Zakazałem swojej żonie kontaktów z jej rodziną i uważam, że zrobiłem dobrze
Historia naszych relacji rodzinnych nie jest prosta. O wzajemność mojej żony, Natalii, starałem się przez kilka lat po tym, jak się poznaliśmy. Spotkaliśmy się na jednej z imprez, na którą przyszła z naszą wspólną znajomą, z którą chodziły do jednej klasy i nadal utrzymywały kontakt po szkole.
Uroda Natalii była subtelna, ale od razu zwróciła moją uwagę. Dziewczyna była bardzo naturalna, nie starała się nikomu przypodobać, po prostu była sobą, i to mnie w niej przyciągnęło. Moje próby nawiązania bliższej relacji przyjęła uprzejmie, ale bez entuzjazmu, dając do zrozumienia, że nie jest zainteresowana poważnymi związkami. Byłem zdezorientowany. W naszej grupie wszyscy byli w parach, tak jakoś się złożyło, a tu Natalia odrzuciła propozycję „chodzenia za rękę”, mówiąc banalnie: „Bądźmy po prostu przyjaciółmi”. Oczywiście, przyjaźń jest wspaniała, ale relacje w naszym wieku sugerowały coś więcej, a dlaczego zostałem odrzucony, było dla mnie zagadką.
Dowiedziałem się, że Natalia wychowała się w bardzo niekorzystnych warunkach. Jej rodzice byli bardzo płodni, ona była najstarszym dzieckiem, a po niej urodziło się jeszcze troje – siostra i dwóch braci. Alkohol był głównym celem w życiu jej rodziców, determinował wszystkie wydatki, sposób spędzania czasu i stosunek do dzieci. Dziwiłem się, jak w takich warunkach Natalia mogła wyrosnąć na taką osobę.
Kiedyś, odprowadzając ją do domu, otworzyłem się przed nią i wyznałem, że nie jest mi obojętna, prosząc o wzajemność. Natalia taktownie przeprosiła i, w duchu szczerości, opowiedziała o życiu swojej rodziny. Powiedziała, że nie może po prostu porzucić swojej siostry i braci, prosząc, bym nie naciskał i nie wymagał jednoznacznej odpowiedzi. Nie miałem zamiaru tego robić i obiecałem czekać, aż będzie mogła powiedzieć „tak”. Byłem pewien, że prędzej czy później to nastąpi. Natalia smutno się uśmiechnęła i podziękowała za zrozumienie.
Od tamtej rozmowy minęły prawie dwa lata. Utrzymywaliśmy neutralno-przyjacielskie relacje, co czasami wywoływało ironiczne uśmiechy w naszej grupie. Aż pewnego razu, po jednej z imprez, Natalia zadzwoniła i poprosiła, bym natychmiast przyjechał.
Byłem u niej w pół godziny, i, dzięki Bogu, na czas. Drzwi do ich mieszkania były otwarte. Wszedłem i musiałem uspokajać pijaną matkę Natalii, która rzucała się na nią, a potem odpierać ataki ojca – krzyczeli, że Natalia jest winna ciąży młodszej siostry, która miała wtedy ledwo szesnaście lat, bo jej nie dopilnowała! Agresja rodziców nie pozostawiała wyboru – zabrałem Natalię ze sobą i tego samego wieczoru przedstawiłem moim rodzicom jako swoją narzeczoną.
Moi rodzice wiedzieli o moich uczuciach i nie byli zaskoczeni pojawieniem się Natalii, choć było to dla nich niespodzianką. Niemniej jednak przyjęli ją i zrobili wszystko, by czuła się w naszym domu komfortowo.
Po takim zwrocie sytuacji naturalnie pojawiło się pytanie o nasze relacje, i Natalia zgodziła się zostać moją żoną. Ślub postanowiliśmy zrobić bez rozmachu, ograniczyliśmy się do ślubu cywilnego i skromnej uroczystości w domu. Rodziców Natalii, z oczywistych powodów, nie zaprosiliśmy. Wydawało się, że nie interesowała ich dalsza losy córki – odeszła jak jej młodsza siostra, i chwała Bogu!
Pod względem materialnym mieliśmy się dobrze. Moi rodzice dali nam mieszkanie po babci, które stało puste przez kilka lat, a pracowaliśmy w firmie ojca. Pracowaliśmy sumiennie, choć z pewnymi ulgami, więc tata nie skąpił nam wynagrodzenia.
Około rok po ślubie Natalia zaszła w ciążę. Widać było, że chciała odwiedzić swoich rodziców i braci, aby opowiedzieć im o zmianach w swoim życiu i oznajmić, że wkrótce zostaną dziadkami. Podczas naszego wspólnego życia Natalia odwykła od atmosfery panującej w jej domu. Pojechaliśmy razem, a Natalia znowu zanurzyła się w tamten świat.
Rodzice, widząc swoją najstarszą córkę w dobrym zdrowiu i szybko oceniając, że ma pieniądze, natychmiast zaczęli żądać od niej pomocy, zarówno dla siebie, jak i dla jej braci, którzy mieli wtedy trzynaście i czternaście lat. Odmowa była trudna, więc Natalia dała ojcu wszystkie pieniądze, jakie miała w portfelu, obiecując przyjechać za kilka dni z jedzeniem i ubraniami.
Wizyta u rodziny żony była dla mnie nieprzyjemna. Dla mnie było oczywiste, że będą od nas wyłudzać pieniądze, ale nie mieliśmy innego wyjścia. Kiedy wróciliśmy po dwóch dniach z torbami pełnymi zakupów, w mieszkaniu oprócz rodziców było jeszcze kilku ich pijanych znajomych – przepijali pieniądze, które zostawiła Natalia, śmiejąc się z jej naiwności. To był dla Natalii cios, poczuła się źle, szybko wezwałem karetkę i, zostawiając to, co przynieśliśmy, pojechałem za żoną do miejskiej ginekologii.
Karetka przyjechała na czas, udało się uratować dziecko. Natalia spędziła w szpitalu dwa tygodnie, a po wypisie zabroniłem jej jakichkolwiek kontaktów z rodziną, prosząc, by pomyślała o naszym dziecku.
Siedem miesięcy później urodziła się nasza córka, która od małego była bardzo podobna do swojej mamy. Po pewnym czasie Natalia znów zaczęła myśleć o rodzinie i poprosiła o pomoc w ułożeniu życia braci. Musieliśmy znaleźć jakiś kompromis, więc obiecałem, że zadbam o edukację braci i dalsze ich wsparcie w zamian za obietnicę, że nie będzie się spotykać z rodzicami. To było dla Natalii trudne, ale zgodziła się.
Teraz Dymitr i Sergiusz studiują na uniwersytecie w sąsiednim mieście. Z wdzięcznością przyjęli naszą pomoc i, zamieszkawszy w akademiku, w końcu oderwali się od alkoholowych rodziców. Mam nadzieję, że bracia pomyślnie ukończą studia i staną na nogi. Los ich rodziców jest przewidywalny. Być może będą domagać się, byśmy się nimi zajęli na starość, ale jedyne, na co się zgodzę, to umieszczenie ich w odpowiednim specjalistycznym ośrodku, bo sami nie poradzą sobie ze swoimi problemami, a nie pozwolę, by nas w nie wciągnęli.
