W każdy piątek krewni prosili mnie, żebym zawiózł ich na działkę, a w niedzielę wieczorem – żebym ich odebrał. Pewnego razu odważyłem się powiedzieć im “nie”

Niedawno przytrafiła mi się niezbyt przyjemna historia. Chodzi o to, że jeszcze od dzieciństwa nasza rodzina często spotykała się przy stole u kogoś z rodziny.

Ale to było dzieciństwo, a kiedy dorastałem, nasze kontakty coraz bardziej zanikały. Chociaż mieszkaliśmy w jednym mieście.

Mam już 18 lat i praktycznie się nie widujemy. Moi rodzice starają się utrzymywać kontakt, ale mnie to nie dotyczy.

Jestem takim sobie introwertykiem. Czas leciał szybko, moje życie się zmieniało, bywało różnie. I oto kupiłem samochód…

I właśnie zakup samochodu stał się kluczowym momentem. Kupiłem sobie niewielkie auto pod koniec wiosny. Rodziców na działkę – proszę bardzo. Gdzieś indziej – też nie ma problemu!

Najbardziej z zakupu samochodu cieszyli się moi wujkowie i ciotki, niektórych z nich nie widziałem od wielu lat. Nasze działki znajdują się kilka domów od siebie, czyli bardzo blisko.

A mieszkamy w mieście w zupełnie różnych miejscach. I tu się zaczęło – mój ojciec dał im mój numer i zaczęli dzwonić, prosząc, żebym ich zawiózł na działkę, bo trzeba coś zrobić w ogrodzie, posadzić rośliny, coś innego.

Na początku było mi to w porządku, bo lubiłem jeździć samochodem, a pomaganie komuś było normalne. Łączyłem przyjemne z pożytecznym.

Ale potem zaczęło się konkretne wykorzystywanie. Dzwonili do mnie w każdy piątek, prosząc, żebym ich zawiózł na działkę, a w niedzielę mieli czelność prosić, żebym ich odebrał, motywując to tym, że mają dużo rzeczy do przewiezienia. A na działkę jest 40 kilometrów.

Pewnego razu miałem plany na cały weekend i jak na złość dzwoni ciotka, prosząc, żebym zawiózł ją z mężem. Odpowiedziałem im, że mam sprawy. A jakie sprawy mogą być ważniejsze niż pomoc krewnym? Prawidłowo – żadne.

Odmówiłem i pojechałem załatwiać swoje sprawy, na co ciotka zadzwoniła do mojego ojca i poskarżyła się, że jej nagadałem.

Od tego czasu krewni już do mnie nie dzwonią, a ojciec jest na mnie zły. Ale jak się nad tym zastanowić, to za co? Sam kupiłem sobie samochód za własne pieniądze, nie za ojcowskie. Tak, trzeba pomagać ludziom, ale czasem mylą pomoc ze słowem „musisz to zrobić”. Tak więc w końcu nauczyłem się mówić “nie”.