Teściowa obgaduje mnie za plecami. Milczeć? Czy porozmawiać z nią?

Jesteśmy z mężem małżeństwem od kilku lat. Przez ten czas mieszkamy z teściową, bo jeszcze nie uzbieraliśmy na własne mieszkanie. Odnosiła się do mnie normalnie, nie mogę powiedzieć złego słowa, ale czasami się czepiała. Raz wzięłam nie ten kubek, innym razem źle rozwiesiłam pranie. Było mi przykro, ale nie wdawałam się w kłótnie. Wiedziałam, że to ona jest gospodynią w tym domu, więc nie miałam zamiaru pokazywać swojego charakteru.

Wkrótce przyzwyczaiłam się i przestałam zwracać uwagę na uwagi teściowej. Spokojnie przyjmowałam wszystkie jej komentarze, a czasem nawet prosiłam ją o radę. Zrozumiała, że ją szanuję, i przestała się do mnie czepiać. A kiedy dowiedziała się, że jestem w ciąży, zaczęła mnie nazywać córeczką. W końcu odetchnęłam — wydawało mi się, że pokój w naszej rodzinie zapanował. Udało mi się osiągnąć swój cel i poprawić relacje z matką ukochanego mężczyzny. To dla mnie ważne.

Teściowa nie miała nic przeciwko wnukowi. Kiedy podrósł i przyszedł czas na przedszkole, teściowa powiedziała, że przejdzie na wcześniejszą emeryturę i sama będzie się nim opiekować. Nie chciała, żeby mały chorował i przebywał w tych „nieludzkich” warunkach.

Nasz syn ma już 5 lat. Chodzi na basen, na zajęcia karate i indywidualne lekcje angielskiego. Teściowa zabiera go na wszystkie zajęcia i poświęca mu cały swój czas, bo my z mężem pracujemy. Jestem jej bardzo wdzięczna za tę pomoc.

Wczoraj mój świat się zawalił. Musiałam wrócić do domu niespodziewanie, bo zapomniałam dokumentów w przedpokoju. Kiedy weszłam do domu, usłyszałam, jak teściowa rozmawia przez telefon:

— Dziecko nie ma dzieciństwa z takimi rodzicami. Cały dzień biegamy na zajęcia. Nawet nie wie, jak lepić babki z piasku. Całkowicie zwolniłam synową z obowiązków rodzicielskich, a ona jeszcze chce na mnie przerzucić domowe obowiązki. Oprócz makaronu i półproduktów, nic nie gotuje.

Nie dosłuchałam do końca i po prostu wyszłam. Było mi bardzo przykro. Ona przecież z przyjemnością zjada wszystko, co wieczorem gotuję. I nie codziennie są to półprodukty. Poza tym, nigdy nie skarżyła się, że nie mają z wnukiem czasu na coś. Ogólnie rzecz biorąc, słyszeć plotki za plecami jest gorsze niż wprost.

Ta rozmowa telefoniczna nie daje mi spokoju. Nie wiem, czy powinnam o tym rozmawiać z teściową. Chcę jej wyjaśnić, że nie ma sensu przeciążać się opieką nad dzieckiem. On może chodzić do przedszkola, a ona będzie miała wolny czas. Co do pracy… Tak, dużo pracuję, bo chcę, żeby mój syn miał godną przyszłość, a niestety bez pieniędzy to niemożliwe. Dlatego czasem na kolację mamy pierogi albo makaron, bo po prostu nie zdążam przygotować czegoś bardziej wyszukanego po pracy.

Nie wiem, jak zacząć rozmowę. I nie jestem pewna, czy w ogóle warto ją zaczynać? Co byście zrobili na moim miejscu?