— To wtedy biegnij do swojej mamusi, ona znajdzie ci bardziej odpowiednią żonę! Jeśli w ogóle pozwoli ci odejść od siebie!
— Och, żeby te trzy dni już szybko minęły i skończyła się ta cała krzątanina ze ślubem! — wzdychała Aleksandra, rozmawiając przez telefon ze swoją matką.
— Olu, a jak ty chciałaś? Żeby wszystko było łatwo i prosto? Sami chcieliście robić duży i drogi ślub, dobrze, że budżet wam na to pozwala!
— MY zdecydowaliśmy, mamo? My?! Naprawdę? Uważasz, że nie mam nic lepszego do roboty? Ja nie chciałam takiego ślubu! Dla mnie moglibyśmy po prostu spotkać się w wąskim gronie rodzinnym po urzędzie stanu cywilnego i tyle! — wybuchła ze wzburzenia panna młoda.
— A kto w takim razie był inicjatorem? — nie rozumiała Tamara.
— Grześkowa matka! To ona mu przez kilka miesięcy truła, że jest jej jedynym synkiem i że chce, aby był duży ślub, żeby zaprosić wszystkich krewnych! Z mojej strony nie zbierze się nawet dziesięć osób! Tak że…
— Poczekaj, Olu, a dlaczego się na to zgodziłaś? — wciąż była zdziwiona mama.
— A ja się nie zgadzałam! Odwodziłam Grzesia od tego, ale co z tego… sama rozumiesz…
— Nie, nie rozumiem! Przecież ten święto robicie dla siebie, a nie dla nas, rodziców!
— No, jego matka tak nie uważa, widocznie!
— Ja zaraz do niej zadzwonię w tej sprawie! No proszę! — zaczęła się oburzać Tamara. — Dlaczego mi wcześniej o tym nie powiedziałaś? Ja bym jej…
— Mamo, mamo, mamo! Uspokój się! Nie trzeba teraz z nikim się kłócić! I tak wszystko już przygotowane, zamówione, opłacone! Tak że teraz nic nie pomożesz!
— Jak to tak? To co, pracowaliście i zarabialiście, żeby zaspokoić potrzebę w święcie jakiejś starej torby, tak wychodzi?
Ola roześmiała się z takiego oburzenia mamy w tej sytuacji.
— A ty co się śmiejesz, Olu? Nie rozumiesz, że jeśli twoja przyszła teściowa ma teraz taką władzę nad Grzesiem, to dalej będzie tylko gorzej?
— Nie sądzę, mamo…
— Ale co ty mówisz? Naprawdę? To sama siebie takimi bajkami pocieszasz? Ona nim manipuluje tak, jak jej się podoba, nie licząc się z tobą! A jeśli…
— Mamo, tak było od samego początku! Po prostu nigdy nie mieszałam się w ich bliskie relacje, to nawet z jednej strony miłe, że Grześ jest tak blisko ze swoją mamusią!
— Olu, on tam nie uderza cię głową o coś? — ostrożnie zapytała Tamara córkę, słysząc to.
— Nie rozumiem! A dlaczego miałby mnie bić? — oburzyła się Aleksandra.
— Po prostu powiedziałaś teraz taką bzdurę, że… nawet nie wiem… Chyba tylko chory z jakimś bardzo poważnym zaburzeniem psychicznym mógłby coś takiego palnąć!
— Mówisz o ich bliskości?
— Oczywiście! To od początku szkodzi wam z Grzesiem jako rodzinie! Ona teraz będzie we wszystko się wtrącać! Jeszcze zacznie wam do łóżka się wpychać!
— Ależ nie, mamo! To tylko jednorazowa taka bzdura, po prostu na tle ślubu…
— Aha! To powiedz to swojej babci, która robiła tak samo jeszcze przed twoim urodzeniem!
— Mówisz o babci Marysi?
— Tak, o matce twojego ojca!
— Nie rozumiem! A co z nią nie tak?
— Ano to, że rozdzieliła mnie i twojego ojca na różne strony! To ona była prowokatorką wszystkich awantur w naszym domu! A zwłaszcza, kiedy przyjechała do nas mieszkać bez naszej zgody! Wtedy chodziłam z tobą w ciąży!
— Jak to? A dlaczego mi wcześniej tego nie mówiłaś? Zawsze wiedziałam, że nie znosicie się z nią nawzajem, ale żeby aż tak…
— A po co ci to było wiedzieć? Byłaś mała i niczemu nie byłaś winna! Jeśli chodzi o to, jaka była babcią — nic nie mogę przeciwko powiedzieć! Ale teściowa z niej była okropna, uwierz mi! I coś mi mówi, że teraz będziesz miała taką samą!
— Ależ nie, mamo…
— Bardzo chciałabym się mylić, kochanie! Bardzo…
Tamara wieczorem następnego dnia była już spakowana, żeby pojechać na ślub córki. Ale korciło ją, żeby zadzwonić do swojej przyszłej swatowej, aby porozmawiać o jej rozmachu i bezużytecznych gestach. Nie jest to w porządku — wtrącać się w życie swoich dorosłych dzieci, żeby rzucać komuś piasek w oczy, nawet jeśli to jacyś krewni, znajomi i cała reszta. Młode małżeństwo samo powinno decydować, czego chcą i jak. A wychodzi na to, że za nich decyduje jakaś kapryśna kobieta, która choć jest matką pana młodego, to już nie powinna wtykać nosa w jego życie. Bo tym samym może zasiać od początku problemy, których z definicji nie powinno być. Ale co zrobić, to już się stało i nie można tego zmienić. Ślub opłacony, goście zaproszeni, przyszła teściowa prawie urządziła sobie święto kosztem młodej pary. A Tamara już nie znosiła tej kobiety. Teraz myślała, starała się powstrzymać, żeby na ślubie córki to się jakoś nie odbiło…
W dniu ślubu Irena przyjechała do swojego syna wcześniej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Grześ i Ola jeszcze spali, a jej już niecierpliwie chciało się zaczynać świętowanie. Poprzedniego wieczoru już zaczęła świętować nadchodzący ślub syna ze swoimi koleżankami, choć Ola te kobiety uważała nie tyle za przyjaciółki swojej przyszłej teściowej, co raczej za pijaczki, bo kiedyś była obecna na jednym takim spotkaniu i widziała, jak te kobiety, jak mężczyźni, szukały w nocy całodobowego sklepu, gdzie sprzedadzą im alkohol. Widok niezbyt przyjemny, szczerze mówiąc.
Ale sama Irena uważała je za najlepsze przyjaciółki i jeszcze namówiła syna, żeby zaprosił je na swój ślub.
Przyjechawszy do syna i przyszłej synowej, obudziła ich. Ola już była niezadowolona ze wszystkiego, co się działo, bo prawie bez dni wolnych pracowała przez ostatnie dwa miesiące, żeby zaraz po ślubie pojechać z mężem na urlop. I myślała, że dzisiaj choć trochę się wyśpi, a nie wyskoczy o piątej rano, jak poparzona, od dzwonka do drzwi, bo wszystkie niezbędne przedślubne procedury miały się u niej zacząć nie wcześniej niż o dziesiątej rano.
Dziewczyna zerwała się z łóżka, jak oparzona, gwałtownie usiadła w łóżku, a dzwonek tymczasem dzwonił bez przerwy, ktoś po prostu trzymał przycisk i nie chciał go puścić, dopóki nie otworzą drzwi.
— Grzesiu! Idź zobaczyć, kto tam przyszedł tak wcześnie! — szturchnęła Ola swojego narzeczonego.
— Tobie trzeba — ty idź… — odpowiedział sennie i od razu niechętnie Grzegorz.
— Co? Serio? Sama? A jak tam…
— Kto? Maniak? I myślisz, że jesteś komuś potrzebna oprócz mnie? — znowu okazał swoje niezadowolenie, ale już się obudził.
Potem wstał i poszedł do drzwi, bo zrozumiał, że Aleksandra tak łatwo od niego teraz nie odczepi się i prościej zrobić, żeby móc dalej dosypiać swoje sny.
A sama Aleksandra po takiej odpowiedzi swojego narzeczonego w dniu ich ślubu… Poczuła wielką urazę i nawet pewne rozczarowanie w człowieku, który już dwa lata gniecie pościel obok niej.
Grzegorz otworzył drzwi, nawet nie patrząc przez wizjer, a Ola tymczasem wyglądała z pokoju, i tak jakoś nie czuła się komfortowo, wszak była piąta rano, początek szóstej.
— SYNKU!!! — krzyknęła na cały blok i na całe mieszkanie Irena.
— Mamo? A co ty tu robisz tak wcześnie? — zdziwił się on gwałtownie.
— Jak to co? Mój chłopiec dzisiaj się żeni, tak że odprowadzam w ostatnią drogę! — uśmiechała się pijanym uśmiechem.
— W ostatnią drogę? — skrzywił się Grzegorz. — Trochę za wcześnie, mamo…
— Przecież wiesz, co miałam na myśli, kochanie!
Wparowała do mieszkania Oli, jak do siebie do domu. Grzegorz od razu podtrzymał ją pod ręce i zaprowadził do kuchni i praktycznie zaraz wyszedł.
— No! Ja idę spać! A ty idź mamie zrób coś na otrzeźwienie! — powiedział do swojej narzeczonej.
— Co? A to niby dlaczego? Idź i sam zrób, a ja idę spać! — Ola od razu odebrała to jako rozkaz, a ona nikomu nie da sobą rządzić.
Mogła iść na pewne ustępstwa, jeśli ją grzecznie proszono, tak jak ze ślubem, ale na rozkazy nie będzie reagować właściwie.
— Ale nie można tak zostawić mojej mamy! A ty jesteś kobietą, więc idź i się tym zajmij! — znowu powiedział Grzegorz do swojej narzeczonej.
— Otóż to ja tak nie uważam, Grzesiu! To już jakaś bezczelność! TWOJA matka, znaczy wparowuje do naszego domu, a ja mam za wszystko odpowiadać? O nie! — dziewczyna odwróciła się i poszła do łóżka, a sama w tym momencie myślała, życzyła, żeby dzisiejszy dzień i kolejne dwa przemknęły jej przed oczami jak najszybciej.
Grzegorzowi nie pozostało nic innego, jak iść poić kawą swoją matkę. Nie był z tego zadowolony, ale to przecież mama i nic się nie poradzi. A sama Irena nadal się bawiła. Wyciągnęła z torebki ćwiartkę z jakimś brązowym płynem i popijała w przerwach między tym, jak coś wykrzykiwała.
Kiedy Grzegorz już podszedł do matki, zabrał jej buteleczkę i zaczął robić jej kawę. Powiedziała do syna:
— Wiesz… A ja tak wiedziałam, że nie twoja Olka przyjdzie do mnie tutaj… A ty! Ona u ciebie leniwa do granic… Synku… Ja w ogóle nie rozumiem, co w niej widzisz… Mieszkanie, czy co? No tak, mieszkanie ma… Fajne… A sama Ola… Nie… Może potem wyrzucimy ją stąd i będziemy mieszkać razem, jak dawniej? — mówiła kobieta do syna.
Chociaż mówiła niezbyt głośno, to w kuchni była dobra akustyka, a drzwi do sypialni nie były zamknięte, tak że Ola słyszała te słowa i, szczerze mówiąc, była przerażona…
— Mamo, nie spieszmy się! Rozumiem, że tego chcesz, ale Ola jest moją narzeczoną, prawie żoną… I wyrzucać jej nigdzie nie zamierzam! — odpowiedział Grzegorz matce. — Przynajmniej dopóki znowu nie zrobi czegoś podobnego jak teraz… — dodał cicho i złośliwie.
Ale Ola usłyszała to wszystko i po prostu nie mogła uwierzyć własnym uszom. I nie mogła zrozumieć, czy oni na poważnie omawiają, jak zabiorą jej mieszkanie i wyrzucą ją na ulicę, czy Grzegorz tylko przytakuje matce, żeby nie robiła awantury.
Jak by nie było, nie chciała teraz iść i rozstrzygać tego wszystkiego. Wszak to był dzień jej ślubu i chciała jeszcze trochę pospać. Dlatego starała się nie zwracać uwagi na rozmowy, które dochodziły z kuchni, żeby zasnąć…
Kiedy się obudziła, w domu nikogo nie było, ani Grzegorza, ani jego matki. Na początku nie zrozumiała, gdzie wszyscy, a potem znalazła na lodówce kartkę, w której było napisane, że wziął swoje rzeczy i pojechał z matką do jej domu, żeby tam się przygotować, a na ślub pojedzie już stamtąd razem z mamą.
Ola nie rozumiała tego gestu, przecież mieli jeszcze zrobić pewne drobne rzeczy w domu razem, zanim ona będzie musiała jechać do salonu… Ale teraz już nic nie dało się zrobić, nie było go w domu, a więc wszystko spadło na nią samą…
Kiedy wszystko było już gotowe, Ola została zawieziona przez swoje przyjaciółki do urzędu stanu cywilnego, goście już zaczęli się zbierać, zauważyła, że koledzy Grzegorza stoją w pewnym zakłopotaniu… Ale co tam się stało, nie rozumiała… Podeszła do nich, żeby wszystko wyjaśnić, i okazało się, że jej narzeczony postanowił najpierw zawieźć matkę do restauracji, bo ona, widzicie, chciała coś zjeść, a ceremonia ślubu miała się rozpocząć za pół godziny! To było dla dziewczyny jak nóż w plecy. Jak to? Nie mogli poczekać, aż zacznie się część bankietowa? Tym bardziej, że Irena nie miała żadnych chorób czy potrzeb, żeby wymagało to właśnie teraz iść jeść. Tym bardziej w dniu i godzinie ślubu. Ale koledzy pana młodego powiedzieli, że ona na tym nalegała…
Tego oczywiście Ola się nie spodziewała…
Grzegorz pojawił się po około dwudziestu minutach. Wszyscy goście byli mocno zdziwieni, a panna młoda w rozpaczy. A Grzegorz, trochę podpity, o czym świadczył lekki aromat alkoholu, który od niego bił, był radosny i wesoły.
Ola już myślała o odwołaniu wszystkiego, bo nikt nie mógł dodzwonić się do Grzegorza: ani ona, ani jego koledzy. A wszyscy już się zebrali. Wszyscy, którzy byli zaproszeni, i dla niej to było wielkie upokorzenie…
— Gdzie byłeś? — zapytała złośliwie i prawie płacząc.
— Jak to? Przecież powiedziałem chłopakom, że pojadę nakarmić mamę!
— Tak? A nie mogła poczekać? Czy macie jakieś nowe, niezdrowe relacje od dzisiejszego rana?
— Olu! Czemu się burzysz? Przecież zaraz się pobierzemy! Chodź! Wszyscy na ciebie czekają! — uśmiechał się trochę pijanym uśmiechem.
— Na nas? To na ciebie wszyscy czekali ponad pół godziny! Na ciebie!
— Hej, u was wszystko w porządku? Krewni już poszli do pałacu, zaproszono ich, jesteście następni! — zajrzała do samochodu młodych przyjaciółka-fotograf Oli. — A ja idę z wami, chcę zrobić świetne zdjęcia!
Ola nie kontynuowała dyskusji teraz. Wyszła z samochodu, poczekała na swojego narzeczonego i ledwo wymusiła uśmiech, żeby dobrze wyjść na zdjęciach. A co miała zrobić, myślała, trzeba po prostu przetrwać ten dzień…
Ceremonia przebiegła dobrze. Młodzi potem pojechali na sesję zdjęciową, a goście w tym czasie pojechali do restauracji zamówionej na bankiet.
Wszystko szło już jak należy i Ola zaczęła zapominać o tym, co dziś zafundował jej Grzegorz. Dopóki nie przyjechali do samej restauracji…
Grzegorz postanowił usiąść nie ze swoją żoną, ale z matką, która w ogóle usiadła przy stoliku ze swoimi koleżankami. Kiedy jej to powiedział, dziewczyna złapała go za rękaw i pociągnęła do holu.
— Kpisz sobie ze mnie dzisiaj? — prawie krzyknęła Ola.
— A co w tym takiego? Przecież już jesteśmy po ślubie! A te wszystkie zwyczaje i zasady… No, Olu… Ty przecież też tego wszystkiego nie lubisz… — jakby usprawiedliwiał się Grzegorz.
— Czy ty dzisiaj w ogóle nie możesz się normalnie zachowywać? Koniecznie musisz coś odstawiać? Czy to jakaś dziwna gra u ciebie? — złościła się Ola.
— Gra? Gra? A ty dzisiaj rano poszłaś mi na rękę?! — krzyknął Grzegorz na żonę.
— Nie rozumiem… O co ci chodzi?
— Kiedy mama przyjechała do nas wcześnie rano, co zrobiłaś zamiast zająć się tą sytuacją? Prawda, poszłaś spać! A mnie zostawiłaś samego! To teraz zostanę z nią! Skoro mam taką żonę!!!
Ola po prostu nie mogła uwierzyć własnym uszom. Nawet nie podejrzewała, że coś takiego może się wydarzyć, i to jeszcze w dniu ich ślubu… A dopiero co się pobrali…
Ale też nie mogła trzymać języka za zębami, więc też krzyknęła w odpowiedzi:
— To wtedy biegnij do swojej mamusi, ona znajdzie ci bardziej odpowiednią żonę! Jeśli w ogóle pozwoli ci odejść od siebie!
Po tym dziewczyna weszła do sali, udając uśmiech, znalazła wzrokiem swoją mamę i najlepszą przyjaciółkę, podeszła do nich i razem gdzieś wyszły. Więcej ich na weselu nikt nie widział. A Grzegorz ze swoimi kolegami i jego matka z ich krewnymi bawili się tam jak mogli. Zauważyli, że nie ma panny młodej, dopiero po godzinie od rozpoczęcia biesiady. Jak to się stało — nie wiadomo. Ale Grzegorz rozweselił wszystkich frazą „uciekająca panna młoda”, i biesiada trwała dalej.
A w tym czasie Ola z matką i przyjaciółką zbierały wszystkie rzeczy tego drania z mieszkania Oli. Jej mama jeszcze starała się odwieść córkę, w końcu dopiero co się pobrali, ale ona była nastawiona bardzo poważnie. Nie obchodziło jej, jak i kto potem będzie o niej myśleć, ale takich zniewag nie zgadza się tolerować.
Grzegorz przyjechał następnego ranka do domu, ale nikt go tam nie wpuścił. Jęczał za drzwiami i walił głośno, ale niestety, klucze nie pasowały, a otworzyć nikt się nie spieszył.
Potem zadzwoniła do niego matka i powiedziała, że znalazła przed swoimi drzwiami torby z jego rzeczami.
A Ola w tym czasie jechała na lotnisko, zmieniła bilet sobie i dokupiła dla matki, żeby pojechać odpocząć i uporządkować ten cały bałagan, w który zamieniło się jej życie, już z nowymi siłami, bo teraz nie była w stanie tego zrobić…
