— Teraz jesteście rodziną i nie może być „moje – twoje” pieniądze, wszystko powinno być wspólne, więc, Anno, trzeba się dzielić – oznajmiła mi teściowa rozkazującym tonem. Tak zakończyła się historia, która zaczęła się od tego, że poprosiliśmy matkę mojego męża, aby przez jeden dzień zaopiekowała się naszym synem. Pojechaliśmy na jubileusz do przyjaciół i nie chcieliśmy zabierać ze sobą trzyletniego dziecka. Skąd miałam wiedzieć, że teściowa marzyła o tym, by dostać się do mojego mieszkania, zrobić w nim przegląd i znaleźć moje pieniądze?

Staram się żyć z teściową w zgodzie, ale na dystans. Nigdy nie prosiłam jej o pomoc przy wnuku, ale tym razem sytuacja była wyjątkowa i naprawdę jej potrzebowaliśmy.

Mieszkamy z mężem osobno, moja mama kiedyś kupiła mi dwupokojowe mieszkanie – to moja własność sprzed małżeństwa.

Jesteśmy razem od czterech lat, oboje pracujemy, coś tam zarabiamy, wychowujemy syna. Mój mąż jest dobrym, rozsądnym człowiekiem, nie mam do niego żadnych pretensji, ale jego matka… to już inna historia. Dlatego unikam z nią niepotrzebnych spotkań.

Czasami jest mi ciężko, ale wolę poradzić sobie sama, niż prosić ją o pomoc, bo później będzie więcej rozmów o tym, jaka to ona jest niezastąpiona i jak wiele dla nas robi.

Tym razem jednak musiałam ją poprosić o przysługę. Nie odmówiła, wręcz się ucieszyła:

— W końcu spędzę trochę czasu z moim wnuczkiem, opowiem mu bajki, pobawimy się.

Nie wiedziałam, że teściowa marzyła tylko o tym, by dostać się do mojego mieszkania i zrobić w nim rewizję.

Wyjechaliśmy wcześnie rano, syn jeszcze spał, babcia przyszła punktualnie. Zostawiłam jej przygotowane jedzenie, wszystko jej wytłumaczyłam – nie musiała nic robić, wystarczyło, że pobawi się z wnukiem i poczyta mu bajki.

Ale nie, teściowa postanowiła „posprzątać” moje mieszkanie. Nie zamknęłam niczego na klucz, bo nawet nie przyszło mi do głowy, że mogłaby coś takiego zrobić.

Matka mojego męża zajrzała do każdej szuflady, każdej szafki, każdego zakamarka i znalazła moją skrytkę. Miałam tam schowane 15 tysięcy euro.

O tych pieniądzach nie wiedział nawet mój mąż. Nie uważałam za konieczne mu o nich mówić, bo to były pieniądze mojej mamy.

Ona pracuje za granicą, od 15 lat jest opiekunką we Włoszech i to ona kupiła mi mieszkanie. Teraz, gdy ma możliwość, wysyła mi większe kwoty – czasem 200, czasem 500, a czasem nawet 1000 euro.

Nie wydaję tych pieniędzy, odkładam je, bo na życie wystarcza nam to, co zarabiamy.

Schowałam je do kieszeni mojego futra z norek. Nawet tam teściowa postanowiła zajrzeć.

Kiedy wróciliśmy do domu wieczorem, czekała na mnie niespodzianka.

Weszłam pierwsza, mąż parkował samochód w garażu. Teściowa skorzystała z jego nieobecności, żeby porozmawiać ze mną „jak kobieta z kobietą”.

Zastałam taki widok: na stole leżały pieniądze, a teściowa siedziała na fotelu, z założonymi rękami i naburmuszoną miną.

— Postanowiłaś ukrywać pieniądze przed moim synem i żyć na jego koszt? – rzuciła od progu.

— Nie żyję na jego koszt – zaskoczona odpowiedziałam to, co pierwsze przyszło mi do głowy.

— Siedziałaś trzy lata na urlopie macierzyńskim, to z czyich pieniędzy żyłaś? – przypomniała mi teściowa.

— Jakim prawem grzebałaś w moich rzeczach?! – w końcu odzyskałam mowę.

— Nie grzebałam, sprzątałam! U was jest taki bałagan, że dziecko nie powinno żyć w takich warunkach – próbowała się tłumaczyć. – Skąd te pieniądze? Wiktor o nich wie? – zapytała surowo.

— To moje pieniądze i nie muszę się z nich nikomu tłumaczyć.

— Mylisz się. W rodzinie nie ma „moje – twoje” pieniądze, wszystko jest wspólne – powiedziała z przekonaniem. – Więc albo sama powiesz o tym mojemu synowi, albo my wspólnie zdecydujemy, jak te pieniądze spożytkować.

Zabrałam pieniądze i odłożyłam je na miejsce. Powiedziałam jej wprost, że nie zamierzam robić tak, jak ona chce.

W tym momencie do domu wrócił mąż. Zobaczył teściową całą czerwoną ze złości i mnie, wciąż w szoku po tej sytuacji.

— Coś się stało? – zapytał Wiktor.

— Zapytaj swojej żony – warknęła teściowa, zarzuciła kurtkę i wyszła, trzaskając drzwiami.

Nie powiedziałam nic mężowi, a on nie pytał. Ale wiem, że ta historia się nie skończyła.

Teraz teściowa wie o tych pieniądzach i nie da mi spokoju.

Chciałabym poznać opinię innych – czy mam prawo mieć pieniądze, o których nie wie mój mąż?