Trzydzieści lat małżeństwa poszło na marne, ale nic to, życie toczy się dalej
W wieku dwudziestu jeden lat wyszłam za mąż i spędziłam w szczęśliwym małżeństwie większą część życia. Wielu zazdrościło mi, gdy dowiadywali się, jak długo jesteśmy razem. Teraz wszystko się rozpadło.
Zakochałam się w młodości w chłopaku z sąsiedztwa. Wzajemność była natychmiastowa. Nasz związek rozwijał się szybko i wkrótce mieliśmy własną rodzinę. Pojawił się nasz pierwszy syn, Igor. Za nim Anton. Nasze relacje były cudowne. Rozumieliśmy się bez słów. Czasem wydawało się, że to wszystko nie jest prawdziwe, tak było pięknie.
Dzieci dorosły i zaczęły własne życie. Znów zostaliśmy sami, jak na początku naszej rodzinnej historii. Teraz byliśmy dla siebie nie tylko małżonkami, ale też dobrymi przyjaciółmi. Kolejnym etapem naszych relacji było stanie się babcią i dziadkiem. Czekaliśmy na to z niecierpliwością.
Nie wiem, w jakim momencie coś poszło nie tak. Przegapiłam zmiany w zachowaniu męża wobec mnie. Pozostała w nim uprzejmość, ale pojawiło się coś innego. Nagle, mając 50 lat, postanowił zmienić styl. Zmienił garderobę, fryzurę. Na obchodach jubileuszu chciał wznieść toast za drugą młodość. Wtedy nie przywiązałam do tego wagi. Niesłusznie.
Zaczęły się spóźnienia z pracy. Zawsze wracał w dobrym nastroju. Nie przyszło mi do głowy, że winą za te metamorfozy mogła być inna kobieta.
Pewnego dnia na ulicy podeszła do mnie młoda kobieta. Nie przedstawiła się, ale chciała porozmawiać. Nie rozumiejąc, czego ode mnie chce, zgodziłam się. Usiadłszy na najbliższej ławce, czekałam na opowieść. Dziewczyna była bardzo zdenerwowana i nie mogła zacząć rozmowy. Wyglądała na około 30 lat. Ładna, skromna. Po chwili dziewczyna zaczęła płakać. Przez łzy powiedziała mi, że kocha mojego męża. Od pół roku się spotykają i on też ją pokochał. Mnie natomiast boi się zranić, więc nic nie mówił. Zakończyła swoją wypowiedź słowami o konieczności dawania innym szansy na szczęście. Zostałam w szoku. Nie wiedziałam, jak zareagować. Wstałam i poszłam do domu.
Mąż wrócił z pracy, jak zwykle w dobrym humorze. Przebiegło mi przez myśl, że miłość czyni cuda, skoro mąż tak się zmienił. Przepełniały mnie żal i smutek. Nie wiedziałam, jak zacząć rozmowę. Dlatego postanowiłam odłożyć ją na później.
Następnego dnia mieliśmy trzydziestą rocznicę. A ja cały czas myślałam o dziewczynie, którą spotkałam dzień wcześniej. Mąż zaprosił mnie do restauracji na nasze święto. Tam, nabrawszy odwagi, zaczęłam rozmowę. Zapytałam wprost, z kim się spotyka i jak długo. I poprosiłam o prawdę, cokolwiek by ona nie była. Powiedział, dziękując za to. Od pół roku jest z tą kobiet
ą i ją kocha. Jest mi wdzięczny za lata spędzone razem, za dzieci.
Postanowiłam go nie trzymać. Teraz chyba mieszkają razem. Czy będzie to trwało dalej, nie wiem. Życzę im szczęścia. Nasze silne małżeństwo runęło pod wpływem czasu. Nie jestem załamana. Poczekam trzy miesiące i cała moja miłość przejdzie na wnuczkę. Starszy syn sprawi, że zostanę babcią. Tak rozpadła się nasza zgrana rodzina.
