Zostając sam z trójką dzieci w wieku 50 lat, tata stracił wiarę w małżeństwo. Jednak życie miało dla niego jeszcze niespodzianki
Wiele osób uważa, że rozwiedzeni mężczyźni lub kobiety z dziećmi nie mają szans na ponowne znalezienie miłości. Jakby nikt nie chciał wziąć na siebie takiej odpowiedzialności. Ale to nie jest nasza historia. Bo mój tata ożenił się po raz drugi w wieku 53 lat, mając troje dzieci z pierwszego małżeństwa. Nasza macocha okazała się wspaniałą osobą. Pokochała nas i wychowywała jak własne dzieci.
Mój tata bardzo kochał mnie i mamę. Choć dużo pracował, zawsze znajdował czas dla mnie i pomagał mamie w domu, bo rozumiał, jak jej ciężko. Jednak po 10 latach małżeństwa mama ponownie zaszła w ciążę. USG wykazało, że nosi pod sercem bliźnięta. Biorąc pod uwagę jej wiek, lekarz zalecał aborcję, bo nie był pewien, czy mama zdoła donosić i urodzić bliźnięta w wieku 45 lat.
Ale mama zignorowała ostrzeżenia lekarza. Po 9 miesiącach urodziła moich dwóch braciszków. Oczywiście, że teraz było jej o wiele trudniej. Mimo pracy, tata starał się jak mógł ułatwić mamie codzienne obowiązki. Ale psychicznie mamie było coraz trudniej, czuła się wyczerpana i zaczęły się kłótnie z tatą. Z nieznanych nam powodów poświęcała chłopcom mniej uwagi. Z czasem jej zaangażowanie malało. A potem zrobiła coś, czego nikt z nas nie mógł zrozumieć.
Tata rozumiał, że z trójką dzieci było jej trudniej, niż kiedy byłam tylko ja. Dlatego nalegał, aby w któryś z weekendów, kiedy jest w domu i nie pracuje, mogła oderwać się od domowych obowiązków i spotkać się z koleżankami. Mama była tym bardzo uradowana. Ale z czasem te spotkania stawały się coraz częstsze. Prawie każdego dnia, kiedy tata wracał z pracy, mama wychodziła z domu.
Pewnego dnia mama spakowała swoje rzeczy i powiedziała, że ma dość rodziny. Że jest wyczerpana i nie czuje się już kochana. Chce wolności, by znowu poczuć się piękną kobietą. Byliśmy zszokowani jej postępowaniem. Tata nie wiedział, co dalej robić – w wieku 50 lat został sam z 12-letnią córką i 2-letnimi synami.
Kiedy tata w końcu doszedł do siebie, porozmawiał ze swoim dyrektorem i zaczął pracować z domu. Oczywiście zarabiał mniej niż wcześniej, ale potrzebowaliśmy jakichkolwiek pieniędzy. Ponieważ wynagrodzenie taty zmniejszyło się, musieliśmy przeprowadzić się do mniejszego mieszkania w innym rejonie, bo nie mogliśmy sobie pozwolić na poprzednie.
Kiedy chłopcy poszli do przedszkola, było łatwiej. Tata mógł wrócić do pracy na pełen etat, a ja pomagałam, jak tylko mogłam, w opiece nad braćmi. Szczerze mówiąc, jestem dumna z tego, że tata nie spanikował, zebrał się w sobie i znalazł siły, by nas wychować i zapewnić nam wszystko, co niezbędne.
Co do mamy, po tym, jak nas opuściła, nic od niej nie słyszeliśmy. Jej rodzice, moi dziadkowie, również przestali się z nami kontaktować. Po prostu wymazali nas ze swojego życia, tak jak to zrobiła nasza własna mama.
Tata był tak zraniony zachowaniem mamy, że całkowicie stracił wiarę w inne kobiety i przestał zwracać na nie uwagę – poświęcił się całkowicie swoim dzieciom.
Pewnego dnia poszliśmy do nowego parku na plac zabaw. Podczas gdy bawiłam się z braćmi, tata siedział na ławce. Widać było, że jest zmęczony. W końcu nie jest łatwo pracować i poświęcać resztę dnia dzieciom. Patrzył na nas, pogrążony w myślach. Obok przechodziła kobieta, podeszła do taty i zapytała:
— Dlaczego taki przystojny mężczyzna wygląda na tak smutnego?
— Proszę pani, czy tylko przechodziła pani obok? Nie zatrzymuję pani — odpowiedział tata nieco nerwowo.
— Jak mogłam przejść obok takiego człowieka? Czy mogę zapytać, czy jest pan żonaty? — kontynuowała nieznajoma.
— Żony nie mam. Ale mam troje dzieci, które zaraz rozniosą ten plac zabaw.
Tata odpowiedział spokojnie, wstał i poszedł pogodzić chłopców, tłumacząc im, że nie można się tak zachowywać na placu zabaw. Kiedy się odwrócił, nieznajomej już nie było.
Następnego dnia na tym samym placu znów podeszła do taty. On nie był zbyt chętny do rozmowy, ale z czasem poznali się bliżej, a tata nawet zaprosił ją na kawę. I tak się zaczęło.
Kilka miesięcy później pobrali się i nasze życie stało się jeszcze lepsze. Przeprowadziliśmy się do jej mieszkania. A ponieważ zarówno ona, jak i tata pracowali, pieniędzy nam w pełni wystarczało. Nasza macocha stała się dla nas bliższa niż biologiczna mama. Pokochała nas jak własne dzieci, bo sama nie mogła mieć swoich.
Bardzo się cieszę, że tak ułożyło się życie mojego taty. Zwłaszcza dlatego, że pojawiła się w nim tak dobra, szczera i kochająca osoba jak nasza macocha, którą szybko zaczęliśmy nazywać „mamą”.
