musiałem coś kupić do pracy, zamawiałem sobie. A w ogóle, czasem daję mamie trochę pieniędzy, jeśli im z siostrą nie wystarcza na życie, przecież są emerytkami, wiesz.
– Ale nigdy mi nie mówiłeś, że dajesz pieniądze mamie. Dobrze, z finansami wszystko mniej więcej jasne. Przejdźmy dalej. Pracujesz od dziewiątej rano do piątej po południu. W domu masz możliwość odpoczywać, ile chcesz i kiedy chcesz. Ale co robisz w tym czasie? Nigdy nie posprzątasz, naczyń, choćby po sobie, nie umyjesz, nigdy nic nie przygotujesz na kolację, żeby mi było lżej.
– Ale przecież muszę też odpoczywać – powiedział z niezrozumieniem mąż.
– Skończyłeś pracę o piątej. Przyszłam o siódmej. I pytasz właśnie mnie o kolację. Dlaczego nic nie przygotowałeś? W pracy nie odpoczywam i też zmęczona wracam. Przez te dwie godziny mógłbyś już posprzątać w mieszkaniu, rozwiesić pranie, przygotować kolację choćby czasem. A ty siedzisz sam głodny i czekasz, że zaraz przyjdzie Anna i wszystko sama szybko zrobi.
– Chcesz, żebym jeszcze wykonywał prace domowe? Ale ja nic z tego nie umiem, to przecież nie męska sprawa. Wiesz, że mama nigdy nie pozwalała mi zbliżać się ani do naczyń, ani do odkurzacza, nie mówiąc już o gotowaniu. Tak coś przygotuję, że nie będziemy mogli tego jeść, sama będziesz żałować – wyjaśnił Stanisław.
– Jak dobrze mieć wymówki! Nie umiesz? To się naucz! Zacznijmy od dzisiaj, na przykład: chcesz jeść – idź do kuchni. Dziś nic nie gotuję. Moje przyjaciółki zaprosiły mnie do kawiarni, odmówiłam, ale teraz postanowiłam pójść. Do zobaczenia, mężu!
Anna ubrała się i wyszła na ulicę.
Przyjaciółki nie zdążyły jeszcze usiąść przy stoliku w kawiarni, gdy u Anny zadzwonił telefon. Zobaczywszy numer swojej teściowej, zrozumiała, że mąż już zdążył poskarżyć się własnej mamie.
– Mamo, teraz nie mogę z panią rozmawiać, proszę zadzwonić później, i tak nie mam w ogóle nastroju – odpowiedziała Anna i ustawiła telefon na tryb cichy.
Kiedy wróciła do domu, czekała na nią już matka męża.
– Anno, co ty wymyśliłaś? Jaki rozwód? Masz cudownego męża, zazdrości ci wiele kobiet! Stanisław cały czas siedzi w domu, przy tobie, pracuje z domu, dobry i spokojny mąż! Czego ci brakuje? – zapytała ze złością teściowa.
– Ma pani absolutną rację, nie zaprzeczam! Nic z tego, co pani powiedziała, Stanisław nie robi. A niech mi pani lepiej wyliczy, co on robi albo chociaż może zrobić dla rodziny, dla mnie samej, tak jak ja to robię dla niego?
– On pracuje – powiedziała zdziwiona matka Stanisława.
– Ja też pracuję – odpowiedziała Anna. – Ale oprócz tego ciągle po nim sprzątam, piorę, prasuję jego ubrania, noszę ciężkie torby z zakupami ze sklepów, gotuję sama, jestem jedyną, która myje naczynia po wszystkich – to wszystko robię dla Stanisława. A co mój mąż robi dla mnie?
– Stanisław daje ci prezenty: na twoje urodziny, na Nowy Rok i na ósmego marca. Wiem dokładnie, bo sama pomagam mu je wybierać.
– Teraz rozumiem, dlaczego zawsze kupuje wszystko tanie, jakieś drobiazgi i nigdy nie kupi tego, czego naprawdę chcę.
– A ty, synowo, oczywiście chciałaś złota i diamentów? – uśmiechnęła się teściowa.
– Wcale nie trzeba kupować czegoś drogiego, ale to, co mi się podoba. Zakończmy tę rozmowę. Powiedziałam Stanisławowi, że dam mu dwa tygodnie, żeby się zmienił, ale czuję, że to nic nie zmieni – on nawet teraz siedzi do nas tyłem, patrząc w swój laptop. Bardzo długo starałam się wyjaśnić pani synowi, że rodzina to związek równych ludzi, gdzie małżonkowie sobie nawzajem pomagają i wspierają, gdzie w domu nie ma tylko kobiecej pracy.
– Ale Stanisław nie umie robić tego, czego chcesz! W naszej rodzinie gospodarstwem zawsze zajmowały się żony – wyjaśniła teściowa.
– Ale nie mówię tylko o zmywaniu naczyń. Czy wie pani, że pani syn po prostu nie ma pojęcia, jak odczytać wskazania licznika i opłacić rachunki za gaz i wodę? Jeśli zostanie sam w mieszkaniu na kilka miesięcy, po prostu sobie z niczym nie poradzi i będzie do pani dzwonił. I co najważniejsze – to go całkowicie zadowala. A mnie nie, nie mogę już robić wszystkiego sama, jestem bardzo zmęczona.
– Ale może lepiej dobrze się zastanowić i nie mówić od razu o rozwodzie? – tłumaczyła teściowa. – Naucz go tego, co według ciebie powinien umieć robić.
– Przepraszam, próbowałam, on wcale się nie zmienia i dorosły mężczyzna już nigdy się nie zmieni. Dlatego to wszystko, jutro składam pozew o rozwód, może być wolny, niech idzie.
Teściowa z synem milcząco zebrali jego rzeczy i wyszli za drzwi. Anna już żałowała swojej decyzji, bo rozumiała, że może zostać sama.
Dobrze wiedziała, że jutro Stanisław do niej zadzwoni i będzie prosił o powrót, będzie przepraszał.
Czy warto wybaczyć takiemu mężowi i spróbować uratować rodzinę, skoro nie zdradzał i nie oszukiwał? Czy też dorośli ludzie się nie zmieniają i lepiej teraz się rozwieść, niż przez całe życie wszystko dźwigać na sobie i znosić pouczenia teściowej?
