Tylko po przeżyciu z tą osobą trzech lat zrozumiałam, że przez te wszystkie lata nie kochał mnie
Od siódmej klasy zakochałam się w chłopaku z innej klasy. Nie potrafiłam flirtować, więc przyciągałam jego uwagę, jak umiałam. Ale on był typowym chłopakiem, nie rozumiał, dopóki nie powiesz wprost. I napisałam mu notatkę, w której starałam się przekazać wszystkie te uczucia, które do niego czułam. Czy to wyszło źle czy dobrze? Nie wiem.
Efekt w krótkoterminowej perspektywie tego zeszytu nie przyniósł żadnych rezultatów. Udawał, że jej nie otrzymał. Usunęła, jakby niczego nie pisała. Ale wiedziałam na pewno, że ją przeczytał.
Podtrzymywaliśmy komunikację aż do 23 lat. A potem nagle zaczął sam się zbliżać. Wtedy byłam niewiarygodnie szczęśliwa, bo kochałam go przez te wszystkie lata. Teraz mam 26 lat. Mamy wspólne dziecko. I dopiero po przeżyciu z tą osobą trzech lat zrozumiałam, że przez te wszystkie lata nie kochał mnie. Ani jednego dnia. Widzę, że nie chce wracać do domu, nie chce ze mną rozmawiać.
Niedawno bardzo się pokłóciliśmy. Poważnie. I powiedział, że mi zrobił przysługę, że mnie wziął za żonę. Przysługę! To bardzo wiele wyjaśniało.
Nie rozumiałam motywu jego “szlachetnego gestu”. A potem się okazało, że zwyczajnie mi go żal. A także zrobił sobie przysługę, bo moi rodzice zrobiły mi prezent na osiemnaste urodziny i kupili mieszkanie. Wydaje mi się, że po prostu poślubił mieszkanie, a nie mnie. Gdyby nie miał swojego mieszkania, to nigdy by się tego “nie zrobił”.
