Wiktor szedł na urodziny żony swojego przyjaciela. Wyszykował się, wziął prezent i wyruszył do domu Michała. Pozostało jeszcze kupić kwiaty. Wiktor wszedł do kwiaciarni, kupił piękny bukiet i podszedł do domu Michała. Ledwie chwycił za klamkę drzwi, gdy nagle ktoś objął go od tyłu

— Aha, oto jesteś! — usłyszał kobiecy głos. Wiktor zastygł ze zdziwienia.

Wiktor przyjechał po studiach do małego miasteczka, gdzie mieszkała jego ciotka Anna, starsza siostra ojca.

Jej mąż był dyrektorem miejscowej szkoły i zaproponował mu, by zdobył doświadczenie pod jego okiem. Chłopak zgodził się bez wahania.

Wiktor całkowicie oddał się pracy, uważnie słuchając wszystkich rad Michała. Poza pracą rzadko z kimś rozmawiał, przyzwyczajony do samotności. Nigdy nie miał ukochanej dziewczyny — przez ostatnie lata głównie się uczył, a teraz pracował.

A wszystko dlatego, że jeszcze w szkole dziewczyna, która mu się bardzo podobała, gdy zaproponował jej przyjaźń, odpowiedziała:

— Patrzyłeś na siebie w lustro? Jakie tam przyjaźnienie się z tobą. Lepiej się ucz, może kiedyś coś z ciebie będzie.

Tylko Bóg wie, jak Wiktor się po tym pozbierał, ale od tamtej pory stał się samotnikiem i poświęcił się nauce.

Szkołę ukończył z wyróżnieniem i bez problemu dostał się na uniwersytet.

Tymczasem tamta dumna dziewczyna jeszcze w dziesiątej klasie urodziła dziecko. Rok później mąż ją zostawił, a ona została z niczym — bez wykształcenia, z dzieckiem na rękach.

Kiedy Wiktor dowiedział się o jej losie, nawet w myślach jej współczuł.

Dawno jej wybaczył i nawet był wdzięczny za tamtą sytuację, bo dzięki niej stał się człowiekiem sukcesu.

W szkole zaprzyjaźnił się z innym młodym nauczycielem — Michałem.

Byli do siebie trochę podobni — i wzrostem, i wyglądem. Ku wzajemnej radości szybko się zaprzyjaźnili.

Któregoś dnia Michał zaprosił Wiktora na urodziny swojej żony, która miała obchodzić okrągłe dwadzieścia pięć lat.

Wiktor początkowo chciał odmówić, ale ostatecznie przyjął zaproszenie. I tak w sobotę wyszykował się, postanowił przejść się pieszo do domu Michała i po drodze kupić kwiaty. Prezent miał już gotowy.

Kiedy wychodził z klatki schodowej, przypadkiem wpadł na jakąś starszą panią.

— Ojej, przepraszam, to było niechcący. Może pomóc pani dojść do mieszkania?

Staruszka spojrzała na niego i powiedziała dziwne słowa:

— Przepraszam? A przecież ty też wybaczyłeś, a nawet współczułeś. Za to los da ci nagrodę — spotkasz swoją miłość. I to taką na całe życie. Idź.

Staruszka odwróciła się i weszła do klatki.

Wiktor wzruszył ramionami i pospieszył do kwiaciarni, kupił piękny bukiet i oto stał już przed domem Michała.

Ledwie chwycił za klamkę drzwi, gdy nagle ktoś objął go od tyłu:

— Aha, oto jesteś!

Wiktor zdziwił się:

— Co się dziś dzieje? Najpierw staruszka, a teraz to…

Odwrócił się i zobaczył uroczą dziewczynę, która aż poczerwieniała ze wstydu.

— Przepraszam, pomyliłam cię z bratem.

— Nic się nie stało, zdarza się. Wchodzisz do środka?

Dziewczyna skinęła głową i pobiegła przodem, Wiktor wszedł za nią. Spotkali się znowu na drugim piętrze, przy drzwiach mieszkania Michała.

— Ty też tutaj? — zapytał.

Drzwi otworzył sam gospodarz.

— O, już się poznaliście?

Dziewczyna znowu się zarumieniła, a Wiktor odpowiedział:

— Właściwie tylko weszliśmy razem, ale jeszcze się nie znamy.

— No to się poznajcie — to moja młodsza siostra Maria, a to mój przyjaciel Wiktor.

Do Michała podeszła młoda kobieta, on się odwrócił i dodał:

— A to moja ukochana żona, Marta.

— Bardzo mi miło. Wszystkiego najlepszego! — Wiktor podał bukiet i pudełeczko z prezentem żonie przyjaciela.

Wieczór był wspaniały. Michał przedstawił Wiktora gościom, wszyscy okazali się świetnymi ludźmi, ale najbardziej przypadła mu do gustu młodsza siostra przyjaciela.

Maria niemal przez cały wieczór zerkała na niego z zaciekawieniem. W końcu Wiktor się odważył i zaprosił ją do tańca. Dziewczyna podała mu dłoń i znowu się zarumieniła.

— Tak uroczo się czerwienisz, to rzadkość w dzisiejszych czasach. Może przejdziemy na „ty”? — zapytał.

— Z przyjemnością. Dużo słyszałam o tobie od brata, bardzo cię lubi.

— A ja o tobie nigdy nic nie słyszałem, ale cieszę się, że się poznaliśmy. A ty?

— Ja też…

Od tamtego dnia Wiktor i Maria już się nie rozstawali. Od razu poczuli do siebie sympatię, która przerodziła się w prawdziwą miłość.

Staruszka miała rację — los podarował mu wspaniały prezent w postaci jego przyszłej żony — Marii.