Ten remont Anna zapamięta na długo – nie spodziewała się, że teściowa będzie chciała wszystkim rządzić. Ale gdyby mąż nie słuchał mamy, wszystko potoczyłoby się inaczej. — Lawendowy kolor? — zdziwiła się teściowa. — Jesteście dziećmi, Anno? To przecież nie pokój dziecięcy, tylko salon. O, te tutaj, — wskazała na rolkę tapety w ciemnobrązowym kolorze, — są znacznie bardziej eleganckie i stylowe, poważne i jednocześnie głębokie. Prawda, synu? No powiedz, że mama nie ma racji
— To postanowione, wybieram właśnie te tapety! — Anna zwróciła się do teściowej, z entuzjazmem pokazując rolkę jasnolawendowej tapety. — Będą idealnie pasować do naszego wnętrza. Będzie jasno i przytulnie, bardzo mi się podobają. Nie mogę oderwać od nich oczu.
Teściowa, kobieta o przenikliwym spojrzeniu, nie spieszyła się z odpowiedzią. Zmrużyła oczy, jakby przed sobą miała nie rolkę tapety, lecz tekst do korekty, który należało poprawić czerwoną kredką.
— Lawendowy kolor? — zapytała z ironicznym uśmiechem. — Jesteście dziećmi, Anno? To przecież nie pokój dziecięcy, tylko salon. O, te tutaj, — wskazała na ciemnobrązową tapetę, — są znacznie bardziej eleganckie i stylowe, poważne i jednocześnie głębokie.
— Mamo… — zaczął Andrzej, ale natychmiast zamilkł, gdy napotkał surowe spojrzenie matki.
Anna, starając się ukryć irytację, spojrzała na swoją rolkę tapety. Bardzo jej się podobała.
— Z Andrzejem chcemy coś jaśniejszego. Przepraszam, ale ciemnobrązowy to dla nas zbyt ponury kolor, prawda, Andrzeju?
Mąż, jakby próbując stopić się z półką pełną tapet, w milczeniu analizował wzory, ale gdy napotkał wzrok żony, lekko skinął głową:
— No… jasne też nie są złe…
— „Też nie są złe”? — Maria odwróciła się do syna. — Andrzeju, jesteś mężczyzną, a nie dzieckiem, które bierze, co mu podadzą! Takie kolory wybierają ci, którzy chcą, żeby dom wyglądał stylowo, a nie jak hotel albo plac zabaw. Przemyśl to, synu.
— Podoba mi się jasny kolor, — powiedziała stanowczo Anna. — Chcemy, żeby w naszym domu było jasno i przytulnie, nawet jeśli to będzie trochę przypominać dziecięcy pokój. A ciemne ściany zepsują cały wystrój. Poza tym już z Andrzejem o tym rozmawialiśmy.
Teściowa na chwilę zastygła. Potem gwałtownie wypuściła powietrze i uśmiechnęła się:
— No tak. Rozmawialiście. Tylko dziwnym trafem zawsze ty mówisz, a Andrzej milczy. To co, wychodzi na to, że ty tutaj rządzisz, a mojego syna nikt o zdanie nawet nie pyta?
Anna na moment opuściła wzrok, próbując powstrzymać irytację. Wiedziała, że jedno słowo więcej, a kłótnia przerodzi się w otwarty konflikt. Ale tym razem milczenie było trudniejsze niż zwykle.
— Bardzo cenimy sobie pani zdanie. Ale to jest nasz dom i to my powinniśmy decydować o jego wystroju, — odpowiedziała w końcu, starając się, by jej głos zabrzmiał łagodnie.
— Wasz dom, tak? — powtórzyła teściowa z nutą drwiny. — A kto wam pomógł, gdy zabrakło na farbę i szpachlę? Czyżbyście już zapomnieli?
— Bardzo to doceniamy, — wtrącił szybko Andrzej, wyraźnie próbując załagodzić sytuację. — Naprawdę, mamo. Ale Anna ma rację: chcemy coś jaśniejszego. Lawendowy kolor rzeczywiście ożywi wnętrze.
Maria spojrzała na syna z wyrzutem, a potem znów zwróciła się do Anny.
— Róbcie, co chcecie, — powiedziała chłodno, kierując się do wyjścia ze sklepu. — Ale potem nie zdziwcie się, jeśli goście zapytają, kto to ma taki dziwny gust.
Gdy teściowa wyszła, Anna ciężko westchnęła i spojrzała na męża:
— Widzisz? Nawet w takiej drobnostce twoja mama próbuje podejmować za nas decyzje.
— Ona tylko chce pomóc, — mruknął Andrzej, unikając jej spojrzenia.
— Pomóc? Andrzeju, ona cały czas próbuje udowodnić, że wie lepiej i chce nam narzucić swoje zdanie. Wiesz co? Tym razem zrobię po swojemu.
Anna zdecydowanie podeszła do lady i zamówiła pięć rolek jasnolawendowej tapety.
Wieczorem w mieszkaniu panowała cisza. W pewnym momencie rozległ się dzwonek do drzwi. Anna, wycierając ręce w ścierkę, pospieszyła otworzyć.
Na progu stała Maria z katalogiem wnętrzarskim w jednej ręce i dużą torbą w drugiej.
— No i co, wybraliście już, co trzeba? — zapytała z uśmiechem, od którego Annę przeszedł dreszcz.
— Tak, oczywiście. Jutro przywiozą, — odpowiedziała wesoło Anna, starając się ukryć swoje niezadowolenie.
— Dobrze. Jutro przyjdę sprawdzić, — powiedziała krótko teściowa i, nie czekając na zaproszenie, weszła do mieszkania.
Anna i Andrzej wymienili spojrzenia. Milczenie między nimi mówiło więcej niż słowa.
Następnego dnia od samego rana Anna była pełna determinacji. Tapety dostarczono na czas, i do wieczora razem z Andrzejem intensywnie pracowali nad przemianą salonu.
Pokój stopniowo nabierał nowego życia: jasnolawendowe ściany zdawały się wypełniać przestrzeń powietrzem i światłem. Nawet meble, które Anna uważała za nudne, nagle nabrały nowych odcieni.
— Zobacz, jak pięknie! — powiedziała radośnie Anna, cofając się o krok, aby ocenić efekt. — Teraz to prawdziwy salon, a nie jaskinia.
Andrzej skinął głową, ocierając pot z czoła. Wyglądał na zmęczonego, ale starał się wesprzeć żonę.
— Tak, ładnie. Ale mama… — zaczął ostrożnie, dobierając słowa. — Wiesz, że jej się to nie spodoba.
— Wiem, — odpowiedziała Anna. — Ale ile można żyć według jej zasad? To nasz dom, Andrzeju. Czas, żeby to zrozumiała.
Andrzej tylko wzruszył ramionami. Wyraźnie nie miał ochoty na kolejną dyskusję w tym temacie.
Rano, jeszcze zanim Anna zdążyła wstawić czajnik, ktoś zapukał do drzwi. Teściowa, jak zwykle, przyszła bez zapowiedzi. Na jej twarzy malowała się determinacja, ale kiedy zobaczyła odnowione ściany, uśmiechnęła się ironicznie.
— No tak, jak się spodziewałam, — powiedziała, rozglądając się po pokoju. — Zrobiliście po swojemu. Jak to się mówi – państwo na włościach.
— Chcieliśmy, żeby było jaśniej, przytulniej, — zaczęła Anna, ale jej głos lekko zadrżał, gdy spotkał przenikliwe spojrzenie teściowej.
— Jaśniej? To wygląda jak szpital, a nie salon! — przerwała Maria, podchodząc do ściany. Przejechała palcem po styku tapet i westchnęła. — Nawet porządnie przykleić nie potraficie. Za miesiąc będzie tu pełno bąbli.
Anna poczuła narastające rozczarowanie. Ale zanim zdążyła odpowiedzieć, teściowa kontynuowała:
— Dobrze, skoro już to zrobiliście, to niech będzie. Ale firany… Mam nadzieję, że chociaż firany wybraliście porządne?
— Białe, lekkie, — odpowiedziała krótko Anna, starając się zachować spokój.
— Białe? — Maria uniosła ręce w geście dezaprobaty. — Co za brak gustu! Dobrze, przyniosę wam jakieś normalne.
— Dziękujemy, ale poradzimy sobie sami, — odpowiedziała ostro Anna. Jej głos zabrzmiał bardziej stanowczo, niż się spodziewała.
Teściowa zatrzymała się i spojrzała na nią z wyraźnym zdziwieniem.
— Tak, tak? — zmrużyła oczy. — No cóż, róbcie, jak chcecie. Tylko potem nie narzekajcie, jeśli goście będą się śmiać.
Anna bez słowa odprowadziła teściową do drzwi. Gdy ta wyszła, długo stała w progu, próbując uspokoić oddech. Myśli kotłowały się jej w głowie, ale jedno było jasne: czas wyznaczyć granice.
Wieczorem Anna i Andrzej siedzieli w odnowionym salonie. To była ich przestrzeń, ich wybór, i nawet jeśli nie wszyscy byli zadowoleni, najważniejsze było, że oni sami czuli się szczęśliwi.
— Cieszę się, że to zrobiliśmy, — powiedziała Anna, patrząc na męża. — To nasz dom.
Teściowa od tygodnia do nich nie dzwoni. Obraziła się na dzieci. Ale czy mieli rację? Czy jednak nie powinni byli tak postąpić z matką?
