“Zawsze w tym czasie odpoczywam nad morzem, a reszta to wasz problem” – oznajmiła moja teściowa
Zawsze traktuję ludzi tak, jak oni traktują mnie, bez względu na wiek, wykształcenie czy status społeczny. Jeśli ktoś podchodzi do mnie z całym sercem, to ja również nie będę chować urazy.
Dotyczy to również krewnych. Mam brata i siostrę. Z bratem mamy świetne relacje, wiele razy ratowaliśmy się nawzajem, wspieraliśmy i byliśmy obok siebie w ważnych chwilach.
On nigdy nie udawał, zawsze był gotowy pomóc i nigdy nie próbował manipulować, aby zyskać. Ale z siostrą jest inna historia. Zawsze starała się działać podstępnie, kombinować, żeby było jej dobrze, jechać na czyimś grzbiecie.
Z nią nie mam żadnych relacji, po prostu ją ignoruję. Kiedy kilka razy wpadła w tarapaty przez swoje kombinacje, nawet nie kiwnęłam palcem, aby jej pomóc.
Ona nigdy mi nie pomogła, a każdą moją pomyłkę próbowała wykorzystać na swoją korzyść. Dlatego zasłużyła na takie traktowanie.
Rodzicom oczywiście nie podobała się moja kategoryczność. Mówili mi, że powinnam być bardziej wyrozumiała dla rodziny, bo to najbliżsi ludzie, ale ja uważam inaczej.
Więzy krwi wiążą się z dodatkową odpowiedzialnością, od bliskich wymaga się więcej niż od znajomych czy nawet przyjaciół. A jeśli rodzina tego nie rozumie, to już nie moje problemy.
Podobna historia wydarzyła się z teściową. Początkowo mieliśmy normalne relacje. Niczego od siebie szczególnie nie potrzebowaliśmy, więc nasze kontakty były poprawne.
Nie pouczała mnie, jak żyć, nie wtrącała się w nasze relacje z mężem, podlewała kwiaty, kiedy musieliśmy wyjechać na dłużej. My pomagaliśmy jej w domu, kiedy było trzeba, wspieraliśmy finansowo, bo była na emeryturze, a ciężko jest dobrze żyć z emerytury.
Ten balans trwał cztery lata. Urodziłam dziecko, oddaliśmy je do przedszkola, ale wtedy pojawiła się sytuacja, w której potrzebowaliśmy pomocy teściowej.
Przedszkole zamknęło się na remont po zaledwie dwóch miesiącach. Doświadczeni rodzice szybko znaleźli zastępcze przedszkole, a my za późno się zorientowaliśmy i nie było już miejsc.
Mogliśmy wozić dziecko na drugi koniec miasta, ale nie mieliśmy na to czasu. Mogliśmy odwieźć je tam, ale nie zdążylibyśmy odebrać na czas. Trzeba by było wcześniej wychodzić z pracy, co nie spodobałoby się naszemu szefowi.
Postanowiliśmy poprosić teściową, żeby przez miesiąc odbierała wnuka z przedszkola, a potem miałabym urlop i zawiozłabym syna do moich rodziców do innego miasta.
Oni nie mogli przyjechać, a i podróż w taką upał byłaby dla nich ciężka. Ustaliliśmy, że zawiozę wnuka do nich, a mąż przyjedzie po niego pod koniec lata. Ale musieliśmy jakoś wytrzymać ten miesiąc do mojego urlopu.
Z tym prośbą poszliśmy do teściowej. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się odmowy. Do niej przedszkole było blisko, tylko trzy przystanki autobusem, a my byśmy już syna od niej odbierali. Nie musiała nic robić, tylko odebrać dziecko, poczekać godzinę, a potem oddać je nam. Jak dla mnie, to nic trudnego, nie musiała przecież pilnować go cały dzień.
Ale teściowa kategorycznie odmówiła. Powód był prosty – miała swoje plany na ten miesiąc.
– Zawsze w tym czasie odpoczywam nad morzem, a reszta to już wasze problemy – oznajmiła.
Od razu pojawiły się dwa pytania: co, morze zniknie za miesiąc? A po drugie – czy to nie my z mężem opłacamy te wyjazdy nad morze?
Teściowa skrzywiła się i oznajmiła, że nie zamierza rezygnować ze swoich zwyczajów, za miesiąc będzie jej już niewygodnie nad morzem, a jechać później, na sezon aksamitny, nie chce.
No cóż, musieliśmy rozczarować teściową, że w tym roku nie pomożemy jej z wyjazdem nad morze. Pieniądze, które mogliśmy przeznaczyć na jej wakacje, wydamy na nianię, która będzie odbierać dziecko z przedszkola, skoro nie ma nikogo innego.
Ach, jak teściowa się oburzyła, aż się zapieniła. Oznajmiła, że takie podejście w rodzinie jest nie do przyjęcia. Zgodziłam się z nią w pełni.
– Nie, miałam na myśli, że nie można w rodzinie żyć według zasady “ty mi – ja tobie”. Co to za manipulacje? – oburzała się teściowa.
Nie ma manipulacji. Po prostu nagle pojawił się problem, który trzeba rozwiązać pieniędzmi, tyle. No i jeszcze zrobię sobie notatkę na przyszłość.
Poszliśmy z mężem szukać niani dla dziecka, a teściowa całą noc wysyłała wiadomości do męża, narzekając, jaki to jest zły. Ale nic to nie zmieniło. Uważam, że postąpiliśmy słusznie.
