Zaraz po ślubie mąż dawał mi pieniądze na wszystko — jedzenie, opłaty, moje potrzeby. Ale potem wszystko się zmieniło. Teraz za każdym razem, gdy muszę coś kupić, robię listę, pokazuję ją mężowi i dopiero wtedy dostaję pieniądze — dokładnie tyle, ile potrzeba, ani grosza więcej. Bardzo żałuję, że posłuchałam męża i zrezygnowałam z pracy

Każda kobieta marzy, by znaleźć dobrego męża, który ją utrzyma. Ale teraz wiem na pewno, że niezależnie od wszystkiego kobieta powinna sama zarabiać pieniądze. Jak to mówią — nie zrozumiesz, dopóki sama nie doświadczysz.

Od dziecka zawsze starałam się mieć swoje pieniądze. Część tego, co dawała mi mama do szkoły, odkładałam, a potem kupowałam jej drobne prezenty na święta. Nawet kiedy poszłam do college’u, starałam się nie wydawać całego stypendium i dorabiałam jako kelnerka w kawiarni. Po studiach znalazłam dobrą pracę — byłam menadżerką sprzedaży nieruchomości. Jako nowicjuszka musiałam zostawać po godzinach i uczyć się wszystkich szczegółów zawodu.

Praca przynosiła mi spore dochody. Mogłam sobie pozwolić na drogie rzeczy, dobre jedzenie i zagraniczne podróże. Pewnego razu poznałam Aleksandra — dość zamożnego młodego mężczyznę, który chciał kupić mieszkanie. Znalazłam mu to, o czym marzył — duże, trzypokojowe w centrum miasta.

Od tego momentu zaczęliśmy się spotykać. Rozumieliśmy się bardzo dobrze. Bardzo szybko zdecydowaliśmy się sformalizować nasz związek. Byłam przeszczęśliwa — kto nie marzy o udanym małżeństwie?

Wzięliśmy dość wystawny ślub, pieniędzy nam nie brakowało, oboje dużo pracowaliśmy. Tyle tylko, że rzadko się widywaliśmy — wracałam do domu przed dziesiątą wieczorem, a gotować musiałam nocą albo wcześnie rano. Aleksandrowi to się nie podobało, bo sam był zapracowany i chciał, żebym po powrocie do domu spędzała z nim więcej czasu.

Dlatego Aleksander zaproponował, żebym zrezygnowała z pracy i zajęła się domem. Od dziecka byłam samodzielna i nie lubiłam prosić kogokolwiek o pieniądze, więc długo się wahałam.

Z jednej strony — stracę pracę i będę musiała prosić męża o pieniądze, z drugiej — spędzimy razem więcej czasu.

Po długich namowach i kuszących propozycjach męża w końcu się zgodziłam — wybrałam ukochanego i opiekę nad nim. Wtedy mąż był zadowolony, dawał mi pieniądze na wszystko — jedzenie, rachunki, moje potrzeby. Co prawda zawsze prosił o paragony do rozliczenia wydatków domowych. Wtedy mnie to nie martwiło.

Po jakimś czasie Aleksander zaczął mnie oskarżać o rozrzutność. Mówił, że za dużo wydałam w danym miesiącu. W takich chwilach bardzo żałowałam, że zrezygnowałam z pracy. Potem było już tylko gorzej — musiałam tłumaczyć się z każdej wydanej złotówki jak małe dziecko. To mnie strasznie irytowało. Coraz bardziej chciałam wrócić do pracy. Ale gdy mówiłam o tym mężowi, odpowiadał tylko: „Po prostu powiedz, co chcesz kupić, a ja ci dam pieniądze”.

Za każdym razem, gdy musiałam coś kupić, robiłam listę, pokazywałam ją mężowi i dopiero wtedy dostawałam pieniądze — dokładnie tyle, ile było potrzeba, ani grosza więcej.

Potem zaczął jeszcze dopytywać, po co mi dana rzecz. Za każdym razem musiałam się tłumaczyć — co zamierzam kupić, po co, i ile to kosztuje.

Tak dłużej nie mogę. Nie jestem przyzwyczajona do takiego życia. Nie wiem, co powinnam zrobić — odejść od męża, póki nie jest za późno, znaleźć pracę i sama decydować o swoich pieniądzach, czy zostać z Aleksandrem i pogodzić się z jego kaprysami? Może wiele kobiet marzy o takim życiu, ale ja nie chcę tak żyć.