Wysprzątałam brudne mieszkanie przyszłej teściowej na błysk, a na końcu okazało się, że jestem złą gospodynią
Od dwóch lat jestem w związku z moim ukochanym. Niedawno oświadczył mi się, a ja oczywiście zgodziłam się, bo kocham go ponad wszystko. Jednak było jedno „ale”, które mnie niepokoiło – nie spieszył się, żebyśmy zamieszkali razem. Mój narzeczony mieszka z rodzicami w trzypokojowym mieszkaniu, a ja wynajmuję swoje.
Uważam, że przed ślubem warto zamieszkać razem, żeby zobaczyć, czy pasujemy do siebie pod względem codziennych obowiązków. W mojej rodzinie oboje rodzice pracowali i jednocześnie zajmowali się domem oraz mną wspólnie. Nie było u nas tego tradycyjnego podziału na obowiązki „męskie” i „kobiece”. Dlatego moje wyobrażenie o małżeństwie było takie samo.
Mój ukochany udawał, że nie rozumie moich sugestii o wspólnym zamieszkaniu. Ale zdarzyło się, że jego rodzice wyjechali z miasta na dwa tygodnie, i wtedy mogliśmy trochę razem pomieszkać.
Starałam się być dobrą gospodynią. Gotowałam, sprzątałam, doprowadziłam ich mieszkanie (które, szczerze mówiąc, było dość zaniedbane) do porządku. Codziennie przygotowywałam jakieś pyszne potrawy albo piekłam coś słodkiego.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie wydarzyło się coś, co było pierwszym ostrzeżeniem. Pewnego razu poprosiłam narzeczonego, żeby odkurzył, a on odpowiedział, że nie zamierza tego robić, bo to „kobiece zajęcie”. W jego rodzinie mężczyźni zajmują się finansami, a kobiety domem i dziećmi. Od razu mnie to zaniepokoiło i postanowiłam zobaczyć, jak zachowają się jego rodzice.
Kiedy rodzice mieli wrócić, wysprzątałam mieszkanie tak, że niejedna firma sprzątająca mogłaby pozazdrościć jakości mojej pracy. Przygotowałam pyszne jedzenie, upiekłam ciasto. A potem wróciłam do siebie, żeby nie przeszkadzać rodzinie.
Następnego dnia narzeczony przyszedł i powiedział, że jego mama jest bardzo niezadowolona z tego, jaka jestem gospodynią, mówiła, że gorszej nie widziała i że moje gotowanie jest okropne. Od razu zrozumiałam, że nie ma sensu tego wyjaśniać. Jeśli zła gospodyni to ta, która sprząta mieszkanie po bałaganie zostawionym przez „dobrą gospodynię”, to zawsze będą problemy. Zwłaszcza że mój ukochany stanął po stronie matki.
Rozstałam się z narzeczonym i odwołaliśmy ślub, bo nasze podejście do obowiązków domowych zupełnie się różniło, a z taką teściową nie chciałam mieć nic wspólnego.
