Z impasu w relacjach z moją mamą pomogła mi wyjść teściowa

Nas w domu było dwoje – ja i moja młodsza siostra, Krystyna. Różnica wieku między nami to zaledwie półtora roku. Krystyna z charakteru jest jak mama numer dwa, a ja jestem bardziej podobna do ojca. Mama zawsze zajmowała najwyższą pozycję w hierarchii rodzinnej, tata nigdy jej nie sprzeciwiał, bo to byłoby po prostu bezcelowe – mama zawsze decydowała i postępowała po swojemu, nie licząc się z niczyim zdaniem, szczególnie moim i ojca.

Krystyna, kiedy skończyła czternaście lat, stała się prawdziwą podporą dla mamy, często z nią się konsultowała i, ku mojemu zdziwieniu, mama brała pod uwagę jej sugestie. Dotyczyło to oczywiście codziennych drobiazgów – co ugotować na kolację, gdzie pojechać na weekend, jakie tapety kupić itp. Mnie mama nigdy nie dopuszczała nawet do takich drobiazgów, zawsze stawiała za przykład moją siostrę – wzorową uczennicę i mądrą dziewczynę, która, jak mówiła mama, potrafiła osiągnąć swoje cele, jej następczynię.

Mama pracowała na wysokich stanowiskach w administracji miejskiej i jako kierownik dążyła do zarządzania wszędzie, nie tylko w swoim biurze. Między mną a Krystyną organizowała symboliczne “sparingi” – kto zajmie pierwsze miejsce na szkolnych olimpiadach, kto będzie miał lepsze oceny za semestr, kto lepiej upiecze świąteczny tort (na świątecznym stole zawsze były dwa torty, z których mój mama zawsze krytykowała). Kiedy byłyśmy małe, mama organizowała zawody, kto szybciej i lepiej pościeli łóżko, ubierze się, założy buty… I zawsze pochwały dostawała Krystyna, z dodatkiem krytyki w moją stronę:

— Widzisz, jest młodsza od ciebie, a zrobiła wszystko lepiej!

Mamie nie podobało się nic, co robiłam – źle umyte naczynia, źle ustawiony program pralki, niedokładnie odkurzone… Czasami doprowadzała mnie do łez, a widząc efekty swoich “wychowawczych” zasad, nie przestawała:

— Nic, popłaczesz i przestaniesz, potem w życiu będzie łatwiej!

Dziwne, ale to podział, który wprowadziła mama, nie wpłynął na moje relacje z siostrą. Chociaż cieszyła się z maminej pochwały, nigdy nie zdradzała, nie wystawiała mnie i nie dążyła do zdobycia kolejnej nagrody od mamy.

Nic się nie zmieniło w stosunku mamy do mnie nawet wtedy, gdy trzeba było zdecydować, gdzie pójść po szkole – za mnie wszystko zdecydowała mama, a Krystyna, jak chciała, poszła na studia prawnicze, po prostu informując mamę o swoim wyborze, który ta od razu poparła.

Na trzecim roku studiów zakochałam się w koledze z roku. Nasze relacje skrzętnie ukrywałam przed mamą, przyznałam się do nich dopiero po złożeniu wniosku o ślub w USC. Pchnęła nas do tego moja ciąża, ale ja i Szymon byliśmy bardzo szczęśliwi, że zostaniemy rodzicami. Gdy Szymon dowiedział się o dwóch kreskach na teście, od razu mi się oświadczył i przedstawił mnie swoim rodzicom jako narzeczoną. Mamy to nie ucieszyło, dodając do swoich komentarzy kilka mocnych słów na temat tego, że myślałam nie głową, a inną częścią ciała. Nie chciała też być na naszej skromnej ceremonii ślubnej…

Po skromnym weselu zamieszkaliśmy u rodziców Szymona. Pamiętam, że byłam w siódmym miesiącu ciąży, gdy teściowa zwróciła mi na coś uwagę. Czy to z powodu mojego stanu, czy czegoś innego, ale wpadłam w histerię, jakbym wróciła do relacji z moją mamą. Teściowa, widząc moją reakcję, przestraszyła się, zaczęła przepraszać, a potem cały wieczór siedziała obok mnie, głaszcząc mnie po głowie jak małą dziewczynkę.

Rozmawiałyśmy wtedy długo, opowiedziałam jej o moich problemach z mamą, o braku czułości i uwagi z jej strony, o “zawodach” z siostrą. Teściowa słuchała mnie ze współczuciem, a gdy skończyłam, powiedziała:

— Słuchaj, córeczko, teraz twoim zadaniem jest urodzić nam wnuka, a potem zajmiemy się tobą. Moja przyjaciółka ze szkoły jest psychologiem, wielu osobom pomogła, tobie też pomoże!

To była pierwsza tak poważna troska o mnie. Od tego dnia teściowa wzięła mnie pod swoje skrzydła, ganiąc swojego i mojego męża, gdy uważała, że mogli mnie czymś urazić. Mój mąż nawet się obrażał:

— Rozumiem wszystko, ale co się stało z mamą? Boję się nawet spojrzeć na ciebie, bo zaraz mama ocenia, czy dobrze.

Uśmiechałam się, a w duszy byłam szczęśliwa, że teściowa stała się dla mnie prawdziwą bliską osobą.

Ciążę przeszłam dobrze, urodziłam naszego pierworodnego, Daniela. Teściowa cieszyła się najbardziej ze wszystkich, a mama znów “zawiesiła się”, nie przyszła nawet na wypis ze szpitala, choć bardzo liczyłam, że takie wydarzenie jej nie umknie. Kiedy wyszłam z dzieckiem do holu i zobaczyłam, że jej nie ma, byłam zawiedziona, ale znów wsparła mnie teściowa:

— Dobra, nie ma powodu do zmartwień! Dziś mamy święto! Jedziemy do domu!

Miesiąc później teściowa przedstawiła mnie swojej przyjaciółce. Okazała się naprawdę świetnym specjalistą. Po dziesiątej sesji, Teresa dała mi zadanie:

— Nie tłum tego w sobie! Dzisiaj zadzwoń do mamy, umów się na spotkanie, szczegółów nie wyjaśniaj, a kiedy się spotkacie – powiedz jej wszystko, co uważasz za stosowne, lepiej wcześniej przemyśl, o czym będziesz mówić najpierw.

Szczerze mówiąc, czułam się niepewnie. Mama chyba to wyczuła po moim głosie, ale zgodziła się:

— Dobra, będę mieć pół godziny jutro po południu! Tylko bez spóźnień!

Spotkałyśmy się w kawiarni. Po kilku zdaniach mama przeszła do ataku:

— Co tam u ciebie, mów!

Zaczęłam mówić, starając się nie zgubić wątku i przypominając sobie rady Teresy. Mój głos stopniowo nabierał ostrości, widziałam po wyrazie twarzy mamy, że jest zdziwiona moją “zuchwałością”, nigdy wcześniej nie wyrażałam swojego zdania w taki sposób. Kilka razy próbowała mnie przerwać, ale nie dawałam za wygraną. Inni klienci kawiarni zaczęli się oglądać na nasz stolik. Kiedy skończyłam, mama krótko rzuciła:

— To wszystko?

Kiwałam głową, a ona kontynuowała:

— Nie dzwoń do mnie więcej, paskudna dziewucho!

Obelga wyrwana z ust mamy nawet mnie rozbawiła, uśmiechnęłam się, tak jak nigdy wcześniej – to była demonstracja mojej wolności i niezależności, poczułam, jakby wyrosły mi skrzydła. Mama była jeszcze bardziej zdenerwowana moim uśmiechem:

— Jeszcze się śmieje!

A ja, uśmiechając się jeszcze szerzej, odpowiedziałam:

— Tak, śmieję się, i nic nie możesz zrobić, by mi to zabrać! Do widzenia! Nie będę dzwonić, mam z kim rozmawiać!

Zostawiając zaskoczoną mamę w kawiarni, wyszłam na ulicę i zadzwoniłam do Teresy, żeby zdać raport. Pochwaliła mnie, mówiąc, że trochę przesadziłam, ale to nawet lepiej.

Z mamą nie rozmawiam już od kilku miesięcy i, wiecie, wcale mi tego nie brakuje. Krystyna czasami zaczyna o niej opowiadać, jakby chciała nas pogodzić, ale nie zrobię pierwszego kroku. Nigdy!