Wszyscy biorą dzieci z domu dziecka, a ja postanowiłam zabrać cudzą babcię z domu spokojnej starości
Decyzja, którą podjęłam, wywołała prawdziwe poruszenie wśród moich znajomych i sąsiadów. Wszyscy, jak jeden mąż, uznali, że postradałam rozum. „Czasy są ciężkie, a ty jeszcze sprowadzasz sobie na głowę kolejną osobę!” – słyszałam z każdej strony. Ale ja wiem, że zrobiłam dobrze.
Nowy początek po stracie
Jeszcze niedawno w naszym domu żyłyśmy we czwórkę: ja, moje dwie córki i moja mama. Niestety, osiem miesięcy temu moja mama odeszła, zostawiając nas w trójkę. Te miesiące nauczyły nas jednej rzeczy – mamy w sobie siłę i czas, który możemy poświęcić, aby pomóc komuś innemu.
Historia, która mnie do tego popchnęła, jest bolesna. Mój bliski przyjaciel z dzieciństwa, zamiast budować rodzinę i karierę, wpadł w nałóg alkoholowy. Najgorsze było to, że wyłudzał od swojej matki, pani Zofii, jej skromną emeryturę, a gdy przestała mu ją dawać, znalazł sposób, by oddać ją do domu spokojnej starości i sprzedać jej mieszkanie.
Znałam panią Zofię od dziecka – to ciepła i dobra osoba, która zawsze traktowała mnie jak członka rodziny. Od czasu, gdy trafiła do domu spokojnej starości, co miesiąc odwiedzałam ją razem z córkami, przywożąc drobne upominki i smakołyki.
„Hura, znowu mamy babcię!”
Kiedy wpadłam na pomysł, aby zabrać panią Zofię do siebie, moje córki zareagowały entuzjastycznie. Młodsza, Rita, która ma 4,5 roku, wykrzyknęła radośnie: „Hura! Znowu będziemy mieć babcię!” Ale największą radość sprawiłam samej pani Zofii. Gdy zaproponowałam jej wspólne życie, rozpłakała się z taką wdzięcznością, że musiałam podać jej krople uspokajające.
Od dwóch miesięcy pani Zofia mieszka z nami i jest pełnoprawnym członkiem naszej rodziny. Kochamy ją, a ona nas – całą sobą.
Energia, która zadziwia
Jedyna rzecz, która wprawia nas w osłupienie, to ilość energii, jaką ma pani Zofia, mimo swoich 79 lat. Codziennie wstaje o szóstej rano, a my budzimy się, czując zapach świeżo upieczonych naleśników lub placków.
Dobra decyzja, która zmienia życie
Choć nikt nie wierzył w słuszność mojej decyzji, wiem, że postąpiłam właściwie. Pani Zofia nie tylko znalazła nowy dom i rodzinę, ale też wniosła do naszego życia mnóstwo ciepła i radości. Rita nazywa ją babcią, a ja każdego dnia czuję wdzięczność, że mogę być częścią jej nowego rozdziału życia.
Czasami nie potrzeba wiele, by zmienić czyjeś życie – wystarczy otworzyć serce i dom.
