Zaczęliśmy żyć osobno po tym, jak on zdecydował, że powinnam go rozpieszczać jak małe dziecko

Żyjemy razem z mężem już od dość długiego czasu. Wszystko było dobrze, żyliśmy zgodnie, prawie dusza w duszę. Były drobne kłótnie, ale niemal natychmiast je rozwiązywaliśmy. Jednak nagle coś się w nim zmieniło i postanowił, że to on jest głową rodziny. W naszej rodzinie będzie panował patriarchat, a nie równość. Że to ja powinnam zarabiać, a jednocześnie spełniać wszystkie jego kaprysy i robić wszystko w domu za niego.

To mnie wcale nie satysfakcjonowało. Dużo pracować, a potem wieczorem przechodzić na drugą zmianę w domu. Jako że jestem osobą niekonfliktową, aby uniknąć kłótni, postanowiłam na razie mu dogadać.

Robiłam to, ponieważ miała nadzieję, że trochę się poświęci, a potem wszystko wróci do normalnego życia. Ale się myliłam.

Doprowadziły mnie do szaleństwa jego głupie kaprysy i kłótnie, gdy cokolwiek nie szło tak, jak on chciał. Postawiłam go przed faktem, że od dzisiaj będziemy żyć osobno. Dokładniej mówiąc, w różnych pokojach. Wynajęliśmy dwupokojowe mieszkanie, więc mogliśmy żyć osobno, tak powiem. Teraz wszystko jest osobne. Jedzenie, sprzątanie, pranie. Rachunki za mieszkanie i media dzieliliśmy po równo. Oczywiście, bez wspólnego budżetu rodzinnego.

Żyliśmy tak przez miesiąc. Wiecie, podobało mi się to. Teraz mam dużo czasu dla siebie. Zawsze przygotowuję sobie niewiele, więc zawsze wystarczały mi proste dania. W końcu zapisałam się na kurs masażu, zrobiłam manicure, którego dawno nie robiłam. Pomalowałam włosy na nieco ciemniejszy odcień czekoladowy niż mój naturalny kolor. A na koniec miesiąca zostały mi nawet pieniądze, które odłożyłam.

Mąż natomiast żywi się półproduktami i makaronami. Wszystkim, co łatwe do przygotowania. Trochę schudł, ale nic strasznego. Jednak przestał sprzątać po sobie i robić pranie. Jeszcze trochę i będzie wyglądał na bezdomnego.

Nie wiem, jak długo jeszcze będziemy tak żyć, ale na razie wszystko mi odpowiada. Rozwód to zbyt radykalna metoda. Na razie niech sobie pomyśli. Może zrozumie, ile dla niego robię.