Zosia była pewna, że to jej mama z nieba zesłała Magdę. Mała dziewczynka zrobiła wszystko, aby ona i jej tata się ze sobą związali

– Babciu, a kiedy mama z tatą przyjadą? – Zosia stała obok i uważnie obserwowała, jak babcia przewraca kolejny naleśnik. – Dlaczego płaczesz?

– Bo niedługo odjedziesz ode mnie.

– Przecież będę przyjeżdżać. I mnie też chce się płakać. – Zosia wybiegła do pokoju.

– Mówiłem, że trzeba było od razu powiedzieć. – dziadek odłożył na talerz niedojedzony naleśnik i smutno odwrócił się do okna.

– Aleksandrze, to ojciec powinien zdecydować, kiedy powiedzieć córce. – Halina wytarła oczy rogiem ściereczki. – Ach, co za nieszczęście.

W nocy Zosi przyśniła się mama. Coś mówiła, a potem odeszła. Zosia płakała, wołała ją i nie mogła jej dogonić.

– Cii… To był tylko sen. Wszystko w porządku. – babcia siedziała na skraju łóżka w nocnej koszuli, głaszcząc Zosię i uspokajając ją.

– Ma-a-ma. Ona odeszła. Nie mogłam jej dogonić… – szlochała Zosia. – Chcę do mamy…

Kiedy rano Zosia mieszała łyżką kaszę na talerzu, przyjechał tata. Zosia wyskoczyła zza stołu i z krzykiem rzuciła się do niego. Tata wziął ją na ręce, przytulił, ale Zosia wyglądała za jego plecy, jednak mamy tam nie było.

– Mama czeka na mnie w domu? – zapytała z nadzieją.

– Nie, słoneczko. Przepraszam, trzeba było ci od razu powiedzieć. – Tata postawił Zosię na podłodze, nie patrząc jej w oczy. – Mama… została aniołem.

– A co ze mną? – Zosia w końcu zrozumiała, że mamy już nie będzie.

Miała dopiero sześć lat, ale zauważała, jak często babcia i dziadek coś szeptali. Babcia często płakała i nazywała Zosię sierotką. Tata nagle stał się smutny i milczący, zupełnie niepodobny do siebie. Dlatego wysłali ją do babci.

Zosia czekała na wyjaśnienia, ale ich nie było. Powoli poszła do swojego małego pokoju, przytuliła ulubionego zajączka, podarowanego przez mamę, zwinęła się w kłębek na łóżku i zaczęła płakać, jak we śnie. Słyszała, że tata usiadł obok na łóżku i głaskał ją po plecach. Powoli uspokoiła się, wypłakała i zasnęła.

Dopiero kilka lat później ojciec opowiedział jej o wypadku, w którym zginęła jej mama razem z przyjaciółką.

Zosia nic nie pamiętała. Bawiła się w ogrodzie z Pawłem, synem przyjaciółki mamy. Był starszy od niej o dwa lata. Nie widziała, jak ojciec odebrał telefon, jak pobladł na twarzy i gdzieś pojechał. Pamiętała tylko, że płakała, bo nagle odwołano święto, a Paweł już nie chciał się bawić. Wracali z ojcem do miasta i tata milczał przez całą drogę.

– Aleksandrze, może najpierw przyjadę do was? Jak sobie poradzicie sami? – martwiła się babcia.

– Nie, mamo, i tak musimy przyzwyczaić się żyć we dwoje. – Ojciec zabrał torby z rzeczami córki i zaniósł je do samochodu.

Całą drogę Zosia miała nadzieję, że gdy wróci do domu, mama ją przywita i przytuli. Z bijącym sercem weszła do mieszkania. Tata pochował rzeczy mamy.

Minął rok.

Pewnego razu odwiedziła ich koleżanka taty. Przedstawił ją Zosi. Wysoka, szczupła, z prostymi ciemnymi włosami, które przypominały atlasowy jedwab. Zosi się nie spodobała. Bił od niej chłód, a jej uśmiech nie ocieplał atmosfery. Kiedy tata położył Zosię spać, koleżanka jeszcze nie wyszła.

W nocy Zosia poszła do toalety. Zwykle tata zostawiał w przedpokoju włączoną lampkę, żeby się nie bała, ale tym razem zapomniał. Zosia wspięła się na stołek i zapaliła światło. Na wieszaku wisiał płaszcz koleżanki, a na podłodze stały jej długie kozaki, które opadły na pół. Zosia kopnęła je, a one upadły w różne strony. Z poczuciem satysfakcji wróciła do łóżka.

Koleżanka jeszcze kilka razy przychodziła do nich w gości. Zosia złościła się, była zazdrosna i w końcu urządziła scenę z płaczem i groźbą ucieczki z domu, jeśli tata jej, Zosi, nie kocha. Naprawdę by uciekła, gdyby na dworze nie było tak ciemno i zimno. W nocy Zosia nie zobaczyła długich butów w przedpokoju. Na podłodze zostały tylko brudne ślady. Wieczorem padał deszcz.

Rano niezadowolony tata obudził Zosię, pospieszając ją, żeby szybciej się ubierała. Samochód nie odpalił. Musieli biec na przystanek autobusowy. Zosia potykała się, ale tata mocno trzymał ją za rękę. Wcześniej powiedziałby, że Zosia jest niezdarna jak niedźwiadek. Teraz rzucił zirytowanym tonem, że jest niezgrabna jak niedźwiedź. Zosia milczała i starała się ze wszystkich sił nie rozpłakać z powodu tej uwagi.

W autobusie było dużo ludzi i ciasno. Tata posadził Zosię naprzeciw dziewczyny, której okrągłe kolana stykały się z jej drobnymi, chudymi kolanami. Po ramionach dziewczyny spływały puszyste loki, a na głowie miała śmieszną beretkę.

Jaskrawo czerwoną, zakrywającą połowę czoła i sterczącą jak talerz. Zosia wpatrywała się w dziewczynę szeroko otwartymi oczami. Dziewczyna nie siedziała przy oknie, więc poza nią nie było nic ciekawego do oglądania.

Ona również czasami zerkała na Zosię. Jej oczy uśmiechały się, a na policzkach raz pojawiały się, raz znikały dołeczki.

Na następnym przystanku Zosia z tatą wysiedli z autobusu. Przez chwilę, przez otwarte drzwi, Zosia znowu zobaczyła dziewczynę. Pomachała jej ręką. Jednak w następnej chwili drzwi się zamknęły, a dziewczyna odjechała.

Cały dzień Zosia myślała o tych puszystych lokach, śmiesznej beretce i dołeczkach na policzkach. Wieczorem zapytała tatę, czy spodobała mu się dziewczyna w autobusie.

– Jaka dziewczyna? – tata nawet nie oderwał wzroku od komputera.

– W czerwonej beretce. Nie mogłeś jej nie zauważyć. – nalegała Zosia.

– Mówisz o tej pulchnej dziewczynie? Nie przeszkadzaj mi, muszę coś pilnie zrobić – odpowiedział, pisząc dalej na klawiaturze.

– Ona nie jest gruba, tylko puszysta. – Zosia obrażona odeszła od taty.

– No tak, puszysta – powtórzył mechanicznie tata.

Następnego dnia jechali do przedszkola samochodem. Koleżanka taty więcej nie pojawiła się u nich w domu. Po deszczowej jesieni nadeszła śnieżna zima. Codziennie rano Zosia marzyła, żeby samochód znów nie odpalił, i żeby mogli pojechać autobusem. Marzyła, by znów spotkać tę puszystą dziewczynę. Ale samochód, jak na złość, odpalał za każdym razem.

Czy Zosia bardzo chciała, czy może ktoś z góry ją usłyszał i postanowił pomóc, pewnego dnia samochód znów nie odpalił. Zosia ucieszyła się, ale tata zamówił taksówkę. Dopiero wracając z przedszkola, wsiedli do autobusu. Tata wziął Zosię na ręce, żeby nie została zgnieciona przez tłum ludzi w autobusie.

– Proszę usiąść – usłyszała Zosia dźwięczny głos, odwróciła głowę i aż zarumieniła się ze szczęścia.
Poznałaby to okrągłe oblicze, uśmiechnięte oczy i dołeczki na policzkach z tysiąca innych. Tym razem jednak dziewczyna nie miała na sobie śmiesznej beretki, a wełnianą czapkę, spod której sterczały drobne loki.

Tata posadził Zosię na siedzeniu, a dziewczyna stanęła obok niego.

– Tato, tato – wołała Zosia, ciągnąc tatę za rękaw.

– Co? – tata nachylił się do niej na tyle, na ile pozwalał tłok w autobusie.

– To ona – powiedziała Zosia, widząc niezrozumiały wyraz twarzy taty. – No ta, puszysta dziewczyna.

Tata z niechęcią wyprostował się, ale jednak spojrzał na czubek czapki obok. Na następnym przystanku pasażerowie zaczęli przepychać się do wyjścia, tłocząc tatę i dziewczynę do siebie.

Tata przepraszał, dziewczyna uśmiechała się w odpowiedzi, a Zosia nie mogła określić, kto z nich wyglądał bardziej zadowolony.

– Mam na imię Zosia. A pani? – Zosia postanowiła nie przegapić okazji do rozmowy.

– Magda – odpowiedziała dziewczyna, uśmiechając się.

– A mój tata ma na imię Aleksander.

– Miło mi – powiedziała Magda, podnosząc wzrok na Aleksandra.

Tata wyglądał na zakłopotanego, jakby przepraszał za śmiałość Zosi.

– A pani jest mężatką? – zapytała Zosia, patrząc z nadzieją na Magdę.

– Przestań. Tak się nie rozmawia z dorosłymi. – Tata spojrzał na Zosię surowo.

Zosia spuściła wzrok. Magda nachyliła się do niej, poważnie i cicho powiedziała: – Nie, nie jestem mężatką.

Serce Zosi zaczęło bić szybciej z radości. Chciała powiedzieć coś ważnego, ale tata już popychał ją do wyjścia. Na dworze zauważył łzy w oczach córki, zaniepokoił się i zaczął pytać, co się stało. Zosia płakała i kręciła głową.

Wieczorem tata skarcił Zosię za jej zachowanie w autobusie.

– Jest podobna do mamy. A twoja chuda koleżanka – nie. – Zosia tupnęła nogą z uporem. – A tobie się nie podoba, bo jest gruba.

– Puszysta – poprawił ją tata. – Nie można tak po prostu zmusić kogoś, by został twoją mamą. Ona może mieć swoje plany, męża i dzieci. Nie znasz jej. A ja… Mama jest tylko jedna.

– Ale przecież jej nie ma! Nie ma! – Zosia pobiegła do łazienki i zamknęła się tam.

– Zosiu, otwórz. Obiecuję, że jeśli ją jeszcze spotkamy…

– Cały czas jeździmy samochodem. Jak mamy ją spotkać? – Zosia otworzyła drzwi.

W sobotni poranek pojechali z tatą samochodem do centrum handlowego. Zosia patrzyła przez okno. Nagle zauważyła znajomą twarz.

– Tato! Zatrzymaj się! – zawołała, patrząc w tył.

Zgrzytnęły hamulce, samochód zatrzymał się przy chodniku.

– Co? Co się stało? – zapytał zaniepokojony tata, ale Zosia nie odpowiedziała.

Otworzyła drzwi, wyszła z samochodu i pobiegła do przodu.

– Magda! – Zosia wpadła na nią, wtuliła się w jej brzuch, a potem podniosła szczęśliwą twarz.

Magda również uśmiechała się radośnie do niej.

– Proszę mi wybaczyć. Zosia uroiła sobie, że jest pani podobna do jej mamy. – zabrzmiał zakłopotany głos taty.

Zosia nadal przytulała się do Magdy.

– To ja przepraszam. Czekałam na was z Zosią. Myślałam, że może znów gdzieś pojedziecie autobusem i spotkamy się na przystanku. A wy, jak się okazuje, jeździcie samochodem. – wyznała Magda bez ogródek. – Zrozumiałam, że Zosia nie ma mamy. Cały czas o niej myślałam – powiedziała szczerze i bez zakłopotania Magda.

– A może pojedzie pani z nami? Po co stoimy na środku ulicy? – Aleksander spojrzał na Magdę z nadzieją.

– Spędzili razem wesoły czas. Tata po raz pierwszy dużo się uśmiechał i żartował, jak dawniej. A Magda wcale nie była gruba. Puszyste loki i obszerne palto sprawiały takie wrażenie. Ale też nie była tak chuda, jak koleżanka taty.

Teraz, gdy Zosia wstawała w nocy do toalety, zawsze sprawdzała, czy na wieszaku wisi płaszcz Magdy. Czy nie była snem. I zasypiała szczęśliwa. Przecież teraz ma mamę.

Swoją pierwszą mamę pamiętała i kochała. Ale ona stała się aniołem. Zosia była pewna, że to właśnie ona spowodowała awarię samochodu i zaaranżowała spotkanie z Magdą. Bo życie toczy się dalej. A dziewczynce, która dorasta, potrzebna jest osoba, z którą można dzielić się kobiecymi sekretami.