Teściowa zawsze miała klucze do naszego mieszkania. Przybiegała do nas codziennie. Gdyby było więcej miejsca, teściowa pewnie nocowałaby u nas. Pewnego dnia postanowiłam z nią porozmawiać

Rodzice mojego męża Andrzeja podarowali mu mieszkanie. To dwupokojowe mieszkanie znajduje się w bloku, który stoi naprzeciwko domu, w którym mieszkają teściowie.

Od samego początku mama Andrzeja, pani Anna, miała klucze do tego mieszkania. Jak zrozumiałam, często przychodziła do niego, gdy Andrzej był w pracy, gotowała, sprzątała, prała i prasowała.

Po naszym ślubie Anna nadal to robiła, ale teraz dbała już o nas dwoje. Teraz, po czasie, rozumiem, że popełniłam duży błąd, dopuszczając inną kobietę, choćby i mamę, do swojego domowego gospodarstwa.

Pracowałam w firmie, która dynamicznie się rozwijała, miałam wiele ciekawych projektów, a w głowie kłębiły się pomysły. Nawet w domu kontynuowałam pracę, bo miałam internet i laptopa. Andrzej znajdował się w podobnej sytuacji.

Przychodziliśmy do domu, jedliśmy gotową kolację, kładliśmy się do czystej pościeli, rano zakładaliśmy świeże ubrania i szliśmy do pracy. Nawet nie zastanawialiśmy się nad pracą, którą wykonywała mama.

Teraz jest mi niezręcznie za nasze egoistyczne zachowanie, ale z drugiej strony, nigdy nie prosiliśmy teściowej o te przysługi, ona przychodziła do mieszkania tylko wtedy, gdy nas nie było.

Oczekiwałam dziecka, kiedy było mi bardzo ciężko, zostawałam pracować w domu. Teściowa bardzo mi wtedy pomogła. A szczerze mówiąc, często po prostu nie chciało mi się zajmować domowymi obowiązkami.

Dużo ciekawiej było rozwiązywać zadania zawodowe. Po urodzeniu dziecka niewiele się zmieniło, tylko obowiązków Anny przybyło. Kąpała, kołysała, wychodziła na spacery z naszym synem.

Andrzej był zadowolony – syn jest, a nikt go nie obciąża spacerami i pieluchami. Gdyby było więcej miejsca, teściowa pewnie nocowałaby u nas. Podziwiam tę kobietę, ani razu nie usłyszałam od niej wyrzutów.

Ale takie nieodpowiedzialne zachowanie nie przeszło bez konsekwencji. Nasza rodzina zaczęła się rozpadać. To, co nas wcześniej z Andrzejem łączyło, jakoś się rozmyło, a nowych wspólnych spraw nie mieliśmy, bo wszystko za nas robiła mama. Zaczęłam się zastanawiać, że czas dorosnąć i wziąć sprawy w swoje ręce.

Tak, wielu rzeczy nie umiałam, wszystkiego trzeba było się nauczyć, ale nie poddaję się łatwo. Porozmawiałam z teściową i zaczęłam wypełniać swoje obowiązki. Już pierwszego dnia “dorosłego” życia przypaliłam mężowi koszulę żelazkiem. Teściowa tylko pokiwała głową.

Wieczorem wysłałam Andrzeja na spacer z dzieckiem, po pół godzinie wrócili. Mąż nie zdołał uspokoić płaczącego malucha, wrócił zdenerwowany i zły. Teściowa przybiegła, obserwowała ich z okna. Dziecko od razu uspokoiło się w ramionach babci.

W nocy odbyła się taka rozmowa:

– Mama radzi sobie świetnie, może zostawmy tę samodzielność, było przecież tak dobrze – jęczał Andrzej, nie podoba mu się zmienianie pieluch i karmienie syna kaszką.

– Nie, co my do starości niczego się nie nauczymy? Poza tym, już mi wstyd za nas. Nie poddawaj się.

Kiedy kolejny raz coś przypalam, farbuje, nie radzę sobie z dzieckiem, chce się zawołać teściową, a ona przybiegnie w dwie minuty. Ale zaciskam zęby i idę naprzód. Będę dobrą gospodynią w swojej rodzinie!