Urodzili syna, a teściowa zawsze marzyła o wnuczce – historia pełna rodzinnych sprzeczności

„Moja kuzynka urodziła córkę, a ja jeszcze przed porodem przywiozłam jej trzy duże paczki z rzeczami dla niemowlęcej dziewczynki!” – opowiada Katarzyna, lat 40. – „Różowe ubranka, ozdobne sukienki, falbanki, kokardki – wszystko nowe, z metkami. Kiedy moja teściowa, Barbara Nowakowska, spojrzała na mnie z niedowierzaniem i zapytała: ‘Skąd to masz?’, bo wie, że mam trójletniego syna – odpowiedziałam: ‘Magdaleno, to mi Barbara przywiozła, wiesz, ona całe życie marzyła o wnuczce. Ale najpierw urodziła się syn, potem wnuk…’”

Barbara Nowakowska urodziła swojego jedynego syna, Andrzeja, dość późno – bez męża, dla samej siebie, gdy już było jasne, że stworzenie rodziny nie idzie zgodnie z planem. Przez całe życie bardzo miała nadzieję na córkę, lecz los dał jej syna. Była oddaną matką, nie szczędziła niczego dla Andrzeja, choć wszyscy wiedzieli, że jej skryte marzenie dotyczyło wnuczki.

„Andrzeja ubierałam, jakby był dziewczynką – kupowałam mu sukienki, wypuszczałam włosy do ramion, wiązałam małe wstążki…” – wspomina Katarzyna. – „Kiedy był nastolatkiem, w wieku trzynastu-czternastu lat, po prostu zniszczył swoje dziecięce zdjęcia, żeby nikt ich nie widział. Matka oczywiście płakała, ale co mogła zrobić? Sama była winna…”

Barbara Nowakowska nigdy się nie wyszła – nie znalazła godnego mężczyzny i nie zdecydowała się na poród drugiego dziecka na własne ryzyko, pocieszając się myślą, że kiedyś jej syn sam urodzi jej wnuczki. Jednak życie potoczyło się inaczej. Andrzej nie spieszył się z małżeństwem, mimo że miał wszystko – pracę, mieszkanie, samochód. W wieku trzydziestu trzech lat w końcu poznał Katarzynę, o rok później wyszli za mąż, a trzy lata później urodził się długo wyczekiwany syn – chłopiec.

„Tak się stało, że i ja urodziłam się nie tak wcześnie – miałam trzydzieści siedem lat! – opowiada Katarzyna. – Barbara Nowakowska przez całą ciążę była przekonana, że urodzi córkę! Według przesądów, obliczeń, wróżb – jej brzuch był jak ogórek, miał ochotę na słodkości… Na drugim USG lekarze określili płeć, ale dziecko tak się przekręciło, że nie dało się stwierdzić. Barbara zinterpretowała to na swoją korzyść: „Na pewno to dziewczynka, bo tylko dziewczynki są takie skromne! Chłopiec by od razu wszystko ujawnił…”

Ciąża Katarzyny była trudna, a USG wykonywano kilkakrotnie. Ostatecznie lekarze stwierdzili – to chłopiec. Barbara Nowakowska jednak nie mogła uwierzyć. Szukała w internecie historii, gdzie przyszłym rodzicom przepowiadano jedno, a rodziło się coś zupełnie innego.

„Przeczytałam, że pewnemu mężczyźnie mówiono, że będą bliźnięta – wyobraź sobie! Przygotowywali się: kupili dwa łóżka, podwójną wózkę, komplet zestawów, a urodziła się trójka!” – opowiadała Barbara synowi i jego żonie.

— A jak ten przypadek łączy się z naszą sytuacją? – zapytał z uśmiechem Andrzej. — Jak to łączy się?! – oburzyła się Barbara. – „Lekarze ciągle się mylą! Przepuścili całe dziecko, nie doszli do końca! Jak mogą twierdzić, że u Katarzyny to chłopiec? Wiem na pewno – to dziewczynka!”

Narodziny chłopca Barbara przyjęła stoicko – nie cieszyła się przesadnie, ale też nie wpadała w histerię, co mogłoby się wydawać naturalne. Po prostu spokojnie, po fachu, stwierdziła, że dziewczynka jeszcze przed nami.

I już od następnego dnia Barbara nieustannie naciskała na Katarzynę, żeby jak najszybciej urodzili wnuczkę – bo czas goni. Nie tylko dla Katarzyny, ale i dla samej Barbary, która ma już dobrze za siedemdziesiąt lat, a sama urodziła się późno i wnuków nie spodziewała się na czas. Dlatego Katarzyna musiała się spieszyć, aby babcia mogła w końcu cieszyć się swoją wymarzoną wnuczką.

„U niej już kupiono komplet rzeczy na dziewczynkę – pełen zestaw! Na początku taszczyła mi wszystko: ‘Załóż proszę ozdobną opaskę albo sukienkę z kwiatami…’ Ale Andrzej postawił twardą granicę: ‘Nie, to wszystko już nie!’ Wtedy Barbara zaczęła po prostu kupować i składać rzeczy dla przyszłej wnuczki. Ja zebrałam trzy duże paczki i przekazałam je mojej siostrze, bo nie wiedziałam, co z nimi zrobić” – opowiada Katarzyna.

— Czyli zdecydowaliście, że nie będzie wnuczki? – zapytał ktoś z niedowierzaniem. — A ja, czy wyglądam jak szalona? – odpowiedziała Katarzyna, wzruszając ramionami. – Mam czterdzieści lat, a dziewczynki, chłopcy – dla mnie to nie problem. Uważam, że wpadłam do ostatniego pociągu, urodziwszy się w trzydzieści siedem lat. Trochę późno, ale mamy szczęście, bo dziecko przyszło na świat zdrowe i cudowne! Nie chcę już ryzykować ponownie…

Należy przyznać, że Barbara nie chce zbytnio angażować się w opiekę nad wnukiem – w końcu to nie wnuczka, a wnuk. Natomiast Andrzej od pierwszych dni był całkowicie oddany Katarzynie. Jej mąż pomagał wieczorami, ale większość dnia spędzał w pracy, a Barbara odwiedzała ich jedynie sporadycznie, nie uczestnicząc aktywnie w opiece nad dzieckiem.

„Na początku próbowałam jej przekazać, że w naszej sytuacji drugi dzieciak, delikatnie mówiąc, nie jest najlepszym rozwiązaniem! – opowiada Katarzyna. – Żadne argumenty nie działają. A mój wiek też nie stanowi przeszkody, bo Barbara mówi, że nawet w pięćdziesiąt lat rodzą. A fakt, że trudno być samemu z dzieckiem – twierdzi, że u was w domu jest pralka i jednorazowe pieluchy! Jakby pralka mogła opiekować się dzieckiem! Mąż pyta ją: „A co, jeśli drugi będzie chłopcem?” A ona macha rękoma: „Nie mów głupot, na pewno będzie dziewczynka!”

W końcu syn z żoną postanowili, że będą mówić, iż planują powiększenie rodziny, ale na razie nic konkretnego. Tymczasem Barbara nadal, choć delikatnie, ale uporczywie pyta, kiedy pojawi się wnuczka. Kilka tygodni temu Andrzej przyniósł pieniądze – pół miliona rubli. Jego mąż postanowili nie wydawać tych pieniędzy, odłożyli je na lokatę. Oczywiście, nikt nie planuje przeprowadzać procedury in vitro. Jednak Barbara nie przyjmuje odmowy i nadal naciska, ciągle odkładając ten temat na później.

Może lepiej byłoby natychmiast zakończyć te rozmowy, zwrócić pieniądze i zakazać podnoszenia tego tematu? Oczywiście, Barbara obraziłaby się, ale czy to nie jej sprawa? Albo może małżonkowie postąpili słusznie, wybierając taktykę kompromisu?

Ta historia ukazuje, jak głęboko zakorzenione marzenia i brak odpowiedniej komunikacji wpływają na relacje rodzinne. Decyzje, które podejmujemy, kształtują nasze życie i przyszłość naszych bliskich. Pytanie pozostaje: czy kompromis wybrany przez małżonków jest najlepszym rozwiązaniem, czy też warto stanowczo zakończyć te niekończące się rozmowy o marzeniach, które już dawno przestały się spełniać? W rodzinie najważniejsze są miłość, wzajemne wsparcie i otwarta komunikacja.