To były dwa nie najgorsze dziesięciolecia. Wiktoria z mężem wychowali dzieci, wszystko osiągnęli, tylko pewnego razu mąż zdjął obrączkę i powiedział: – To koniec, odchodzę. Okazało się, że przez ostatnie dwa lata w jego życiu była inna kobieta. O dwanaście lat młodsza od niego. Faktycznie Andrzej żył na dwa fronty, coraz bardziej przekonując się, że chce żyć z tą drugą. Ale czekał, aż dzieci w pełni dorosną. Dorosły. Nadszedł czas, aby opuścić rodzinę
Ułożenie osobistego życia Wiktorii nie udało się za pierwszym razem. Ale drugie małżeństwo okazało się trwałe i szczęśliwe. Przynajmniej tak jej się wydawało.
O pierwszym małżeństwie Wiktorii już nie wspominała, bo drugie wzięcie za mąż przyniosło jej prawdziwą radość życia. A jak inaczej powiedzieć, skoro zawsze dobrze jej było u boku Andrzeja.
Tak dobrze, że dwadzieścia lat wspólnego życia minęło jak jeden dzień. Oto już i córka stała się narzeczoną, i syn kończy szkołę. I mają wszystko, czego dusza zapragnie.
Ale stało się tak, jak w pierwszym małżeństwie. Tylko wtedy została sama po siedmiu miesiącach pijaństw i zabaw męża, a teraz – po dwudziestu latach całkiem szczęśliwego życia.
I to były dwa nie najgorsze dziesięciolecia. Było dostatnio, były uczucia, potem jakaś wzajemna szacunek. Syna i córkę wychowali.
Wiktorii zawsze wydawało się, że mąż jest mądrym człowiekiem, prawdziwym głową rodziny. Nigdy nie dawał powodów do zazdrości, i po dwóch dekadach wspólnego życia była całkowicie pewna swojego jutra.
Ponadto razem przygotowywali się do obchodzenia ich porcelanowej rocznicy ślubu. Wszystko było wspaniale – goście, krewni, dzieci. Gratulacje, dobry stół, serdeczne rozmowy.
Małżonkowie siedzieli obok siebie, jak nowożeńcy – radośni i szczęśliwi. A gdy wszystko się skończyło i wszyscy się rozeszli, Andrzej niespodziewanie położył przed Wiktoria na stole obrączkę i powiedział: „Przepraszam, ale to koniec. Idę do innej kobiety”.
Wiktorii, oczywiście, najpierw się uśmiechnęła. Pomyślała sobie, że to bardzo zły żart. Okazało się, że w życiu Andrzeja od ostatnich dwóch lat była inna kobieta. O dwanaście lat młodsza od niego. Faktycznie Andrzej żył na dwa fronty, i coraz bardziej przekonywał się, że chce żyć z tą, z drugą.
Ale czekał, aż dzieci w pełni dorosną. Dorosły. Nadszedł czas opuszczenia rodziny. I znowu Andrzej postanowił poczekać. Pomyślał, że świętując dwudziestolecie ich związku z Wiktoria, jakby postawi kres w ich relacjach. Coś w rodzaju – postawić granicę. Co prawda, tym jeszcze bardziej zranił żonę.
Nawet gdy Andrzej już schodził po schodach z walizkami, Wiktoria nadal myślała, że teraz coś się zmieni. Wróci, przytuli ją i powie: „Przepraszam, to był bezsensowny żart”. Ale zapiał silnik jego samochodu pod oknami, i odjechał.
Od tego czasu minął prawie rok. Andrzej komunikuje się z dziećmi, które nie od razu znalazły w sobie siłę, by wybaczyć zdradę ojca. Gdy przychodzi, Wiktorii też się uśmiecha, nie pozwalając sobie płakać przy dzieciach.
Wiktoria rozumie, że jeszcze nie ma tak dużo lat, i może jeszcze być szczęśliwa. Ale aby ruszyć w przyszłość, trzeba zapomnieć przeszłość.
Ale ona nie może tego zrobić. Może wciąż kocha tego zdrajcę? W innym wypadku, po co potajemnie spogląda przez okno, kiedy odjeżdża?
