Teściowa narzeka, że jest już niemłoda, potrzebuje gwarancji spokojnej starości, a my nie jesteśmy odpowiedni do zapewnienia tych gwarancji. Co jeśli zdecydujemy się zostawić biedną staruszkę na głodowych racjach?

Tymczasem sama biedna staruszka zachowuje się jak pies na sianie. Ma trzypokojowe mieszkanie, które mogłaby zamienić, ale nie chce tego robić.

Przyzwyczaiła się do swoich apartamentów, tam upłynęło jej życie, a w ogóle, co, rodziła i wychowywała syna na darmo? On powinien zapewnić jej starość, no i ja przy okazji, skoro już się do niego przyczepiłam.

Od nas z mężem oczekuje, że kupimy jednopokojowe mieszkanie na jej nazwisko, które będzie wynajmować i otrzymywać dodatkowe pieniądze. Ale jest tu mały problem – nie jesteśmy oligarchami, żeby tak po prostu rozdawać mieszkania. Nie jesteśmy na tyle bogaci, że sami nawet nie mamy własnego mieszkania.

Teraz jesteśmy w trakcie gromadzenia wkładu własnego, aby kupić mieszkanie na kredyt. Teściowa o tym wie, dlatego próbuje przeciągnąć kołdrę na swoją stronę.

Zresztą, zawsze tak robiła. Po ślubie zaprosiła nas do siebie, bo miała trzypokojowe mieszkanie, a nam łatwiej byłoby oszczędzać, jeśli nie musielibyśmy wynajmować mieszkania.

Okazało się jednak, że mieszkanie z teściową było uciążliwe. Opłacaliśmy rachunki za media, kupowaliśmy jedzenie, a teściowa jeszcze naciskała na nas, żebyśmy robili remont.

Chodziła i wzdychała, że tu tapeta odeszła, tam płytka pękła, trzeba by to odnowić, ale z jej emeryturą nie da rady. Ale oczywiście, ona nic od nas nie prosi.

W ten sam sposób „nie prosiła” nas o nową odzież. Płaszcz się nagle zużył, futro zjadła mól, a buty zaczęły obcierać.

Tak więc powoli wyciągała od nas pieniądze. Z boku wyglądało to na małe wydatki, ale po zsumowaniu wychodziła już spora suma.

Kiedy mąż postanowił ograniczyć jej apetyty, zaczęła się oburzać, że żyjemy na gotowym (na czym niby?), a nic nie chcemy robić.

Wtedy mocno się pokłócili, a po dwóch tygodniach przeprowadziliśmy się na wynajem. Mąż nadal opłacał jej rachunki i leki, ale w innych sprawach jej odmówił.

Szafa pękała jej od ubrań, w jedzeniu się nie ograniczała, więc żyła całkiem nieźle. Niezależnie od tego, jak bardzo się biedziła, dwa razy w roku jeździła do sanatorium. A my nadal oszczędzaliśmy na własne mieszkanie. Zajęło to długo, bo tu wynajem, tam pomoc mamie, i różne nagłe wydatki, ale już niedługo będzie można iść do banku.

I od razu teściowa zaczęła działać. Opowiada o swoich koleżankach, którym dzieci nie pomagają, bo same ledwo wiążą koniec z końcem, skarży się, że wszystko drożeje.

W końcu przeszła do sedna i wymyśliła, jak uniknąć takiego strasznego finału.

– Kupcie mi mieszkanie, będę je wynajmować. Bo co, jeśli nie będziecie mogli mi pomagać, a ja jestem już stara. Nie jestem wieczna, ile mi tu jeszcze zostało. Ale potem wszystko dostaniecie.

Mam już dość tych rozmów. Trzeba jak najszybciej kupić własne mieszkanie, żeby teściowa zrozumiała, że nie mamy pieniędzy, i w końcu dała nam spokój.