Wynajmuję mieszkanie, a on ma własne, chociaż spotykamy się już od dwóch lat, nadal nie mieszkamy razem. Pewnego dnia dowiedziałam się, że muszę się wyprowadzić. Spakowałam swoje rzeczy i pojechałam do Michała. To, co mi powiedział, wstrząsnęło mną
Przeprowadziłam się do innego miasta zaraz po ukończeniu szkoły średniej. Studiowałam na uniwersytecie i mieszkałam w akademiku. Po ukończeniu studiów, wraz z koleżankami wynajęłyśmy mieszkanie. Z czasem znalazłam dobrą pracę i mogłam sobie pozwolić na wynajęcie mieszkania na własną rękę.
Na urodziny przyjaciółki wybraliśmy się całą grupą na łono natury i właśnie wtedy poznałam Michała. Od tego momentu zaczęliśmy się spotykać i już po miesiącu byliśmy parą. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu. Mieliśmy podobne zainteresowania, dlatego było nam razem naprawdę dobrze. Niestety, na tym nasze relacje stanęły — nie rozwijały się dalej.
Byliśmy razem już dwa lata. W tym czasie wiele par już się zaręcza i zakłada rodziny. Michał jednak nie spieszył się z tym, tłumacząc, że jeszcze nie jest gotowy i że jest na to za wcześnie. A ja bardzo chciałam już założyć rodzinę, urodzić dzieci i codziennie być razem. Jego podejście do małżeństwa budziło we mnie niepokój. Jeszcze więcej pytań pojawiało się z powodu tego, że nadal mieszkaliśmy osobno. Bywały chwile, kiedy nie wytrzymywałam i myślałam o odejściu od niego, ale nie mogłam, bo bardzo go kochałam.
Pewnego dnia zadzwoniła do mnie właścicielka mieszkania, które wynajmowałam. Przepraszała, ale poprosiła, żebym w ciągu tygodnia się wyprowadziła, ponieważ pilnie potrzebowała pieniędzy i sprzedawała mieszkanie. Wiedząc, że tak szybko raczej nie znajdę nowego lokum, poprosiłam przyjaciółkę, czy mogę u niej chwilowo zamieszkać, i zgodziła się.
Miałam sporo rzeczy, więc poprosiłam Michała o pomoc. Kiedy zapytał, gdzie planuję się przenieść, zażartowałam: „Oczywiście, że do ciebie! Do kogo innego?”. Powiedziałam to bez zastanowienia, czekając na jego reakcję. Michał milczał, kontynuując pakowanie rzeczy do kartonów. Potem wyjął telefon, zamówił taksówkę i podał swój adres.
Od tamtego momentu minęło już pięć lat. Nadal jesteśmy razem, bardzo szczęśliwi i zakochani w sobie. Niedawno przeprowadziliśmy się do nowego domu i wychowujemy dwie wspaniałe córki. Często wracam myślami do tamtego dnia, kiedy się przeprowadzałam. Jak to dobrze, że wtedy tak zażartowałam. Co by było, gdybym tego nie zrobiła? Gdybym bała się znowu zasugerować wspólne mieszkanie? Niestety, w życiu często bywa tak, że z powodu swoich obaw tracimy okazję, by całkowicie zmienić swoje życie i stać się szczęśliwymi.
