– Więc postanowiłeś spełnić swoje marzenie moim kosztem? – coraz bardziej oburzała się żona
Katarzyna była w siódmym niebie, gdy wreszcie w wieku czterdziestu czterech lat zrozumiała, że nadszedł czas, aby żyć dla siebie.
Nie zauważyła nawet, kiedy jej dwoje dzieci – dwudziestoletnia córka i dwudziestoczteroletni syn – wyfrunęli z rodzinnego gniazda i założyli własne rodziny.
Katarzyna z jednej strony trochę tęskniła za nimi i nie wiedziała, co zrobić z nadmiarem troski, ale z drugiej strony cieszyła się, że dzieci stały się samodzielne i nie potrzebowały już jej pomocy.
Katarzyna uświadomiła sobie to dopiero po kilku miesiącach, kiedy syn i córka otwarcie powiedzieli matce, że są już dorosłymi i czas przestać się o nich martwić.
Słowa dzieci skłoniły Katarzynę do rozmowy z mężem na temat zasłużonego odpoczynku.
– Witek, jesteśmy wspaniałymi rodzicami, wychowaliśmy dwoje dzieci. Czy nie uważasz, że nadszedł czas, aby pomyśleć o sobie? – Katarzyna usiadła na kanapie obok męża.
– O czym mówisz? – mężczyzna uniósł zdziwiony brwi.
– Proponuję, abyśmy pojechali na kilka dni do Warszawy, – kobieta położyła głowę na ramieniu męża.
– Po co?
– Odpocząć, zrelaksować się, sprawić sobie przyjemność. Czy nie zasłużyliśmy na to?
– Można by, – mruknął Witek bez większego entuzjazmu. – Ale skąd weźmiemy na to pieniądze? Nie pamiętam, żebyśmy coś odkładali, a brać kredyt na wyjazd mi się nie uśmiecha.
– Ja odkładałam z premii, więc udało mi się trochę zaoszczędzić! – dumnie oznajmiła Katarzyna.
– Dużo? – Witek z radością w oczach zapytał.
– Na wyjazd nam wystarczy! Już nawet znalazłam hotel, – radośnie oznajmiła Katarzyna. – Chciałam tylko omówić z tobą daty.
Mąż zamyślił się, ale nic konkretnego nie powiedział.
Katarzyna postanowiła odłożyć rozmowę na później, ale próba po tygodniu również nie przyniosła rezultatów.
Witek nadal unikał odpowiedzi i nie potrafił podać żadnej konkretnej daty.
– Nic nie rozumiem. Może po prostu nie chcesz nigdzie jechać? – zaniepokoiła się Katarzyna, zauważając, że mąż niechętnie mówi o przyszłym urlopie.
– Nie, czemu, – zmieszał się Witek. – Zawsze jestem za. Tylko zapomniałaś, że jeszcze nie jesteśmy na emeryturze, więc nie możemy długo odpoczywać. A jeśli już gdzieś jechać, to nie na dwa dni, – zaczął się tłumaczyć.
– Ależ oboje mamy urlop w maju. Więc zarezerwuję bilety na maj, – powiedziała entuzjastycznie Katarzyna.
– Na razie nie rezerwuj, bo może się coś wydarzyć, – niespodziewanie przerwał jej Witek. – Potem będziemy mieli problem ze zwrotem pieniędzy. Zarezerwujmy na kilka dni przed wyjazdem, żeby być pewnymi.
Katarzyna spojrzała na męża z niedowierzaniem. Miała wrażenie, że Witek nie jest z nią szczery.
Pod koniec kwietnia z rozczarowaniem zauważyła, że ceny przed majówką wzrosły dwukrotnie.
– No to pięknie! Ceny poszybowały w górę! Nigdzie nie jedziemy! – westchnęła Katarzyna. – Mówiłam, że trzeba było rezerwować od razu…
– Kto mógł to przewidzieć?! – Witek teatralnie rozłożył ręce. – Znaczy się, nie los. Jeszcze mamy tyle do zrobienia w domu, żeby odpoczywać.
– Co takiego? – zdziwiła się Katarzyna.
– Od dawna chciałem dobudować wiatę do garażu, ale zawsze brakowało pieniędzy. A skoro nie wydaliśmy oszczędności na wyjazd, to możemy je przeznaczyć na coś pożytecznego, – radośnie oznajmił Witek.
Katarzyna zmrużyła oczy, słysząc te słowa, i przez kilka sekund wpatrywała się w męża bez mrugnięcia.
– Specjalnie to zrobiłeś, prawda? – zacisnęła pięści.
– Co zrobiłem? To nie ja podniosłem ceny w internecie, – głupkowato uśmiechnął się Witek.
– Zwlekałeś z decyzją – to zrobiłeś! – Katarzyna groźnie spojrzała na męża.
– Gdyby bilety przepadły, sama byś siebie winiła za to zaniedbanie, – zaczął się tłumaczyć Witek.
– Więc postanowiłeś spełnić swoje marzenie moim kosztem, nie licząc się z tym, czego ja chcę! – coraz bardziej oburzała się Katarzyna. – Raz w życiu coś poprosiłam dla siebie.
– Wiesz, Kasiu, można całe życie bawić się i bezmyślnie wydawać pieniądze, – Witek uśmiechnął się z ironią.
– Można też całe życie pracować i przed śmiercią nie mieć nic do wspominania, – oburzyła się Katarzyna, która nie mogła się uspokoić po uświadomieniu sobie, że mąż ją oszukał. – Poza tym sama te pieniądze zarobiłam własnymi rękami. Mogłeś od razu powiedzieć, że nie popierasz mojego pomysłu, kupiłabym bilet tylko dla siebie!
– Jak to tylko dla siebie? Wyjechałabyś sama? – zdziwił się Witek.
– Tak! – stanowczo oświadczyła Katarzyna.
– No to jedź, jeśli nie chcesz liczyć się z moim zdaniem! – obruszył się mąż.
– Rzeczywiście, czemu miałabym czekać! Sama zarobiłam, sama na siebie wydam! – oczy Katarzyny zabłysły od nagłego olśnienia. – Na jedną osobę na pewno wystarczy!
– Tylko spróbuj! – Witek krzyknął z gniewem.
Pomimo protestów i sprzeciwów męża Katarzyna wydała zaoszczędzone pieniądze na zakup biletów i rezerwację hotelu.
– No proszę! Tyle lat żyłem z tobą i nie wiedziałem, że kiedyś zamienisz mnie na wakacje! – z wyrzutem powiedział mąż, gdy zrozumiał, że żona nie zamierza rezygnować ze swojej decyzji.
– A ty mnie – na wiatę do garażu! – Katarzyna fuknęła z pogardą. – Witku, jeśli chcesz tę wiatę, sam sobie zbieraj na swoje marzenie! Ja postanowiłam wydać swoje pieniądze na siebie!
– Świetnie! W takim razie będziemy mieli oddzielne budżety! – Witek złapał się za głowę. – I swoje pieniądze będę wydawał na co tylko zechcę!
– Proszę bardzo! – zdecydowanie odpowiedziała Katarzyna i zaczęła pakować walizkę na wyjazd.
Do dnia wyjazdu małżonkowie milczeli i nie rozmawiali ze sobą. Każdy z nich był na swój sposób urażony.
Przez dziesięć dni Katarzyna nie dawała mężowi znaku życia. Była tak pochłonięta wypoczynkiem, że całkowicie zapomniała o nim i o chłodzie, który zapanował w ich relacjach.
Gdy wróciła do domu, zorientowała się, że mąż przygotowuje się do rozwodu, ponieważ spisał całe mienie w mieszkaniu na kartce i zaznaczył, co uważa za swoje.
– Serio? Rozwód dlatego, że wydałam zaoszczędzone pieniądze na siebie zamiast na twoją wiatę? – oburzyła się Katarzyna.
– Nie mogę uwierzyć! Dwadzieścia pięć lat poszło na marne?!
– Tak, widocznie rzeczywiście nadszedł czas, abyśmy żyli dla siebie, skoro dzieci już nas nie potrzebują. Myślę, że tylko one nas łączyły, – spokojnym tonem odpowiedział Witek. – Ja będę żył dla siebie, a ty dla siebie.
– Co z mieszkaniem? – zapytała Katarzyna, która była gotowa na taki rozwój wydarzeń.
– Ktoś z nas powinien odkupić część drugiego, – zaproponował Witek. – Mogę sprzedać swoją część.
– Lepiej ty odkup moją, – zdecydowanie powiedziała Katarzyna.
– Lepiej ty odkup moją! – upierał się Witek. – Nie potrzebuję tak dużego mieszkania.
– Ja też nie…
– W takim razie sprzedajmy je i podzielmy pieniądze! – Katarzyna przetarła dłonie z zadowoleniem.
Miesiąc później sprzedali mieszkanie, podzielili pieniądze i rozwiedli się.
Przez około rok prawie nic nie chcieli o sobie wiedzieć. Jednak musieli się spotkać na uroczystości z okazji narodzin pierwszego wnuka.
– Jak się żyje? – zapytał były mąż.
– Świetnie. A ty? – odpowiedziała Katarzyna.
– Też dobrze. Znalazłaś kogoś, kto będzie wydawał pieniądze na podróże? – złośliwie zapytał Witek.
– Nie, a ty kogoś, kto zainwestuje w wiatę do garażu? – zaśmiała się Katarzyna.
– Niestety nie, – rozłożył ręce Witek i uśmiechnął się nieco zmieszany.
Rozmawiając, byli małżonkowie zaczęli wspominać, jak dobrze im się razem żyło.
– Czego nam brakowało? – zapytała Katarzyna.
– Może powinniśmy dłużej trzymać dzieci przy sobie. Troszcząc się o nie, nie mielibyśmy oszczędności, które nas poróżniły, – odpowiedział Witek z chytrym uśmiechem.
– Może spróbujemy jeszcze raz? – zapytała nieśmiało Katarzyna.
– Czemu nie…
Dwa tygodnie później byli małżonkowie znowu zamieszkali razem. Tym razem postanowili wcześniej ustalać, na co przeznaczą zaoszczędzone pieniądze.
