W wieku 60 lat postanowiłam znaleźć sobie partnera przez Internet. Poszłam na 3 randki i zdecydowałam, że lepiej żyć sama. Opowiadam o mężczyznach

Minęło już 12 lat, odkąd zdecydowaliśmy się rozstać z moim byłym mężem. Było to oczekiwane, więc rozeszliśmy się spokojnie i cicho.

Nasze dzieci dorosły, więc żyją teraz osobno. Przyjaciółki zamieniły się w nudne babcie, więc życie samo stało się trochę smutne. Chciałam mieć przed sobą mężczyznę, z którym nie wstydziłabym się pójść na jakieś wydarzenie i porozmawiać wieczorem.

Ponieważ opanowałam Internet kilka lat temu, zaczęłam szukać swojej drugiej połówki tam. Poznałam od razu trzech mężczyzn i nawet poszłam z nimi na randki. Ale szybko mnie rozczarowali.

Pierwszy kawaler był w moim wieku. Przyszedł na spotkanie w jakimś dziurawym dresie. Już z daleka widać było, że lubi się napoić. Czuć było alkohol z kilometra, a do tego wsunął papierosa do ust. Zaproponowałam, że może pójdziemy na spacer po parku.

Na to odpowiedział coś w rodzaju: “No dawaj! Ale najpierw kup mi do picia!”. Nie zastanawiając się długo, odeszłam od niego.

Drugi kawaler był nieco starszy. Wyglądał bardzo solidnie, przyszedł w garniturze i zademonstrował dobre maniery. Jednak to, jak mówił… cała jego mowa składała się z przekleństw. W każdym zdaniu wstawiał po 3 przekleństwa, więc i z nim nie zatrzymałam się na długo.

Trzeci kawaler był dość młody (o 11 lat młodszy). Nasze spotkanie rozpoczęło się od wizyty w teatrze, którą sam zaproponował. Po spektaklu wyszliśmy na ulicę, a on nawet zaczął czytać wiersze. Myślałam, że coś z nas może wyjść, gdyby nie jego żona. Spotkaliśmy ją podczas spaceru. Ogólnie rzecz biorąc, szybko się stamtąd wycofałam, żeby nie doświadczyć na sobie siły bomby atomowej.

Następnego dnia każdy z nich napisał dosłownie to samo. Mówiąc, że moje lata już minęły, więc nie powinnam czepiać się, tylko brać to, co jest. Tak mówili.

Od tamtej pory zrozumiałam, że lepiej jest żyć sama niż z neandertalczykiem.