To trwa już czwarty rok. Nie mogę bez nich obojga, bez męża i jego brata. Oni są jak dwie połówki mojego wszechświata, mojej duszy. Inaczej nie potrafię
Bardzo kocham mojego męża. I kiedy wyszłam za niego za mąż, kochałam go, a teraz, po pięciu latach, moje uczucia do niego nie zmieniły się.
Podziwiam go, gdy jest obok, myślę o nim, gdy jest w pracy lub jesteśmy oddzielani z jakiegoś powodu.
Jest dla mnie autorytetem we wszystkim, jego słowo zawsze jest decydujące.
Kocham go za jego poczucie humoru, życzliwość, głos, wygląd. Kocham go za to, że zawsze jest ciekawie, jest wspaniałym ojcem dla naszego synka.
Zawsze znajdzie wyjście z każdej trudnej sytuacji, potrafi uspokoić moje troski i obawy, podnosi mi na duchu, gdy jestem zmęczona i przygnębiona.
Ma normalne zarobki. Drzwi naszego domu są otwarte w dzień i w nocy dla rodziny i przyjaciół.
Obok niego jest ciepło, przytulnie, spokojnie i pewnie.
Jest moją ochroną, moim mocnym ramieniem.
W sobie wzajemnie czerpiemy szczęście, inspirację i zadowolenie.
On to jest połową mojego wszechświata…
Połową, ponieważ cztery lata temu coś się stało.
Cztery lata temu pojechał w delegację na pół roku, z której nie można było odmówić: miała przynieść awans zawodowy.
Ja go wypuściłam, choć było ciężko: syn miał tylko pół roku, byliśmy sami, bez rodziny, którzy mieszkali w innych miastach i wsiach. Wszystko w gospodarstwie spadło na moje barki, plus małe dziecko.
Ale on często pomagał mi w pracach domowych, zwłaszcza kiedy coś się psuło tam, gdzie potrzebna była męska ręka, jego brat-bliźniak.
On rozwiodł się wtedy, nie miał swoich dzieci, więc mógł poświęcić nam, swojej rodzinie, swoją uwagę.
Przyjeżdżał, kiedy dzwoniłam i prosiłam o pomoc, przychodził na święta i weekendy lub po prostu wtedy, kiedy miał okazję, by spędzić trochę czasu z nami w weekendy.
A tak ogólnie, nie było już tak samotno. Rozmawialiśmy, wspieraliśmy się nawzajem.
Obaj, nie tylko ja, byliśmy wdzięczni za jego troskę o nas.
Czasami zostawał u nas na noc, nasz syn zasypiał, a my jedliśmy kolację, oglądaliśmy filmy, dzwoniliśmy do męża. Razem z niecierpliwością czekaliśmy na jego powrót.
Patrzyłam na jego brata i coś zaczęło się dziać we mnie, coś zakazanego i niewyjaśnionego.
Takie znajome cechy, ruchy, gesty… Ale jednocześnie – inny charakter, inny usposobienie, inne upodobania we wszystkim, od filmów i książek po jedzenie, muzykę, różne zainteresowania, aspiracje, marzenia. Podobna zewnętrzna aparycja, ale zupełnie różna mimika, podobne oczy, ale zupełnie inny sposób patrzenia… Prawie niepodobne barwy głosu, ale taki sam śmiech…
Pewnego razu, na jakieś święto, wypiliśmy szampana: wrócił z kolejną dziewczyną, aby coś nam przynieść i po prostu odpocząć, spędzić trochę czasu z nami w weekendy.
To wtedy się zaczęło.
Wypiłam kroplę szampana z jego kieliszka, a on rozpakował i podał mi cukierek…
Nie wiem, dlaczego wzięłam go z jego ręki ustami, dlaczego dotknęłam nimi jego palców. A potem…
Wszystko w nas jest inaczej, nie tak, jak z moim mężem. To jak równoległe życie.
Obaj są naszym powietrzem, połowami mojej duszy. A ja, chyba, jestem dla nich…
To może być ogromnym grzechem, ale inaczej nie potrafię.
To trwa już czwarty rok.
Mój mąż niczego nie podejrzewa, oboje jesteśmy ostrożni. Nie możemy się spotykać. Brat mojego męża wie, że bardzo kocham ojca swojego syna, że jestem z nim szczęśliwa. Ale wie też, że nie mogę… I on też nie może.
Od tamtego czasu nie miał żadnej innej kobiety, i czuję się winna, że przez mnie nie może zbudować swojego życia…
Zrozumiem, jeśli zrezygnuje z naszych związków, ale sama nie odejdę: nie mam siły, bo… kocham. Oboje.
…Jestem szczęśliwa w swoim wszechświecie. A co dalej – niech to Niebo rozstrzygnie.
