Witaj, Mario – mówi do mnie Michał z uśmiechem, a ja stoję w drzwiach i nie wiem, czy wpuścić nieoczekiwanego gościa, czy zamknąć przed nim drzwi. Świętowałam właśnie swoje 60. urodziny, ale nie spodziewałam się żadnych gości. Tymczasem mój były mąż postanowił zrobić mi „niespodziankę” – przyszedł niby z życzeniami urodzinowymi, choć tak naprawdę miał inny cel. Michał uznał, że powinniśmy znów się zejść, i pod pretekstem mojego święta chciał rozwiązać tę kwestię

– Witaj, Mario – mówi do mnie Michał z uśmiechem, a ja stoję w drzwiach i nie wiem, czy wpuścić nieoczekiwanego gościa, czy zamknąć mu drzwi przed nosem.

Obchodziłam akurat swoje 60. urodziny, ale nie spodziewałam się gości. Tymczasem mój były mąż postanowił zrobić mi „niespodziankę” – przyszedł niby z życzeniami urodzinowymi, choć tak naprawdę miał inny cel.

Michał stwierdził, że powinniśmy znów się zejść, i pod pretekstem mojego święta chciał załatwić tę sprawę.

Powiedzieć, że byłam zaskoczona, to mało. Nie widziałam go od wielu lat, choć nie raz o nim myślałam.

Był moim drugim mężem. Z pierwszym moje życie rodzinne się nie ułożyło, zostałam sama z synem. Zmuszona byłam szukać pracy i dostałam się do miejscowego zakładu wędliniarskiego.

Michał był tam dyrektorem. On też był po rozwodzie i od razu okazywał mi zainteresowanie, którego ja początkowo nie odwzajemniałam, nie wierząc, że cokolwiek z tego wyjdzie.

A jednak Michał okazał się uparty i z czasem udowodnił, że ma wobec mnie poważne zamiary. W końcu wzięliśmy ślub, zabrał mnie wraz z moim synem do swojego luksusowego domu, a moją kawalerkę kazał sprzedać.

Zrobiłam tak, jak radził, wtedy jeszcze nie podejrzewając, że to błąd. Bo pieniądze szybko się rozeszły, a ja zostałam bez lokum.

Początkowo nam się układało. Michał dobrze traktował mnie i mojego syna, a niedługo potem urodziłam mu córkę. Miałam 35 lat, a on 40.

Żyliśmy nieźle, często organizował dla nas wyjazdy nad morze czy w góry. Pieniądze nie stanowiły dla niego problemu. W pewnym momencie poczułam, że wreszcie jestem szczęśliwa.

Ale tak naprawdę wyzwania dopiero się zaczynały. Bo Michał wkrótce znalazł sobie inną kobietę, a mnie z dwójką dzieci po prostu wystawił za drzwi.

Zaczęłam wynajmować mieszkanie, Michał obiecał płacić czynsz – i faktycznie to robił, dopóki i jemu się nie posypały interesy. Jego wędliniarski biznes zbankrutował, a ja przestałam dostawać od niego jakiekolwiek pieniądze.

Wtedy zdecydowałam się zostać emigrantką zarobkową – moje dzieci trafiły do mojej mamy, a ja wyjechałam do Portugalii.

Minęło blisko 20 lat. W tym czasie kupiłam trzy mieszkania. Najpierw zapewniłam mieszkanie synowi, potem córce, a na końcu – sobie.

Dzieciom sprawiłam po dwa pokoje, a sobie jednopokojowe – tyle że bardzo przytulne. Wreszcie zaznałam spokoju.

Do domu przyjechałam, żeby uczcić swoje 60. urodziny. Jakoś dowiedział się o tym Michał. Jego sprawy miewają się teraz bardzo kiepsko i uznał, że jeśli znów się zwiążemy i zamieszkamy razem, to dla nas obu będzie lepiej – przecież mamy wspólną córkę.

Chodzi o to, że odkąd wyjechałam do Portugalii i zaczęłam się piąć w górę, mój były mąż spadał w dół. Stracił biznes, popadł w długi, bo przywykł do życia na szeroką skalę, a bez pieniędzy nie da się prowadzić luksusowego życia.

– Przepraszam, byłem w błędzie. Może teraz zdołam to naprawić – powiedział mi Michał.

– Co niby chcesz naprawić? – spytałam. – Serio uważasz, że w wieku 60 lat można zacząć wszystko od nowa?

– Czemu nie? – zdziwił się Michał. – Ja jestem sam, ty jesteś sama, widać los tak zrządził, żebyśmy się jeszcze zeszli – rzekł, rozglądając się z ciekawością po moim przytulnym mieszkaniu.

Nie przewidziałam takiego obrotu spraw, bo nigdy nie sądziłam, że Michał będzie chciał do mnie wrócić.

Nie byłam gotowa na to. Michał nigdy nie był tym, kto wspierałby mnie i nasze dzieci. A wszystko, co po nim zostało, to wspomnienia dawnych lat, które dawno zostawiłam za sobą.

– Wybacz, ale to już przeszłość – odpowiedziałam stanowczo. – Wtedy wszystko zrozumiałam i, szczerze mówiąc, nie chcę wracać do tamtych czasów.

Wtedy moja córka stanęła w obronie ojca:

„Mamo, a może pomyślałabyś o tacie? Tak, popełniał błędy, ale chce z nami być. Przez tyle lat mu nie wybaczałaś, może czas?”

Starałam się być rozsądna i nie dać ponieść się emocjom, ale serce trudno przekonać. Córka miała rację w tym sensie, że trzeba czasem wybaczyć, ale ja żyłam swoim życiem i nie chciałam wybierać między dawnym a nowym. Każdy ma swoją drogę, a ja już wybrałam moją.

Powiedziałam córce, że rozumiem jej troskę, ale to moja decyzja i nie ma w niej miejsca dla Michała. Ważne, by zostawić przeszłość za sobą i iść dalej.

Teraz wiem, że liczy się nie tylko serce, lecz i rozum. Nie zawsze każdy etap ma szansę na ponowny początek.

A wy jak sądzicie – czy warto dać byłemu mężowi drugą szansę?