Wszystkie siostry już dawno wyszły za mąż, rozjechały się po świecie, urodziły dzieci i były szczęśliwe w swoich rodzinach, tylko nie Irena. Mijały lata, a ona coraz mniej wierzyła, że kiedykolwiek spotka kogoś, z kim założy rodzinę
— Oj, ciężko ci będzie z mężczyznami — często słyszała Irena. Słyszała już w życiu wiele, bo ludzie zawsze lubią gadać.
Irena nigdy nie wyróżniała się urodą, spośród trzech sióstr była zdecydowanie najmniej atrakcyjna. Pulchna, z mało wyrazistymi rysami twarzy, ale za to z otwartym sercem i dobrym charakterem. W rodzinie była bardzo kochana.
Wszystkie siostry już dawno wyszły za mąż, rozjechały się po świecie, urodziły dzieci i były szczęśliwe w swoich rodzinach, tylko nie Irena.
Mijały lata, a ona coraz mniej wierzyła, że kiedykolwiek spotka kogoś, z kim założy rodzinę. Wszyscy, którzy znali Irenę, myśleli podobnie. Ona z radością spędzała czas ze swoimi siostrzeńcami, obdarowywała ich prezentami. Siostry często przyjeżdżały do domu rodzinnego z dziećmi, bo po ślubie wszystkie się wyprowadziły, a Irena została w domu. Prowadziła gospodarstwo: trzymała krowę i kury, sprzedawała na targu mleko i jajka. Uprawiała ogród, zbierała plony i dzieliła się nimi z rodziną, żeby i oni mogli cieszyć się witaminami. A jej pierogi z wiśniami były uwielbiane przez wszystkich. Wszyscy chętnie odwiedzali Irenę. Nigdy nie narzekała na swoje życie, a ceniła to, co miała.
Ale jak to mówią: „Człowiek planuje, a Bóg kieruje”.
Pewnego lata do sąsiadów przyjechała ekipa robotników, żeby postawić ogrodzenie. Irena również postanowiła, że nadszedł czas, by zrobić sobie nowy płot.
Choć Irena sama musiała wykonywać wiele męskich prac: rąbać drewno, naprawiać coś na podwórku, dziewczyna doskonale radziła sobie z narzędziami.
Robotnicy zgodzili się podjąć pracę, a Irena szczególnie zwróciła uwagę na jednego z mężczyzn. Z czasem zaczęli rozmawiać, a później zamieszkali razem. Mężczyzna był już rozwiedziony, nie miał dzieci. Irena w wieku 38 lat wreszcie wyszła za mąż i czuła się bardzo szczęśliwa.
W wieku 40 lat cieszyła się narodzinami córki, a jej mąż miał wtedy już 44 lata. Kobieta bardzo kochała swoje dziecko. Przez kolejne dwadzieścia pięć lat żyli w szczęściu. Ich córka dawno wyszła za mąż i teraz oczekuje narodzin syna. Przyszły dziadek już przygotował huśtawkę i piaskownicę dla swojego wnuczka — co tu dużo mówić, prawdziwy złota rączka.
— Bardzo się zmęczyłaś dzisiaj, kochanie? — pyta codziennie wieczorem mąż swoją Irenę, delikatnie ją obejmując.
– Troszkę – odpowiada z czułością, a na jej twarzy pojawia się szczery uśmiech.
I przez cały ten czas ani razu nie poczuła się niepotrzebna czy nieatrakcyjna. Bo jak można mieć takie myśli, kiedy ktoś tak czuło cię obejmuje i nazywa „moją kochaną”?
