Zabrałam mamę do siebie, na stałe… Mama, dziękuję Ci, że jesteś – mam Cię…

Zabrałam mamę do siebie na stałe. Niczego wcześniej nie planując, po prostu pewnego dnia, z jednym workiem. W worku były rajstopy, kapcie z napisem “Najlepszej babci na świecie” (prezent od moich dzieci), ciepły szlafrok z koszulą nocną i jakieś etui na poduszkę.

Mama sama spakowała ten worek.

Teraz w moim domu mieszka już od trzech tygodni starsza pani w wieku około osiemdziesięciu lat. Chuda, z białą włosową chustką na głowie, w bawełnianych rajstopach ze ściągaczem na kostkach. Spaceruje po korytarzu, delikatnie przesuwając ciepłymi kapciami, ostrożnie zatrzymuje się przy drzwiach i unosi nogi, pokonując niewidzialne przeszkody. Uśmiecha się do psa na korytarzu. Słyszy niewidzialnych ludzi i opowiada mi codzienne nowinki od nich. Wstydzi się i dużo śpi.

Starannie gryzie kawałek czekolady (cały czas ktoś podsuwa jej czekoladę) i popija herbatę, trzymając kubek obiema rękami – jedna z rąk drży. Boi się utracić pierścień z cienkiej ręki i cały czas go sprawdza. Nagle zobaczyłem, jak stara i bezradna jest. Po prostu odpuszcza sobie, rozluźnia się i przestaje być dorosła. I całkowicie zaufała mi w każdym szczególe swojego życia. A najważniejsze jest dla niej, gdy jestem w domu. Wydycha spokojnie, kiedy wracam z ulicy, więc staram się nie wychodzić na długo.

I znów codziennie gotuję zupę na obiad, jak w dzieciństwie, na stole pojawiło się pudełko z ciastkami.

Co czuję? Na początku – strach. Była niezależna, przez trzy lata po śmierci taty chciała żyć sama. Rozumiem ją – po raz pierwszy w życiu, mając osiemdziesiąt lat, mama robiła to, co chciała. Ten cholerny wirus złamał moją mamę – dwa miesiące w domu zrobiły swoje, a psychika się zawaliła. Teraz czuję litość do tej delikatnej Istoty Wszechświata, miłość i czułość. Doskonale rozumiem, jak długo będziemy razem. Bardzo chcę, aby ta droga była dla niej szczęśliwa – z ukochaną córką, w cieple i komforcie. Z domowymi pierożkami i kotletami. Reszta dla mamy nie ma już znaczenia.

Teraz mam w domu osiemdziesięcioletnią córkę i jestem szczęśliwa, że Bóg dał mi możliwość uczynienia jej końca życia szczęśliwym, a moje przyszłe życie spokojnym,

bez cierpień duszy.

Mamo, dziękuję Ci, że jesteś u mnie.

Proszę, zostaw mnie dłużej…

*** Mila Miller