Zacząłem chodzić do psychologa i przestałem być zazdrosny o żonę. A ona uznała, że przestałem ją kochać. – Stałeś się wobec mnie obojętny! – krzyknęła Maria z pretensją. – Chodzisz do psychologa? Albo masz kochankę i dlatego mnie ignorujesz? Już mnie nie kochasz?

Całe życie byłem bardzo zazdrosnym człowiekiem. Po ślubie z Marią uczucie to tylko się nasiliło. Byłem zazdrosny o wszystkich: byłych partnerów, znajomych, kolegów z pracy. To mnie wykańczało i oczywiście negatywnie wpływało na nasz związek, ale nie potrafiłem sobie z tym poradzić.

Tysiąc razy obiecywałem Marii, że już tak nie będę. A potem wystarczyło, że spóźniła się z pracy o pół godziny albo na spotkaniu z przyjaciółmi uśmiechnęła się do któregoś ze wspólnych znajomych… i znowu traciłem panowanie nad sobą.

Po każdym wybuchu przepraszałem ją i wyznawałem miłość. Maria zawsze mi wybaczała, ale wiedziałem, że to nie może trwać wiecznie. Kiedyś się zmęczy i odejdzie.

W końcu postanowiłem skorzystać z pomocy psychologa. Sesje z nim okazały się dla mnie prawdziwym wybawieniem. Zaczęliśmy analizować moje lęki i brak pewności siebie. Zrozumiałem, że źródło mojej zazdrości tkwiło w moich własnych kompleksach.

To odkrycie było dla mnie przełomem. Zacząłem uczyć się ufać Marii i rozumieć, że kocha mnie takim, jakim jestem.

Po miesiącach pracy nad sobą nabrałem większej pewności siebie. Nauczyłem się radzić sobie z emocjami i nie przenosić ich na Marię, próbując ją kontrolować.

Okazało się jednak, że moja praca nad sobą wcale nie ucieszyła żony. Podczas jednej z kolacji zauważyłem, że wygląda na przygnębioną.

– Ostatnio wydajesz się ode mnie oddalony i chłodny – powiedziała, patrząc na stół. – W ogóle ze mną nie rozmawiasz.

– Kochanie, o czym ty mówisz? – zapytałem zdziwiony. – Po prostu stałem się trochę spokojniejszy.

– Ciekawe, dlaczego? – zapytała sarkastycznie. – Czy w ogóle mnie jeszcze kochasz?

Byłem zaskoczony jej pytaniem.

– Oczywiście, że cię kocham! – odpowiedziałem. – Po prostu… walczę ze swoją zazdrością. Przecież wiesz, że chodzę do psychologa właśnie dla ciebie. Żeby nasz związek był lepszy.

Ale najwyraźniej to jej nie uspokoiło. Wstała gwałtownie i zaczęła krzyczeć:

– Stałeś się obojętny! Chodzisz do psychologa albo masz kochankę i dlatego mnie ignorujesz. Już mnie nie kochasz, co?

– Maria, to tak nie działa! – odpowiedziałem spokojnie. – Kiedyś też myślałem, że zazdrość to oznaka miłości. Ale to nieprawda. Pracuję nad sobą, żeby być lepszym mężem dla ciebie.

– Tak, jasne! – prychnęła. – Tyle lat kochałeś i byłeś zazdrosny, i było dobrze. A teraz nagle doznałeś olśnienia i wszystko zrozumiałeś. Jeśli mnie nie kochasz, to powiedz wprost!

Spieranie się było bez sensu, więc zakończyłem rozmowę. Ale Maria nie dawała za wygraną. Z czasem zacząłem zauważać, że jakby celowo próbowała mnie sprowokować, żeby wzbudzić moją zazdrość.

Na przykład siedziałem na kanapie i czytałem książkę. Wtedy Maria weszła do pokoju i zaczęła rozmawiać przez telefon. Szybko zorientowałem się, że jej rozmówcą był mężczyzna. Zwykle w takich sytuacjach zaczynałem podsłuchiwać.

– Tak, Arturze – powiedziała ciepło. – Oczywiście, że pójdę na ten firmowy wieczór. Tak, tam się spotkamy.

Odkładając słuchawkę, spojrzała na mnie z ciekawością. Przypomniałem sobie wszystkie porady psychologa, wziąłem kilka głębokich oddechów i wróciłem do czytania, jakby nic się nie stało. Maria prychnęła i wyszła z pokoju.

Innym razem, będąc na działce u znajomych, na moich oczach zaczęła flirtować z naszym wspólnym, rozwiedzionym znajomym. Śmiała się z jego żartów i dotykała jego ramienia.

Trudno było mi na to nie reagować, więc wyszedłem do innego pokoju. Maria poszła za mną.

– Widzisz? – powiedziała. – Nic cię nie obchodzi! Kiedyś już byś szalał, a teraz jest ci wszystko jedno.

– Nie, nie jest mi wszystko jedno! – westchnąłem. – Ale wkładam ogromny wysiłek, żeby nasz związek był zdrowszy.

– A ja nie chcę zdrowego związku! – krzyknęła Maria. – Chcę, żeby wszystko było jak dawniej!

Teraz mam wątpliwości. Podobają mi się moje sesje z psychologiem. Podoba mi się, że jestem spokojniejszy i bardziej rozsądny.