Wyszłam za mąż, kiedy miałam 30 lat. Adam był ode mnie starszy o pięć lat. Przed naszym ślubem był już żonaty i miał dwoje dzieci: chłopca i dziewczynkę. Nigdy nie przypuszczałam, że te dzieci zrujnują mi całe życie
Wyszłam za mąż, kiedy miałam 30 lat. Adam był starszy ode mnie o pięć lat. Przed naszym małżeństwem był już żonaty i ma dwoje dzieci: chłopca i dziewczynkę. Bardzo ich kocha i poświęca im dużo uwagi. Gdy się rozwiedli, dzieci zostały z matką. Ale raczej z babcią i dziadkiem. Pierwsza żona mojego męża nie angażuje się w wychowanie dzieci. Nadal odwiedza nocne kluby. Mój mąż bardzo współczuje dzieciom, dlatego zabiera je do nas na weekendy. Regularnie płaci alimenty, ubiera dzieci i kupuje im jedzenie.
Już na pierwszej randce przyszły mąż opowiedział mi o niewiernej żonie i dzieciach, ale nie widziałam w tym problemu. Wręcz przeciwnie, pomyślałam: jaki troskliwy, nie zostawia dzieci z pierwszego małżeństwa na pastwę losu. Myślałam, że też będzie kochał nasze przyszłe dzieci.
Po naszym ślubie minęły już cztery lata. Codziennie mówię mężowi, że chcę mieć dzieci. Czas leci, a potem będzie za późno. On za każdym razem odpowiada mi, że nie ma wystarczająco pieniędzy na kolejne dziecko. Wydaje dużo pieniędzy na dzieci z pierwszego małżeństwa.
Szczerze mówiąc, to mnie nie denerwowało. Dobrze odnoszę się do jego dzieci. Ale nie chcę zmieniać swojego szczęścia na ich dobrobyt. I znowu, mąż powinien zrozumieć, że ma nową rodzinę, powinien pomagać dzieciom z pierwszego małżeństwa, ale też znać umiar. Innymi słowy, robi im dobrze, ale ignoruje moje pragnienia. Jego dzieci niedługo skończą szkołę i pójdą na dalszą naukę, więc całe pieniądze naszej rodziny będą szły na ich edukację. A co z ich matką? Co ona będzie robić w tym czasie?
Z tego powodu ciągle się kłócimy. To nie są biedne sieroty. Mają dziadków, babcię i w końcu matkę. Nie rozumiem, dlaczego bierze na siebie praktycznie całkowite ich utrzyman
Z tego powodu ciągle się kłócimy. To nie są biedne sieroty. Mają dziadków, babcię i w końcu matkę. Nie rozumiem, dlaczego bierze na siebie praktycznie całkowite ich utrzymanie. Każdy weekend spędza z nimi. W dni robocze oni także prawie co wieczór przychodzą do nas, nawet po pracy nie mogę spokojnie odpocząć. Mówiłam o tym mężowi, ale na próżno, jestem zawsze na drugim miejscu.
Bardzo chcę mieć własną pełną rodzinę, jestem zmęczona czekaniem, a Adam w ogóle nie chce się zmieniać. Nie wiem, co mam robić i jak dalej żyć z nim.
