— Wróciwszy późno w nocy do domu, Szymon nie zastał żony. Przywitała go matka
Upiłowanie natychmiast opuściło Szymona — nie chciał stracić żony i dzieci, a życie z rodzicami trochę go przerażało! Wiedział, jak jego matka potrafiła upierać się przy swoim!
Pierwsze lata wspólnego życia Tatiany i Szymona można było nazwać szczęśliwymi. Pobrali się z miłości, a wszystko układało się tak dobrze, że nawet z premedytacją nie zawsze tak się udaje! Tak mówiła Tatiana, śmiejąc się.
Rzeczywiście, niewiele młodych par miało tyle szczęścia. Sami nie mogli się sobą nacieszyć, ale i rodzice z obu stron w pełni akceptowali wybór swoich dzieci i obiecywali pomoc we wszystkim.
Najważniejszym etapem tej pomocy było to, że rodzice pana młodego zapewnili im mieszkanie, czyli podarowali młodej parze mieszkanie po babci, które odziedziczyli.
Wkrótce po ślubie Tatiana powiedziała nawet mamie, trochę żartem, ale i trochę na serio:
— Wiesz, mamo, czasem mi wstyd przed ludźmi za nasze szczęście! Wszyscy mają jakieś problemy, nieporozumienia w związkach, z rodzicami, z pracą… A już z mieszkaniem! Wielu latami nie może tego rozwiązać, wynajmują, kupują, toną w ogromnych długach… A u nas z Szymonem wszystko od początku układa się idealnie…
— Och, Tatiano, wypluj to! — przerwała jej Olga. — Oczywiście, oby tak było przez całe życie, ale problem jest w tym, że czasem problemy pojawiają się niespodziewanie!
— Myślisz, mamo, że nasze szczęście może się kiedyś skończyć? — przestraszyła się Tatiana, wypluwając przez lewe ramię.
— Mam nadzieję, że nie! Dlaczego coś miałoby się popsuć? Uznajmy, że jesteś wybranką losu i zawsze będzie dobrze! Przynajmniej bardzo bym tego chciała, — przytuliła ją mama.
I rzeczywiście, życie rodzinne Tatiany, które zaczęło się pomyślnie, toczyło się dalej bez większych problemów.
Wkrótce dziewczyna dowiedziała się, że jest w ciąży, co wprowadziło pewne niepokoje. Ale według lekarzy nie było powodu do obaw. Ciąża przebiegała bez komplikacji, z dzieckiem wszystko było w porządku, a narodziny małego Krzysia tylko przyniosły szczęście młodej rodzinie oraz dziadkom.
Jednak do szczęścia można się przyzwyczaić, a pomyślność zaczęła być postrzegana jako rutyna. Nawet w tak szczęśliwej rodzinie zdarzały się kłótnie, niezadowolenie, problemy finansowe…
Tatiana oczywiście poszła na urlop macierzyński, a Szymon nadal pracował i nawet awansował na wyższe stanowisko z niewielką podwyżką.
Rodzice z obu stron nie tylko nie odmawiali pomocy, ale wręcz rywalizowali ze sobą, kto bardziej pomoże młodym. Jednak zarówno Tatiana, jak i Szymon byli jedynakami, a ich rodzice byli jeszcze stosunkowo młodzi, pracowali i uważali pomoc dzieciom za sens swojego życia.
Ale sami dzieci nie zawsze byli zadowoleni z tej pomocy, zwłaszcza Szymon. Nie lubił prosić o pomoc rodziców, a tym bardziej przyjmować cokolwiek od rodziców Tatiany.
Nawet widząc u Krzysia nową zabawkę, której sami nie kupili, Szymon marszczył brwi:
— Czy oni chcą zepsuć nam syna? Czy my nie jesteśmy w stanie kupić mu zabawek? — mówił niezadowolony do żony.
— Szymonie, przestań! Wiesz dobrze, że nie mają nikogo poza nami, nie będą kupować zabawek sobie nawzajem.
— Nie mam nic przeciwko zabawkom i innym rzeczom, ale to nie jest w porządku! Dobrze zarabiam i nie chcę być zależny od nikogo.
Takie kłótnie zdarzały się czasem w młodej rodzinie. Komuś może to wydawać się śmieszne — dzieci są niezadowolone, że rodzice im pomagają! Inni wręcz przeciwnie, ciągle proszą rodziców o pomoc…
***
Kiedy Tatiana oznajmiła, że spodziewa się drugiego dziecka, wszyscy się ucieszyli! Dzieci w tej rodzinie były radością, zwłaszcza że Tatiana i Szymon chcieli dziewczynkę, i jak na zamówienie, w odpowiednim czasie urodziła się Liza…
Jej pojawienie się zostało przyjęte spokojniej, wszyscy rozumieli, że Tatiana i Szymon są doświadczonymi rodzicami i życie z dwójką dzieci nie powinno sprawiać specjalnych trudności.
Wszystko zmieniło się nagle, kiedy Szymon niespodziewanie stracił pracę.
— Dopóki nie znajdę czegoś porządnego, będziemy żyć z oszczędności. Jeśli co, starzy pomogą. — uspokoił żonę.
I następnego dnia poszedł na „rozmowę kwalifikacyjną”, jak powiedział Tatianie. W rzeczywistości na spotkanie z kolegami…
No cóż, od dawna nie był w swoim męskim kręgu i nie widział nic złego w tym, żeby pozwolić sobie na małą rozrywkę!
Wtedy Szymon nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo ta swobodna życie może go wciągnąć…
Tatiana zaczęła coś podejrzewać — mąż prawie codziennie „szuka pracy”, wracając późno w nocy z zapachem alkoholu…
Nie, Tatiana nie zamierzała tego znosić! Ale też nie chciała odchodzić od męża — kochała go…
Ale jeśli to będzie trwało dalej, jedynym wyjściem będzie rozwód!
Nie udało się poważnie porozmawiać z Szymonem, po prostu jej nie słyszał. Tatiana postanowiła poradzić się teściowej, bo miały dobre relacje, a teściowa na pewno chciała dobrze dla syna i wnuków!
— Ciociu Wala, nie mogę już… On nie nocuje w domu, a za dnia nie wiadomo, gdzie jest! Pojadę do mamy, nie mam już siły tego znosić, — płakała, kiedy teściowa przyszła odwiedzić wnuki.
Walentyna nie wiedziała, jak jest w rodzinie syna, a po wysłuchaniu synowej była przerażona!
Jako energiczna kobieta, dbająca o dobro swojego jedynego dziecka, postanowiła walczyć o szczęście rodzinne syna:
— Masz rację, Tatiano! Zabieraj dzieci, ale pojedziesz nie do mamy, a do nas z ojcem, on z radością zajmie się wnukami. A ja się tu wprowadzę, przywołam tego lenia do porządku!
***
Wróciwszy późno w nocy do domu, Szymon nie zastał żony. Przywitała go matka:
— A to już koniec, kochany! Znudziłeś się żonie, zabrała dzieci i pojechała do mamy! A ja tu z tobą zamieszkam. Skoro jesteś teraz samotny i bezrobotny, ktoś musi mieć na ciebie oko.
Przeprowadź się do nas z ojcem, a to mieszkanie wynajmiemy, — będą pieniądze. A my zajmiemy się twoim wychowaniem, nadrobimy zaległości.
Utrata alkoholu natychmiast opuściła Szymona — nie chciał stracić żony i dzieci, a życie z rodzicami trochę go przerażało! Wiedział, jak jego matka potrafiła upierać się przy swoim!
— Opowiedz mi, gdzie i jak szukałeś pracy!
— Poczekaj, mamo! — zawołał. — Najpierw muszę znaleźć żonę i dzieci!
— Już powiedziałam, gdzie są. I tam zostaną, jeśli nie zmienisz swojego zachowania. Nie pozwolę ci zepsuć życia moim wnukom! Odpowiadaj na
moje pytania.
Musiał odpowiadać, męcząc się niepewnością. Walentyna miała silny charakter, nie można było się od niej wymigać w żadnych okolicznościach.
Szymon był zły, chciał porozmawiać z Tatianą, przeprosić ją, przywrócić do domu! Chciał usiąść z Krzysiem na kolanach, pobujać Lizę na rękach… uderzyć się w twarz za to, że ich skrzywdził!
Ale musiał wyjaśniać się z matką… Czy naprawdę poważnie zamierzała przenieść go do siebie?!
— Mamo, przysięgam ci, jutro wszystko naprawię! Nie chcę mieszkać z wami, chcę odzyskać Tatianę i dzieci!
— Nikt nie uwierzy ci na słowo, musisz udowodnić to czynami. Zostanę z tobą przez tydzień, ale jeśli przez ten czas nic się nie zmieni…
***
I zaczęła się szalona pogoń Szymona za normalnym życiem… Z obowiązkowym „rozliczaniem się” wieczorami, z koniecznością zdawania sprawozdań co do minuty, z ciężkim, przygnębiającym liczeniem dni — jeszcze pięć… cztery… trzy…
A pracy nadal nie było! A telefon Tatiany milczał, nie odpowiadał!
— Mamo, nie mogę już bez żony i dzieci. Jutro pojadę po Tatianę…
— Nie. Już podałam warunki, pod którymi odzyskasz swoją rodzinę? Nie spełniłeś ich. Więc…
— Jestem dorosłym człowiekiem! — nie wytrzymał Szymon.
— Też tak myślałam, ale okazało się, że nie.
Szymon znalazł pracę, którą wcześniej nawet nie brał pod uwagę — jako magazynier! Przecież chyba po to się uczył w szkole, potem na uczelni, żeby liczyć jakieś puszki z farbą i układać je na półkach…
Pensja nie była duża, ale praca stała! To właśnie wieczorem przekazał Walentynie. Ku jego zaskoczeniu, była niemal zadowolona!
— No to dobrze! Pracuj dalej, — może awansujesz.
— Ale teraz mogę odzyskać rodzinę?! Minął tydzień.
— Możesz, oczywiście… Tatiana też już zamęczyła mnie, chce wrócić. Ale teraz rozumiesz, jakie są konsekwencje twojego beztroskiego życia?!
— Nie było żadnego beztroskiego życia! I już nie będzie. Tego tygodnia mi wystarczyło!
Następnego dnia zaczęło się to życie, za którym tak tęsknił… A za „rozrywkami” i próbami powrotu do młodości Szymon już nie tęsknił, — tydzień „powrotu do dzieciństwa” okazał się skuteczną szczepionką przeciw takim pomysłom!
