Wyszłam za mąż w wieku osiemnastu lat i urodziłam dwoje dzieci. Zaniedbałam siebie, zajmując się rodziną. W końcu…

Z moim mężem znałam się jeszcze ze szkoły. Razem się uczyliśmy i później mieszkaliśmy w jednym mieście. Kiedy skończyłam osiemnaście lat, oświadczył mi się. Między nami było jasne i szczere uczucie, marzyliśmy o zbudowaniu przytulnego domu za miastem i o dzieciach. Mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu, a w weekendy odwiedzaliśmy rodziców. Moja teściowa to naprawdę wspaniała osoba.

Po dwóch latach kupiliśmy wymarzony kawałek ziemi i zaczęliśmy budowę. Potem urodziłam syna, a trzy lata później córkę. Teściowa cały czas nam pomagała. Uczyłam ukraińskiego w szkole, brałam dodatkową pracę do domu, zajmowałam się korepetycjami. Wychowywałam dzieci, zajmowałam się domem, poświęcałam czas każdemu członkowi rodziny.

Kiedy dzieci podrosły i zaczęły chodzić do przedszkola, ja kontynuowałam nauczanie w szkole. Chciałam zapewnić swoim dzieciom wszystko, co najlepsze. Na siebie wiecznie żałowałam pieniędzy, więc nie chodziłam do salonów, nie kupowałam modnych ubrań, wszystko miałam z rynku, ale dzieci miały wszystko, czego pragnęły. Nawet się nie malowałam i nie dbałam o włosy, bo można było na tym zaoszczędzić.

Kiedy się opamiętałam, przytyłam całe 10 kilogramów. Zaczęły krążyć plotki, że mąż mnie zdradza. Pewnego dnia przyszedł z pracy i zaczął pakować swoje rzeczy.

Rozwodzę się z tobą, za mieszkanie będę wam płacił — rzucił przez ramię.

Błagałam go, żeby nie podejmował pochopnych decyzji, namawiałam, żeby został, ale nie posłuchał mnie — po prostu odszedł. Zadzwoniłam do jego matki, skarżyłam się, a po godzinie przyszła do naszego domu i powiedziała:

Chodźmy.

Dokąd?

Zobaczysz.

Zabrała mnie do jednego z pobliskich centrów handlowych, rozejrzałam się — wokół sklepy z pięknymi ubraniami, butiki z torbami, biżuterią. Nigdy nie zwracałam na to uwagi. Trochę się przestraszyłam tego bogactwa. Teściowa oznajmiła, że zapłaci za wszystko, co wybiorę. W końcu kupiłam kosmetyki, ubrania, poszłam do salonu piękności i poczułam się naprawdę szczęśliwa i piękna.

Mąż odwiedza dzieci często, zauważył, jak się zmieniłam. Spodobały mu się te zmiany. Z czasem dał do zrozumienia, że jego uczucia jeszcze nie ostygły i żałuje swojej pochopnej decyzji o rozstaniu się z rodziną.

Zeszliśmy się ponownie. I wszystko dzięki teściowej. Gdyby nie ona, nie wiem, jak by to wszystko się skończyło. Zrozumiałam, że nie można nigdy zapominać o sobie. Nie można żałować pieniędzy na siebie. Teraz wizyty w salonie piękności stały się regularne. Podobam się nie tylko sobie, ale i innym.