Wyszłam za mąż, gdy miałam 30 lat. Michał był ode mnie starszy o pięć lat. Przede mną był już żonaty i ma dwoje dzieci: chłopca i dziewczynkę. Nigdy nie mogłam sobie wyobrazić, że te dzieci zrujnują mi całe życie
Wyszłam za mąż, gdy miałam 30 lat. Michał był ode mnie starszy o pięć lat, przed naszym małżeństwem był już raz żonaty i ma dwoje dzieci: chłopca i dziewczynkę. Bardzo je kocha i poświęca im wiele uwagi. Po rozwodzie dzieci zostały z matką, a właściwie z babcią i dziadkiem.
Jego pierwsza żona nie bierze udziału w wychowywaniu dzieci. Nadal prowadzi nocne życie i odwiedza kluby. Michał bardzo żałuje swoich dzieci, dlatego na weekendy zaprasza je do nas. Regularnie płaci alimenty, kupuje im ubrania i produkty spożywcze.
Już na pierwszej randce Michał opowiedział mi o swojej niewiernej żonie i dzieciach. Nie widziałam w tym żadnego problemu. Wręcz przeciwnie, myślałam, że to dobrze, że jest takim troskliwym ojcem i nie zostawia dzieci samym sobie. Wydawało mi się, że tak samo będzie dbał o nasze przyszłe dzieci.
Od naszego ślubu minęły już cztery lata. Codziennie mówię mężowi, że chcę mieć dzieci. Czas ucieka, a potem może być już za późno. Michał za każdym razem odpowiada, że nie ma wystarczająco pieniędzy na kolejne dziecko. Dużo wydaje na dzieci z pierwszego małżeństwa.
Szczerze mówiąc, na początku mnie to nie irytowało. Dobrze traktuję jego dzieci. Ale nie chcę rezygnować z własnego szczęścia na rzecz ich dobrobytu. Mąż powinien zrozumieć, że ma teraz nową rodzinę. Oczywiście, powinien pomagać dzieciom z pierwszego małżeństwa, ale znać w tym umiar. On robi dla nich wszystko, a moje potrzeby są ignorowane. Jego dzieci niedługo skończą szkołę i pójdą na studia, co oznacza, że wszystkie nasze pieniądze pójdą na ich edukację. A co z ich matką? Co ona w tym czasie będzie robić?
To jest powód naszych ciągłych kłótni. Te dzieci nie są biednymi sierotami. Mają dziadków, babcie i w końcu matkę. Nie rozumiem, dlaczego Michał bierze na siebie praktycznie całkowite ich utrzymanie. Każdy weekend spędza z nimi. W dni robocze również prawie codziennie przychodzą do nas, przez co nawet po pracy nie mogę spokojnie odpocząć. Mówiłam mu o tym, ale na próżno – jak zawsze jestem na drugim miejscu.
Bardzo chcę mieć pełną rodzinę. Jestem zmęczona czekaniem, a Michał wcale nie chce się zmieniać. Nie wiem, co mam robić i jak dalej z nim żyć.
