Wszystko było u nas dobrze, dopóki nie znalazłam u męża notatnika. Codziennie zapisywał, na co dokładnie i ile pieniędzy wydał na mojego syna

Wyszłam drugi raz za mąż trzy lata temu. Z pierwszego małżeństwa mam syna, który jest uczniem.

Kiedy się poznaliśmy, Paweł bardzo dobrze traktował mojego syna z pierwszego małżeństwa. Szybko znalazł z nim wspólny język i stał się jego najlepszym przyjacielem. Przekonał mnie, że kocha i zawsze będzie kochał mojego syna jak własnego. To właśnie było ostatecznym argumentem na jego korzyść i wzięliśmy ślub.

Z czasem urodziła się nam wspólna córka. Mój mąż poświęcał jej dużo uwagi. Ale to było normalne, bo była najmłodszą w rodzinie.

Po narodzinach córki poszłam na urlop macierzyński i jedynym żywicielem naszej rodziny został mój mąż. Zarabiał dobrze, dlatego często odpoczywaliśmy z dziećmi w parku, w górach, jeździliśmy nad morze.

Wszystko było u nas dobrze, dopóki nie znalazłam u męża notatnika z obliczeniami. W notatniku była tabelka, w której mąż zapisywał wydatki na mojego syna. Codziennie zapisywał, na co dokładnie i ile pieniędzy wydał na mojego syna. Byłam w szoku. Najpierw nie mogłam uwierzyć własnym oczom.

Kiedy mąż wrócił z pracy, od razu zapytałam go, co ten notatnik oznacza. Paweł nawet nie próbował zaprzeczać ani mnie okłamywać. Wprost przyznał, że zapisuje wszystkie wydatki, ponieważ gdy wrócę do pracy, będę musiała oddać mu pieniądze, które wydał na mojego syna.

Zapłakałam. Nie mogłam pogodzić się z taką niesprawiedliwością. Dlaczego tak przekonywał mnie, że kocha i zawsze będzie kochał mojego syna jak własnego, a kiedy urodziła się córka, szybko zapomniał o swojej obietnicy? Czyli jego obietnica to tylko puste słowa?

Nie chcę rozwodzić się z Pawłem, ponieważ go kocham. Mamy wspólną córkę, ale nie mogę wybaczyć takiej niechęci do mojego syna. Nie mogę zostawić tej historii za sobą i po prostu żyć dalej. Nie wiem, co mam zrobić.