W ponurym szpitalu nagle zaczęły się hałasy i radosne okrzyki. W takim ponurym i beznadziejnym oddziale – takie dźwięki święta. Jakie to dziwne. Pacjenci sali nie rozumieli, co się dzieje, dopóki pielęgniarka wszystkiego nie wyjaśniła
Pewna kobieta trafiła do szpitala z ciężką chorobą. Była w ponurym i przygnębionym stanie ducha, oczywiście. I na nic nie liczyła. W myślach żegnała się z życiem. Żegnała się z urodą – jej wygląd strasznie się zmienił. Wydawało jej się, że wpada w czarną dziurę. Leżała, odwrócona twarzą do ściany. Wszystko straciło sens.
Nagle usłyszała hałasy, radosne okrzyki, brawa! W takim ponurym i beznadziejnym oddziale – takie dźwięki święta. Jakie to dziwne. Może lekarze obchodzą urodziny? Albo ktoś próbuje rozweselić beznadziejnego pacjenta, żeby umilić mu ostatnie dni?
Inni pacjenci w sali również zaczęli się poruszać. Były tam jeszcze trzy osoby: dwie starsze kobiety, podłączone do aparatów, i kobieta w średnim wieku w równie przygnębionym stanie.
Weszła pielęgniarka. I wyjaśniła: w sąsiedniej sali gratulują pacjentowi, który wyzdrowiał. Był bardzo chory, diagnoza była niepomyślna. I leczenie było długie, ciężkie, skomplikowane. Ale po kilku kursach leczenia wyniki były dobre. I lekarze potwierdzili – udało się pokonać chorobę. A z tej okazji zwykliśmy składać gratulacje. Nawet nie wiem, kiedy ta tradycja się zaczęła.
Dlatego inni pacjenci klaszczą i głośno się cieszą. Gratulują. Jeśli to wam przeszkadza, powiem im, żeby zachowywali się ciszej.
Nie, to nie przeszkadzało! Wszyscy się ożywili. Oczy zabłysły. Więc uratowanie jest możliwe. Więc można wyzdrowieć. Więc leczenie pomaga!
Kobiety cieszyły się z powodu kogoś innego. Zachowały tę zdolność. Ale czerpały także siłę do walki z czyjegoś zwycięstwa nad chorobą i śmiercią.
I kobieta przeszła długie leczenie. I nadszedł dzień, kiedy i jej złożono gratulacje: pielęgniarka i lekarz zaczęli klaskać, jak na dziecięcym święcie. I sąsiadki z sali zawołały słabymi jeszcze głosami: „Gratulujemy! Gratulujemy!”… Nadszedł ten dzień ocalenia!
Kobieta opowiadała, że leczenie pomogło. Ale to święto za ścianą też pomogło. To był naprawdę przełomowy moment, moment nadziei. Znaczy to, że można się uratować, jeśli ktoś inny dał radę. Więc jest wyjście. Znaczy to, że trzeba walczyć!
I opowieść o cudzym ratunku, wyleczeniu, przezwyciężeniu – to również lekarstwo. To realna pomoc. Wasze słowa podtrzymają iskrę nadziei i życia w człowieku, który już stracił wiarę. W trudnym czasie trzeba czytać i słuchać historii ocalenia i walki. To bardzo wspiera. I trzeba opowiadać o swoim pozytywnym doświadczeniu, jeśli się je ma. To również może kogoś uratować. Może dlatego to doświadczenie zostało wam dane: żebyście wspierali tych, którzy stracili nadzieję?
To prosta historia z życia o cudzym święcie. Które okazało się również lekarstwem i ratunkiem. I pomogło zebrać siły i walczyć. I zwyciężyć.
