Teraz mam już własną rodzinę. Ojciec z macochą mieszkają osobno, ale nam pomagają. Ale nie mogę zapomnieć tego dnia, kiedy moja rodzona matka przyszła do naszego progu, a ja powiedziałam, żeby odeszła od nas, bo bez niej dobrze nam.

To stało się, gdy miałam tylko pięć lat. Nie jest mi trudno opowiedzieć o tym, tylko teraz nie chcę płakać, bo w moim życiu jest mąż, którego bardzo kocham i wkrótce pojawi się córeczka, której nigdy nie zdradzę.

W dzieciństwie moi rodzice często się kłócili. Zbyt często. Zdarzało się, że mama długo siedziała na zewnątrz. A ja wybiegałam za nią. Najczęściej oboje nie zdążyliśmy się ubrać i marzliśmy zimnymi wieczorami pod klatką schodową. Pamiętam, jak mama ogrzewała mi bose nóżki, gdy siadaliśmy na ławce. Potem w nocy wracaliśmy do domu.

Ale pewnego razu to się powtórzyło. Zbyt niespodziewanie, jak zawsze. Wybiegliśmy z mamą na dwór, na zewnątrz była zima. Gdy mama zobaczyła mnie obok siebie, w samej piżamie, chciała wrócić, by wziąć mi ubranie. Tata nas nie wpuścił.

W takich chwilach stawał się dla nas zupełnie obcą osobą, trudno mi to wyjaśnić. Nie pozostało nam nic innego, jak iść do przyjaciółki mamy. Ta mieszkała najbliżej nas. Było późno, mama niosła mnie na rękach. Potem stało się to, czego w żaden sposób nie mogłam sobie wyobrazić, mama mnie zdradziła.

Gdy się obudziłam, mamy nie było obok. Przyjaciółka mamy odwiodła mnie do domu, ale i w domu mamy nie było. Następnego dnia też się nie pojawiła i po tygodniu, i po roku tak i nie pojawiła się, zostawiła mnie.

Od tego czasu mama dla mnie przestała istnieć. Bardzo dziwne, ale ojciec, zasadniczo przez którego wszystko się stało, stał się dla mnie najdroższą osobą. Nigdy mnie nie skrzywdził. Bardzo się zmienił, na lepsze, troszczył się o mnie i bardzo kochał.

Potem, po dwóch latach w naszym mieszkaniu pojawiła się kobieta, która stała się dla mnie mamą. Stała się dla mnie prawdziwą kochającą mamą. Która nigdy mnie nie zdradziła i którą szczerze i prawdziwie pokochałam. Od tego czasu nigdy nie słyszałam w domu kłótni, tata z macochą nigdy się nie kłócili. Gdzie była moja prawdziwa mama nie wiedziałam, ale po pięciu latach wróciła.

To było bardzo smutne, wtedy byłam w domu sama, gdy zadzwonili do drzwi. Otworzyłam drzwi i na progu stała ona. Wyglądała żałośnie. Na początku wpuściłam ją do mieszkania, jak starego znajomego.

Kochała mnie, ale czułam, że nie będę mogła jej wybaczyć. Wydawało się, że trudno jej było okazać choć trochę czułości w moim kierunku. Przeprosiła, że mnie zostawiła, potem się odwróciła i odeszła. Po tym nigdy jej więcej nie widziałam.

Teraz mam już własną rodzinę. Ojciec z macochą mieszkają osobno, ale bardzo nam pomagają. Ale bardzo chciałabym zobaczyć swoją prawdziwą mamę i usłyszeć od niej, dlaczego tak postąpiła. Może popełniłam błąd, nie wybaczając jej, ale wtedy byłam jeszcze dzieckiem. Teraz jestem dorosłą kobietą, wiele rzeczy rozumiem w życiu. Chcę z nią porozmawiać, brakuje mi jej.