Zapytałam go, dlaczego tak postąpił, na co usłyszałam, że było mu bardzo wstyd przed rodzicami za sytuację z córką, gdy chcieli nam pomóc
Po narodzinach pierwszego dziecka postanowiliśmy z mężem, że naszą córkę będziemy wychowywać sami, bez pomocy babć i dziadków.
Po wyjściu ze szpitala rodzice mojego męża odwiedzili nas w domu. Nosili na rękach naszą córkę, Małgosię, i mówili, że będą często przychodzić, żeby nam pomagać. Wtedy grzecznie i taktownie wyjaśniliśmy im, że w razie potrzeby zwrócimy się do nich o pomoc. Byli rozczarowani, ale nie protestowali.
Kilka dni później przyjechali moi rodzice, a sytuacja się powtórzyła. Tym razem jednak nie potrafiłam powiedzieć im, że nie potrzebujemy ich pomocy. W końcu to moi rodzice. Mąż milczał.
Po kilku latach wróciliśmy do domu już z naszym synkiem. Na wyjściu ze szpitala podeszli do nas rodzice męża, aby pogratulować nam narodzin syna, a mąż od razu powiedział, że będziemy wdzięczni za ich pomoc.
Zapytałam go wtedy, dlaczego tak zrobił, na co odpowiedział, że było mu bardzo wstyd za tamten przypadek, gdy odmówiliśmy pomocy jego rodzicom po narodzinach córki. Powiedział, że jeśli moi rodzice mogą pomagać, to jego rodzice również mają do tego prawo. Dodał też, że jeśli sprzeciwię się pomocy jego rodziców, to i moi nie powinni pomagać.
Zrozumiałam, jak bardzo go wtedy zraniłam, i od tego momentu zaczęłam bardziej go słuchać i zawsze pytać o jego zdanie.
Ustaliliśmy z rodzicami i teściami, że będą na zmianę opiekować się wnukami i przychodzić do nas w weekendy. Dla nich to radość, a my z mężem mamy czas, by gdzieś razem wyjść i odpocząć.
