Ucz się odmawiać matce, albo szukaj drugiej pracy!
Jesteśmy z mężem małżeństwem od 20 lat i w tym czasie udało nam się samodzielnie kupić mieszkanie oraz wychować dwoje dzieci. Nasz starszy syn studiuje na pierwszym roku uniwersytetu, a młodsza córka jest w ósmej klasie. W naszej rodzinie zawsze panowała harmonia i zrozumienie, aż do momentu, gdy teściowa przeszła na emeryturę i zaczęła żądać od męża, aby ją wspierał finansowo, i to nie małą sumą — 2000 złotych miesięcznie.
— Twoja mama myśli tylko o sobie! Skąd według niej mamy wziąć takie pieniądze? Przecież nie jesteśmy bogaci!
Niedawno obchodziliśmy jej sześćdziesiąte urodziny. Nie ma żadnych szczególnych zajęć ani obowiązków w swoim życiu, więc cały dzień ogląda seriale i plotkuje z sąsiadkami.
Mieszkaliśmy z nią przez pierwsze lata po naszym ślubie i były to najgorsze lata w moim życiu. Nie pozwalała nam spokojnie żyć, wszystko kontrolowała i ciągle nas krytykowała. Próbowałam to znosić i unikać konfliktów, ale w końcu nie wytrzymaliśmy i wynajęliśmy mieszkanie. Z czasem, na odległość, udało nam się nawiązać normalne relacje.
Po urodzeniu naszych dwojga dzieci bardzo liczyliśmy na pomoc teściowej. W końcu wszystkie babcie lubią spędzać czas z wnukami, ale ona ciągle powtarzała, że jest zajęta i nie ma czasu na takie rzeczy. W skrócie, radziliśmy sobie sami. Rok temu spłaciliśmy kredyt hipoteczny, a teraz wydajemy dużą sumę na edukację syna i odkładamy dla córki. To nasze dzieci i chcemy, aby miały dobry start w życiu. Dlatego sami musimy liczyć każdą złotówkę.
Z teściową mamy bardzo napięte relacje. Czasami widujemy się na święta, ale rozmawia tylko ze swoim synem, na wnuków i mnie nie zwraca uwagi.
Kiedy mąż po raz pierwszy powiedział mi, że jego mama chce dostawać 2000 złotych miesięcznie, nie wiedziałam, jak zareagować. Zaczęłam tłumaczyć mężowi, że ja też mam rodziców, którzy mieszkają na wsi i potrzebują pomocy, ale oni nigdy nas o nic nie proszą, a tym bardziej o tak duże kwoty co miesiąc.
Oczywiście chciałabym pomóc teściowej, ale nie kosztem naszych dzieci. Chodzą na dodatkowe zajęcia, wszechstronnie się rozwijają, więc nie mamy dodatkowych środków.
Teściowa jest jednak przekonana, że mój mąż jest jej coś winien, bo to ona go urodziła. Przy tym nigdy nie chciała na niego wydać ani grosza więcej niż musiała. Chodził na bezpłatne zajęcia, nosił ubrania i buty, aż się przetarły, a ona zawsze kupowała dla siebie to, co najlepsze.
— Albo odmawiasz swojej matce, albo szukasz drugiej pracy. Nie chcę zabierać czegoś naszym dzieciom tylko dlatego, że twoja mama potrzebuje takich pieniędzy. Mogłaby przynajmniej pomyśleć o nas i swoich wnukach. Nie będę ci zabraniać pomagać swojej mamie, ale nie chcę, żeby ucierpiał nasz rodzinny budżet — wyjaśniłam mężowi.
Mąż jeszcze nie wie, co zrobić, bo nie ma ani czasu, ani sił na dodatkową pracę, ale nigdy wcześniej nie odmawiał swojej matce.
